Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / The Shocker (Iperyt)

The Shocker (Iperyt)

Iperyt nie przestaje wywoływać kontrowersji. Parę lat temu nagrali jeden z najbardziej ekstremalnych debiutów na polskiej scenie metalowej. Później o zespole zrobiło się głośniej z powodu treści, jakie rzekomo propagowali… Teraz swoim drugim albumem, "No State Of Grace", ponownie udowadniają, że nie potrafią tworzyć muzyki bez wywoływania emocji słuchaczy. Z, odpowiedzialnym w grupie za elektronikę, The Shockerem rozmawiałem nie tylko o nowej propozycji muzycznej jego formacji, ale także o sprawach luźniej związanych z Iperyt…

Może na początek pytanie na rozgrzewkę - czujesz się bardziej neonazistą czy satanistą? (śmiech)


(Śmiech) A wolisz Dr Jekylla czy Mr Hyde'a? Jeszcze wczesna pora, więc aktualnie czuję się całkiem stabilny psychicznie (śmiech).


My żartujemy, ale sytuacja, gdy ktoś zmusza Was do odwoływania koncertów z powodu domniemanych poglądów, jest żałosna. Choć bardziej interesuje mnie, czy Was w jakikolwiek sposób to dotyka…


Wiesz, nie żyjemy z grania koncertów, więc jak ich nie zagramy to świat nam się nie zawali. Niektóre działania, a szczególnie ich argumentacja, wprowadza uśmiech na nasze pyski, czasem jakieś zażenowanie. No i tyle w zasadzie. Jak ktoś czuje misję zbawiania świata i myśląc, że odwołując koncert czy dwa tego dokona, to można mu tylko życzyć powodzenia. Dyskusja raczej nie ma sensu…


Odwoływanie Waszych koncertów to jednak duża strata dla fanów. Zagraliście parę lat temu w bielskim E-clubie. Pamiętam, że nakręcaliście bardziej zaangażowaną część publiki do małej zadymy (śmiech)…


To był dobry gig! Naprawdę niezła atmosfera, działo się, oj działo! Cholera, jak to dawno już było. Pamiętam, że Taran jeszcze tam zagrał.


Zgadza się, zagrały jeszcze inne kapele. Czy utrzymujecie kontakt z innymi formacjami blackowymi?


Tak, naturalnie. Na Śląsku funkcjonuje całkiem intensywna scena, dzieje się dużo rzeczy, więc zawsze jest okazja żeby się spotkać, pogadać, dowiedzieć się co w trawie piszczy. No i ogólnie w całym kraju jak i poza granicami jest sporo znajomych. Dobrze wiedzieć, co kto robi z pierwszej ręki, to inspiruje.


W Iperyt dzieje się ostatnio nawet sporo. Wydaliście nareszcie nowy album. Na froncie "No State of Grace" umieściliście symbol magii chaosu. Kogo z zespołu był to pomysł i dlaczego się na to zdecydowaliście?


Choć jest to dość oklepany ostatnio symbol, to jednak nawiązuje do całkiem interesujących elementów jak różne metody "psychicznej" desocjalizacji, elastyczności w podejściu do nabytych wierzeń. Wreszcie podkreśla konieczność indywidualizmu i powrotu do bardziej pierwotnych form przeżywania "ekstazy". No i podkreśla ciągle równolegle postępujące procesy tworzenia i rozpadu. Mnie to odpowiada. Pozostała część jednostki również nie protestowała.


Czy uważasz, że praktykowanie magii chaosu wpłynęło jakoś szczególnie na Twoje życie? Wiesz, sam po lekturze np. tekstów Phila Hine’a myślę, że wiele z tego tematu czerpie współczesna psychologia.


(Śmiech) A może to on czerpie wiele ze współczesnej psychologii... Niektórzy nazywają Junga jednym z ojców nowoczesnego, powiedzmy, okultyzmu, a on żył trochę wcześniej. Ale tak, oczywiście. Takie techniki jak NLP, często niesłusznie nazywane psychomanipulacją, czy psychologia behawioralna, albo pomysły Williama Jamesa to wszystko dla ludzi patrzących z boku może się wydać metodami nieco "magicznymi". Weźmy metodę Silvy - na pierwszym poziomie, to można ją spokojnie nazwać metodą psychologiczną, dopiero w kolejnych etapach zaczyna się robić ciekawiej, choć z mojego punktu widzenia, to po prostu dalej praca z umysłem, tylko jeszcze w powszechny naukowy sposób nieopisana. Te techniki już dawno temu znali chociażby szamani, tylko używali grzechotek, bębnów, oddychania, masek i różnych substancji, a teraz mówimy o pracy mózgu na falach alfa, podświadomości i nawykach. Kiedyś mówiło się o podróżach w odmienne światy, teraz o projekcjach astralnych i świadomym śnieniu. Niektórzy ludzie to negują, ale z drugiej strony kursy NLP czy wysyp książek tego typu wskazuje, iż cieszy się to całkiem sporym zainteresowaniem. Granica jest zaiste bardzo płynna.


