Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Piotr Brzychcy (Kruk)

Piotr Brzychcy (Kruk)

Zagrał z Kupichą, zagra przed Deep Purple. Piotr Brzychcy z zespołu Kruk, po 10 latach istnienia jego formacji, zgodził się odpowiedzieć na nieco pytań związanych nie tylko z jego muzyką, ale i z branżą muzyczną.

Kruk istnieje już 10 lat. Jak wspominasz ten miniony czas? Największe dotychczasowe sukcesy i porażki?

To wspaniały okres, oceniając go przez pryzmat zespołu, w moim odczuciu, zleciał za szybko i był chyba zbyt mało produktywny jeśli chodzi o samą muzykę. Właściwie to w tym jednym zdaniu odpowiedziałem na wszystko, o co pytałeś (śmiech). Jestem pieprzonym sentymentalistą, co sprawia, że odnoszę się do tego czasu i tej przygody, która się zwie Kruk z dużym sercem. Każde wspomnienie, nawet najbardziej szczegółowe jest we mnie niczym dane, których nie da się usunąć z twardego dysku. Największym sukcesem jest to, że zbudowaliśmy taką kruczą rodzinkę, w skład której wpisują się przyjaciele dobrej muzyki. Zawiązały się przyjaźnie i znajomości, które nie miałyby racji bytu gdyby nie Kruk. Chyba pora pomyśleć o własnej sekcie! (śmiech). Natomiast jeśli idzie o porażki, to z całą pewnością wspomniałbym o rotacji składu zespołu. Żałuję, że nie udało się popełnić tej przygody w jednym składzie, choć z drugiej strony brakuje mi każdego, kto przez ten zespół się przewinął. Ten paradoks także jest porażką. Bez dwóch zdań wątpliwości, porażką jest też to, że taką muzykę jaką gramy w sposób jawny i bezpretensjonalny maltretują różne placówki, wśród których można wymienić choćby sklepy muzyczne, niektóre rozgłośnie radiowe, stacje telewizyjne oraz dużą część organizatorów koncertów. Biorąc pod uwagę fakt, że to ma ogromny wpływ na rozwój społeczeństwa i przenosząc to na inne sfery życia i kultury, można sobie strzelić w łeb.

Poza grą na gitarze i komponowaniem trudziłeś się również dziennikarstwem. Która profesja jest bliższa twojemu sercu?

Zdecydowanie muzykowanie jest mi bliższe. Chociaż dziennikarstwo, którym zaraziłem się przez zupełny przypadek, dawało mi w pewnym momencie niesamowitą frajdę. Później przyszedł czas kiedy znienawidziłem tą profesję, za sprawą kilku idiotów, którzy jak to w Polsce bywa chcieli być najważniejsi nie mając pojęcia jak ogromną krzywdę wyrządzają samej muzyce, którą przy tym wszystkim traktują jak religię. Teraz znów wróciła chęć do pisania, bywania na koncertach, dzielenia się z ludźmi wrażeniami dotyczącymi muzyki i znów to robię. Jednak granie na gitarze, komponowanie wyzwala mnie totalnie, odrywa od rzeczywistości i pozwala rozwinąć skrzydła, dlatego nie ma możliwości porównywać tych dwóch, mimo wszystko dosyć odległych światów.

Z jakiego sprzętu korzystasz podczas pracy w studio?

W przypadku ostatniej sesji nagraniowej był to Engl Special Edition, który za sprawą Wiesława Góry z firmy Vanax trafił w moje ręce na początku roku. W zasadzie nie było potrzeby korzystania z innego pieca, chociaż w Earth Warm Records dysponują całą masą przeróżnych wzmacniaczy. Do tego paczka Engla XXL. To dosyć nietypowa paczka, bo jak sama nazwa wskazuje charakteryzuje się większymi gabarytami niż kolumna standardowa. Ten zestaw pozwolił mi ukręcić każde brzmienie jakie przyszło mi do głowy, a niezgłębiona ilość kombinacji wciąż buduje we mnie ogromne chęci do grania na tym wzmacniaczu. Jeśli chodzi o gitary, to w zdecydowanej większości opierałem się o Fendera,  sygnowanego nazwiskiem Erica Claptona oraz PRS’a Custom 22. W kilku miejscach podparłem się customowym Fenderem, którego szczęśliwym posiadaczem jest realizator Lechu Pukos, unikatowym prototypowym Gibsonem Les Paul’em, który jest na wyposażeniu studia, siedmiostrunowym Schecter’em (sygnatura Jeff Loomis), Variax’em Line 6, oraz akustykiem Fendera i lutniczą ‘dwunastką’. Używałem też kaczki firmy Dunlop GCB 95.

Jaka jest twoja ulubiona gitara? Co jest w niej takiego wyjątkowego?

