Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Digit All Love

Digit All Love

Michał Wardzała z Mystic Production nazwał ich "dobrem narodowym". Zeszłoroczna płyta Digit All Love, "V[fau]" to faktycznie pozycja obowiązkowa dla fanów subtelnych melodii i wrażliwości w muzyce. Przed Wami twórcy zespołu, Maciek Zakrzewski i Natalia Grosiak.

Może na rozgrzewkę powiedzcie, czy lubicie udzielać wywiadów i opowiadać o swoich utworach?


Lubię konstruktywne dziennikarstwo, wywiad jest dla mnie wtedy ciekawy - mogę zobaczyć jak moja muzyka działa na ludzi i jakie w nich budzi pytania. Paradoksalnie bardzo rzadko jesteśmy pytani o konkretne utwory, powód jest prosty: bardzo mała grupa dziennikarzy jest tak naprawdę przygotowana do swojej pracy (śmiech).


To zależy, kto i o co pyta. Czasami chce mi się płakać, gdy ktoś mnie pyta, o czym są moje teksty, a czasami usłyszę super pytanie, które dowodzi o tym, że pytający wie, o czym rozmawia. Wtedy mogę gadać w nieskończoność.


Czy bycie artystą fascynuje Cię m.in. w kwestii wpływania na odbiorców? Mnie samego zawsze zastanawia, gdzie znajduje się granica pomiędzy artyzmem a pewnym hochsztaplerstwem.


Hochsztaplerka to bardzo często przekraczana granica w sztuce. Jednak w dzisiejszych czasach ważny jest też element performance'u. Generalnie chodzi o wyważenie pewnych bardzo subtelnych kwestii dotyczących właśnie oddziaływania na widza. Moim zdaniem w sztuce najważniejsze jest właśnie oddziaływanie na emocje, pobudzanie do jakiś reakcji lub myślenia. Digit All Love akurat nie ma z tym problemu, bo jest zespołem, który od zawsze kładł nacisk na element ludzki m.in. stąd duży skład z triem smyczkowym. Jeśli zaś chodzi o fascynacje kwestią wpływanie na odbiorców... trudno mi na to odpowiedzieć. Jestem świadomy tego zjawiska, jest ono na swój sposób "fascynujące", ale sam jakoś na dużą skale i bezpośrednio tego nie doświadczyłem. Koncerty Digit to wydarzenia dość specyficzne, a klimat na nich jest bardziej introwertyczny i publiczność przeżywa je raczej "wewnątrz", dopiero po koncercie dając czasami ujście emocjom np. w rozmowach z nami.


Co wtedy mówią?


Czasami po prostu wyrażają radość z faktu, że zagraliśmy w ich mieście. Przeważanie są to raczej ludzie z płytą do podpisania i zestawem ciepłych słów na temat koncertu i naszej muzyki. Generalnie są to bardzo przyjemne chwile (śmiech).


Skąd pomysł na połączenie elektroniki z sekcją smyczkową? Czy inspiracją dla Ciebie była płyta Portishead nagrana przy współudziale orkiestry?


Bardzo wielu ludzi jako, ich zdaniem, podstawową inspirację dla Digit All Love podaje właśnie Massive Attack i Portishead. Prawda jest taka, że moim inspiracjom, jeśli chodzi o trip-hop, najbliżej do Bjork, Massive Attack znam dość dobrze. Jeśli chodzi o Portishead to pierwszą ich płytą studyjną, którą przesłuchałem w całości było "3rd" - wcześniej tylko "Roseland NYC Live". I tutaj muszę przyznać, że najbardziej zainspirowało mnie owo połączenie elektroniki ze smykami.


A jak jest z Tobą Natalio? Gdy niedawno przeprowadzałem z Tobą wywiad wspomniałaś, że inspirujesz się Golfrapp, Feist, Billy Holiday. Czy więc współpraca z Maćkiem i Digit All Love była dla Ciebie wejściem w nowy świat muzyczny?


Trudno teraz o tym mówić, bo Maćka spotkałam na swojej drodze wiele lat temu, a mówiąc o Feist czy Goldfrapp miałam na myśli "teraz". Wtedy na pewno współpraca z Maćkiem była dla mnie "czymś nowym". W muzyce wydarzyło się tak wiele i tak wiele jesteśmy w stanie przemielić, że doskonale wiemy, w czym chcemy brać udział, w jakiś świat muzyczny wchodzić. Wtedy jeszcze wszystko działo się na poziomie mniej świadomym. I dlatego było nowością.


W Mikromusic śpiewasz do muzyki raczej pogodnej, w Digit All Love Maciek tworzy dźwięki bardziej melancholijne. W którym z tych projektów słyszymy bliższe prawdzie oblicze Natalii Grosiak? Czy na co dzień jesteś osobą pogodną czy raczej introwertyczną?


To nie chodzi o to, jaką osobą jestem, tylko jaką muzykę lubię. Śpiewam w Mikromusic, bo energetycznie na koncertach dzieje się tam masakrycznie fajnie i śpiewam w Digit All Love, bo kocham melancholię tego projektu.


W Internecie można znaleźć Twoje nagrania z La Foy. Czy są szanse otrzymania wszystkich utworów tego projektu? Dlaczego właściwie płyta La Foy nigdy się nie ukazała?