Czy uważasz, że powyższe techniki mogą wpłynąć na jakość naszego życia?


Jak najbardziej! Pogłębianie własnej świadomości zawsze jest korzystne. Lepiej umieć pisać niż nie umieć (śmiech). Ludzie zwykle nie zastanawiają się za bardzo nad swoim funkcjonowaniem, jedni dlatego, że im to niepotrzebne, inni dlatego, że być może "nie mają czasu", są zajęci wypełnianiem swoich ról społecznych. Poza tym wielu zbyt duża uwagę przywiązuje do swojego tzw. rozumu, części świadomej, kiedy tak naprawdę funkcjonujemy w oparciu o nawyki. Decyzje, które podejmujemy są w dużej części rodzajem "wyuczonej nieudolności". Nie chcę tutaj robić z człowieka psa Pawłowa, ale większość czasu spędzamy na swoistym "autopilocie", którego nie da się świadomie wyłączyć, trzeba się podświadomie przeprogramować, jeden nawyk zamienić innym i tutaj takie techniki bywają bardzo pomocne i skuteczne. Trudno to ująć w kilku słowach, bo nie jest to oczywiście takie linearnie proste. To coś jak w sztukach walki: powtarzasz jakąś technikę wielokrotnie, by w realnej sytuacji zadziałać instynktownie. Wymiana "programów" umysłowych powinna działać na podobnej zasadzie.


To temat na dłuższą rozmowę, na którą, niestety, nie mamy czasu. Powróćmy do Iperyt... Teksty Peoplehatera są nasączone nihilizmem i nienawiścią do ludzkości. Czy identyfikujesz się z tym przekazem i czy nie uważasz, że może się one wydać przesadzone? Ludzkość - poza pewną częścią - nie jest chyba aż taka beznadziejna. Zobacz, my dwaj jesteśmy spoko (śmiech). No, chyba, że traktujecie muzykę Iperyt, jako próbę odreagowywania agresji, kumulującej się u Was na co dzień.
 

Można to odbierać na kilku płaszczyznach. Jako dopełnienie muzyki, czyli w podobny sposób jak ma to miejsce chociażby w gore/death/grind, można też przyjąć szerszy zamysł nihilistycznego podejścia do świata i życia. Czy ludzkość jest beznadziejna? Każdy ma własny mózg, żeby to ocenić, natomiast ja spoglądam na to w bardziej zindywidualizowany, osobisty sposób. A w tym moim osobistym rozumieniu chcę minimalizować uczestnictwo w grze społecznej, co wiąże się z postawą nihilistyczną. Wolę to jednak nazywać kreatywnym nihilizmem, ponieważ z jednej strony w pewien sposób izoluję się od świata zewnętrznego, z drugiej nie czuję się z tego powodu zwolniony z pracy nad sobą samym.


"No State of Grace" jest albumem, który mógł zabrzmieć dużo bardziej agresywnie, gdybyście pominęli bardziej melodyjne partie gitar. Dlaczego trochę stępiliście ostrze Iperyt? Sam w jednym wywiadzie przyznałeś, że przyszłość ekstremy to np. terrorcore (odmiana techno - przyp. jw). Nie próbowałeś namówić kolegów z zespołu do skierowania Iperyt bardziej w tym kierunku?


Wszystko jeszcze przed nami! Na "No State Of Grace" chodziło nam o znalezienie pewnego klimatu, atmosfery, stąd trochę zwolnień, więcej, hmmm, melodii? Chcieliśmy też mieć więcej riffów, które warte byłyby zapamiętania. Poszukać motywów innego typu i sprawdzić jak odbyłoby się to w naszej konwencji. Myślę, że cały czas jest intensywnie, a ponieważ chcieliśmy więcej bardziej "metalowych" aranżacji, stąd spory nacisk właśnie na gitary i na riffy.
 

Masz już jakąś wstępną wizje tego, co Iperyt nagra w przyszłości?


Jak na razie, co mnie bardzo cieszy, mamy dużo różnych pomysłów, w kilku, rzekłbym, nawet przeciwstawnych kierunkach. Zobaczymy więc jak to się potoczy. Ponieważ "No State…" był aranżacyjnie w pewien sposób przewidywalny, być może kolejny album zrobimy w tej kwestii nieco bardziej szalony. Idee inkubują sobie na razie i czekamy na ten moment masy krytycznej, która znów złamie nasze człowieczeństwo i przejmie twórczą kontrolę... Ależ mi się powiedziało (śmiech). Dużo przesterowania będzie na pewno.