Moją ulubioną gitarą jest Fender Claptona, o którym wspominałem. To gitara, która ma nieprawdopodobny atak, niespotykany w przypadku większości Fenderów. Możliwości jakie daje mi system boost zamontowany w tej gitarze są naprawdę duże. W każdej chwili mogę zwykły, singlowy dźwięk ukierunkować w stronę potężniejszego dźwięku humbuckerów, bo tak to najprościej opisać. Poza tym sam zestaw pick up’ów Noiseless, dzięki którym wyeliminowane są wszelkiej maści ‘brumienia’, jest naprawdę znakomitym rozwiązaniem. Oczywiście traci się to brudne brzmienie określane jako klasyka, ale w muzyce hard rockowej, gdzie przestery są mocno nasycone, nie ma to większego znaczenia. Nie mógłbym też nie wspomnieć o PRS Custom 22 Quilt Artist Package. To naprawdę doskonały instrument, który daje niesłychane możliwości. Brzmi troszkę jak klasyczny Gibson, ale ma więcej pazura, przy rozłączonych cewkach, zwłaszcza na brzmieniach typu clean, jest zbliżony charakterem do Fenderów. Granie na tej gitarze jest po prostu inspirujące. Niestety nagle zaczęły pękać hebanowe główki od kluczy, co firma PRS uznała za usterkę pogwarancyjną, nie biorąc pod uwagę faktu, że stało się to z każdą główką. Przy najwyższej klasy instrumentach tak uznanych marek, tego typu seryjne usterki powinny być zdecydowanie inaczej traktowane.

Czy grupie takiej jak Kruk ciężko jest wywalczyć swoje miejsce na polskiej scenie muzycznej?

Jest bardzo ciężko i kiedy się o tym na własnej skórze przekonasz dochodzisz do wniosku, że jest jeszcze ciężej niż Ci się wydaje (śmiech). Trzeba z tym jakoś żyć, szukać tych elementów, które budują, dają mnóstwo radości i poczucie spełnienia. Oczywiście każde szaleństwo ma swoje granice, więc trzeba w pewnym momencie uświadomić sobie czy wyrzeczenia nie są zbyt duże. Jeśli już o to pytasz to powiem Ci, że zastanawiam się ostatnio, czy nie lepiej grać muzykę pop, nawet w tym najbardziej obciachowym wydaniu, bo jakby na to nie spojrzeć z czegoś trzeba żyć. Poza tym żeby być muzykiem trzeba poświęcić się temu w całości, a nie grywać między pracą, snem, a czasem poświęconym rodzinie.

Czy z takiej muzyki da się wyżyć w tym kraju?

Nie można i marzy mi się aby to zmienić. Marzy mi się aby tą nową płytą, którą przecież grają media, która zbiera tak pochlebne opinie wybudzić w ludziach, mocno już uśpioną wiarę w muzykę rockową. Wiem, że to jest do osiągnięcia, czuję że jesteśmy o krok, ale ten krok to taki element, na który nie mamy wpływu. To taka wypadkowa chęci społeczeństwa i sprzyjającego losu.

Gdzie szukasz inspiracji podczas komponowania nowego materiału?

Zazwyczaj szukam inspiracji w sobie samym, w całym wachlarzu emocjonalnym jaki w danym momencie mnie otacza. Nie ma nic piękniejszego niż przełożyć własne uczucia na dźwięki. Jeśli trafisz na właściwy polot, to muzyka staje się fenomenalnym zwierciadłem, a nie sztucznym tworem. Inspirujące są dla mnie samotne wypady na ryby, spotkania rodzinne, to jak z każdą chwilą rozwija się mój syn, albo to co tworzy moja żona. Rozmowy z ludźmi potrafią być nieprawdopodobnym źródłem natchnienia. Inspirujące bywają też filmy i książki, na które dzisiejsza doba pozwala coraz mniej. W końcu inspiruje mnie muzyka, ale staram się zachowywać jak największy dystans i w ten sposób dochodzę do wniosku, że bardzo często głód muzyczny bywa bardziej twórczy niż przesyt.

Co jest najważniejsze w nauce gry na gitarze?

Uważam, że ponad wszystko najważniejsza jest świadomość. Rozsądna ocena własnych możliwości, własnego talentu, rozsądny wybór współpracowników, bo przecież to od ludzi z którymi gramy uczymy się często najwięcej przeróżnych przyzwyczajeń i właściwy wybór ścieżki, którą chcemy kroczyć. Nie wspomniałem o miłości do instrumentu, bez której wszystko traci sens, ale to przecież oczywiste. Niezwykle ważne jest, zwłaszcza w początkowych etapach, słuchanie muzyki, słuchanie najrozmaitszych płyt, pochodzących od skrajnie różnych wykonawców. Jeśli chcesz grać tak jak Petrucci, to poszukaj wśród wykonawców, którymi on się inspirował, a nie kopiuj jego stylistyki. Być może gdybym skończył szkołę muzyczną to moją odpowiedź brzmiałaby ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Jestem jednak samoukiem i raczej rzadko praktykuję tą zasadę, wolę zabawę z instrumentem. Uwielbiam improwizować z muzykami, a jeśli nie ma takiej możliwości to improwizować z ulubionymi płytami. To rozwija wyobraźnię, buduje warsztat, kształci słuch i jest przy tym wciąż rozrywką, a nie ciężką pracą.