La Foy to projekt Wojtka Stawińskiego. Projekt ten istnieje już od 20 lat i śpiewały w nim różne wokalistki. Nigdy żadna płyta się nie ukazała. Był taki czas w moim życiu, gdy spotykaliśmy się z Wojtkiem i nagrywaliśmy piosenki. Nagraliśmy tego bardzo dużo. I jaraliśmy się strasznie, gdy tego słuchaliśmy. To były w sumie moje pierwsze nagrania studyjne, uczyłam się pracy z mikrofonem, pisałam teksty, układałam linie melodyczne. To była taka zabawa, hobby. Plany wydania istniały, ale nigdy nikt nie miał wystarczająco dużo chęci, aby się tym poważnie zająć. A potem przestało mnie to bawić. Rozstaliśmy się muzycznie, przyjaźnimy się nadal. Teraz Wojtek nagrywa z inną wokalistką.


Maćku, czy zdecydowałeś się na współpracę z Natalią Grosiak po usłyszeniu nagrań La Foy? Myślę, że oba projekty łączy nie tylko jej osoba, ale podobna wrażliwość.


O La Foy dowiedziałem się już po rozpoczęciu współpracy z Natalią. "Nasza historia" rozpoczęła się od przypadkowego spotkania w klubie, w którym Natalia śpiewała. Ja wtedy rozpoczynałem swoją przygodę z elektroniką i byłem tak bardzo pod wrażeniem jej głosu, że powiedziałem sobie "jeśli ktoś ma mi zaśpiewać to tylko ona" - przypadkiem jakieś pół roku później spotkaliśmy się w sprawach można powiedzieć służbowych - potem wszystko potoczyło się dość szybko.


Natalia ma piękny głos, ale także duże zdolności lingwistyczne. "Ame Ni Mo Makezu" zaśpiewała po japońsku. Efekt zadziwia o tyle, że język japoński kojarzyć się może raczej z "twardą" wymową. Natalia zaśpiewała go w bardzo miły dla ucha, delikatny sposób…


Głos Natalii od początku był ważnym elementem naszej muzyki. Na przestrzeni lat wydaje mi się, że ma on jakieś właściwości hipnotyczne - głównie na bazie reakcji i relacji ludzi, którzy często dość euforycznie czy na nawet ekstatycznie oceniają to, co i jak ona śpiewa.


Z recenzjach "V [fau]" często pojawiała się teza, że mogliście nad tą płytą trochę dłużej popracować. Jak odnosicie się do tych zarzutów?


Muszę przyznać, że nie zauważyłem tej częstotliwości. Chociaż zarzut znam. Ale niestety nie mam zbyt dobrego zdania o dziennikarzach, którzy w recenzjach poruszają kwestie "dopracowania płyty". Tak na prawdę nikt oprócz nas samych, twórców, nie ma zielonego pojęcia, co było celem artystycznym i w jakim stopniu został on osiągnięty. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie, że ktokolwiek wydaje płytę uważając ją za niedopracowaną... Nie lubię publicznie tłumaczyć, jakie są moje płyty i co jest moim zdaniem niesamowitego w tym czy innym utworze. Jeśli ktoś tego nie słyszy to po prostu nie jest mu to dane, szanuje to i akceptuje - bez żadnego problemu.


"Szukam Cię", wiersz Kazimierza Przerwy-Tetmajera, brzmi bardzo aktualnie i myślę, że wiele osób może się z nim identyfikować. Pokazuje to, że miłość jest tematem uniwersalnym. Kto z zespołu wpadł na pomysł wykorzystania tego tekstu i - jeśli możesz zdradzić - komu był najbliższy? 


To mój pomysł. Jednak nie ma żadnego osobistego podłoża emocjonalnego. Oczywiście oprócz tego, że zgadzam się z jego wymową i także uważam, że jest bardzo uniwersalny. Nieszczęśliwa miłość zatopiona w jakimś rozkoszowaniu się ciągłym zdobywaniem, pożądaniem. Zresztą depresja i melancholia to chyba dwie najmocniejsze inspiracje artystyczne.


Czy więc artysta może tworzyć przekonującą muzykę będąc szczęśliwym i radosnym? Czy raczej Twoja twórczość jest pewnym katalizatorem negatywnych przeżyć?


Trudno powiedzieć. Tutaj na pewną dużo rolę odgrywa podświadomość i pewnie sam nie zdaję sobie z tego do końca sprawy, ale myślę, że to kwestia jakiejś tam obranej drogi, która na aktualnym etapie życia daje mi największe spełnienie artystyczne. No i oczywiście szczęście i radość jest jak najbardziej inspirująca, co nie znaczy, że od razu muszą z tego powstawać radosne i lekkie piosenki!


"Promenade Dadieu au Point de Jour" brzmi bardzo filmowo. Czy miałeś kiedyś propozycję skomponowania muzyki do filmu?


Jeszcze nie. Ale bardzo chętnie się z tym zmierzę (zmierzymy). Tutaj warto dodać, iż wszystkie orkiestracje na płycie są autorstwa Rafała Zalecha, naszego altowiolisty, który zajmuję się także kompozycją - myślę, że warto to podkreślić bo chłopak wykonał kawał świetnej roboty!


Jacek Walewski

GALERIA
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
Snakes of Eden CETI

Dwa lata po znakomitym albumie "Brutus Syndrome" CETI powraca z kolejnym mocnym uderzeniem zatytułowanym "Snakes Of Eden".

Gramy dalej

9 /10
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Ghost ocena 9
Popestar
Gatunek: Heavy metal
Zobacz wszystkie