Angażujesz się w Iperyt, ale jesteś też, jak już wspomnieliśmy, fanem techno w jego najbardziej ekstremalnej postaci. Może polecić jakieś najbardziej interesujące projekty z tych kręgów?


Dj Tiesto (śmiech)! No, a tak na serio, to wychodzi obecnie dużo fajnych rzeczy. Można wymieniać i wymieniać! Z polskich polecę Terrorcore.pl z Quato na czele, Kielce Terror Squad, SplitterKore Records Dziwko, z zagranicznych rzeczy, to, dla lubiących wolniejsze i masywniejsze uderzenie, Delta9 i Tieum, a dla lubiących rzeźników Komprex, Igoa, Kurwastyle Project, Passenger Of Shit, Noiskick, Massacre, Bonehead, Gabba Front Berlin, Noizefucker i tak dalej...


Wspominane przez Ciebie Splitterkor Rekords Dziwko!!! umożliwia ściąganie albumów za darmo ze swojej strony. Moim zdaniem to prawdziwy underground i niekomercyjna postawa.


Każdy spogląda inaczej i inaczej rozumie pojęcie underground i anticommercial. Pewnie z kim byś nie rozmawiał, to będzie miał odmienne zdanie. To dobry temat na melanż przy wódce (śmiech). Kiedyś, na jednej liście dyskusyjnej, poznałem kolesia z Kanady, który w życiu codziennym był zdaje się prawnikiem, a po godzinach robił jakieś pokręcone hardtechno, które sam sobie wydawał na winylach i rozdawał tylko zaprzyjaźnionym właściwym ludziom. Dla niego szersze udostępnianie muzyki, chociażby w Internecie, było właśnie działaniem kłócącym się z jego pojęciem prawdziwego undergroundu. Moim zdaniem najważniejsze, by w muzyce realizować swoje wizje, swoje dźwięki, natomiast sposób dystrybucji jest już sprawą drugorzędną. Jeżeli robisz coś, pod czym możesz się w pełni podpisać, i się tego nie wstydzisz, to w moim odczuciu jest dobrze.


Czy w Twoim przypadku najpierw pojawiła się fascynacja techno czy metalem?


To chyba działo się równolegle, gdyż ogólnie mam skręt w kierunku różnych bardziej ekstremalnych dźwięków, jest więc i elektronika i metal, jest też power electronics i power noiz, ale też drone i różne ambienty. Ogólnie fascynuje mnie to, co można robić z dźwiękiem, więc nie potrafię się zamknąć tylko w jednej stylistyce.


W jednym z wywiadów zauważyłeś, że terrorcore to obecnie przyszłość ekstremy. Niejeden metalowy purysta wzburzyłby się na taką opinię. Z drugiej strony muzyka elektroniczna jest o wiele bardziej odhumanizowana, i może dlatego ciekawsza niż metal…


Miałem też na myśli fakt, że aktualnie w metalu wszyscy chcą nagrywać nowocześnie, czysto, może i potężnie brzmieniowo, ale z drugiej strony w pewien sposób dość "grzecznie". W undergroundowej elektronice ludzie nie myślą jeszcze o wielkich studiach, sprzęcie za tysiące dolarów i wypasionych producentach. Chcą po prostu tłamsić dźwięk, krzywdzić sonicznie, nie mają często ograniczeń w stylu, że "tak nie wolno, tak się muzyki nie produkuje". Popatrz jak narodził się black metal - brzmienie było często bardzo surowe, może nawet prymitywne, a jaką niosło energię i determinację. To coś w ten deseń. Zawsze krok do przodu wykonuje ktoś, kto nie poddaje się ograniczeniom i standardom. I w tej chwili tego typu rzeczy jest moim zdaniem więcej w jakiś popieprzonych dźwiękach elektronicznych.

Metal, jak myślę, również jeszcze nie raz zaskoczy. Dla mnie ideałem byłoby połączenie jakiejś swobody twórczej w generowaniu dźwięków z możliwością wyprodukowania tego na naprawdę dobrym sprzęcie, by dodać jeszcze więcej mocy. Zawsze też wydaje się, że ekstrema dochodzi już do swojego punktu krańcowego, a potem nagle ktoś dołoży do pieca czymś nieprzewidywalnym i szalonym...


Jacek Walewski

Popestar Ghost

Jako jeden z nielicznych w redakcji naszego magazynu uparcie bronię Ghost.

Gramy dalej

9 /10
Breaking Habits Meller Gołyźniak Duda

Wreszcie doczekaliśmy się polskiej supergrupy z prawdziwego zdarzenia. Nie jakiejś tam odpustowej zgrai muzykantów do kieliszka, ale ekipy złożonej...Gramy dalej

8 /10
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
When The Smoke Clears
Gatunek: Hardcore
Shklo ocena 7
Shklo Music
Gatunek: Alternatywa
Zobacz wszystkie