Z jakiego wzmacniacza i efektów korzystasz na koncertach?

Przez 9 lat grałem na Englu sygnowanym przez Ritchie’go Blackmore’e i uważam, że jest to genialny wzmacniacz. Teraz gram na Special Edition, czyli najwyższym modelu wśród całej rodzinki Engla. Do tego oczywiście paczka Engla, tradycyjna i standardowa zbudowana w oparciu o cztery głośniki 12-calowe Celestion V 60. Często zastanawiam się dlaczego świadomie rezygnuję z głośników Celestion V 30, ale kiedy dochodzi do konfrontacji to ciągle pozostaje przy V 60-tkach. Jeśli chodzi o moją podłogę, to prezentuje się bardzo skromnie: delay Line 6 DL4, Ibanez Tube Screamer (przerobiony przez Roberta Keelyego), MXR Phase 90, wah-wah Dunlop GCB 95 (limitowana edycja w kolorze białym) oraz tuner Korga DT-10.

Stosujesz jakieś osobliwe techniki gry na gitarze? Jak nauczyłeś się panować nad wiosłem?

Uwielbiam staccato. Staram się kostkować każdy dźwięk z zachowaniem różnorodnej dynamiki i oczywiście właściwego akcentowania. Właśnie ta technika daje mi największą radość grania na scenie. Solówki gitarowe w moim przekonaniu muszą charakteryzować się dużym ładunkiem emocjonalnym, muszą być opatrzone dużą dawką energii i to w zasadzie niezależnie od rodzaju wykonywanej muzyki. Jeśli chodzi o panowanie nad wiosłem, to nie ma lepszego sposobu jak granie koncertów, spotykanie się z muzykami na jam sesion plus praca własna, popełniana w domowym zaciszu. W moim przypadku ten ostatni element to tak jak wspominałem także improwizowanie, ale do płyt, do radia. Oczywiście pewne zagrywki wymagają dogłębnej analizy i dokładnego ogrania, a wtedy trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć (śmiech).

Dlaczego układacie teksty po angielsku? Co złego jest w naszej starej dobrej polszczyźnie?

Piszemy teksty po polsku. Nasze utwory w zdecydowanej większości najpierw ogrywamy w wersjach polskojęzycznych, a dopiero później dokonujemy tłumaczenia tekstów oraz dopasowania melodii i rytmiki partii wokalnych. Nasza poprzednia płyta "Before He’ll Kill You" ukazała się w dwóch wersjach językowych. W przypadku najnowszego albumu "It Will Not Come Back", wytwórnia wywarła na nas pewną presję związaną z niezdecydowaniem dotyczącym tego tematu. Po wielu rozmowach uznaliśmy, że trzeba podjąć jedną właściwą decyzję, którą właśnie sugerowała wytwórnia. Dzięki anglojęzycznym tekstom mamy szanse na to aby zaistnieć nie tylko w Polsce. Dziś wiem, że była to naprawdę właściwa decyzja i dzięki temu naszej płyty słuchają ludzie na całym świecie. Dodam jednak, że Pierwszy Program Polskiego Radia zasugerował nam nagranie chociaż kliku utworów w języku ojczystym i po szeregu dyskusji zdecydowaliśmy się dograć wokale do trzech utworów. Pójdziemy jednak krok dalej i zmienimy także miksy oraz mastering aby ktoś kto zna wersję podstawową mógł dostać coś zgoła odmiennego.

Lepsza droższa gitara i tańszy wzmacniacz, czy odwrotnie? Dlaczego akurat taka konfiguracja jest lepsza?

Uważam, że lepsza droższa gitara. To przecież instrument, z którym mamy stały kontakt, dzięki któremu poznajemy jego tajniki dlatego im lepszy tym większa jest szansa na unikniecie złych przyzwyczajeń, które niestety w przypadku słabego instrumentu mogą źle nas ukształtować. Praca nad pozbyciem się złych nawyków jest naprawdę ciężka i bardzo często nie przynosi oczekiwanych efektów. Wzmacniacz zawsze można wymienić, zawsze można pograć u kolegi, albo w klubie, w którym jest coś lepszego. Gitara jest jednak najważniejsza i należy traktować ją na takim samym stopniu zaawansowania jak swoją kobietę (śmiech).

Niedługo zagracie przed Deep Purple podczas Festiwalu Legend Rocka. Jakie to uczucie występować na jednej scenie ze swoimi idolami?

Jak będzie po występie to ci opowiem… (śmiech). Jeśli oczywiście przeżyję. A tak całkiem serio, to marzyliśmy o występie przed Purplami. Każdy z nasz miał w swoim sercu nadzieję, że w końcu to marzenie się ziści… I udało się! Dlatego to co czujemy na myśl o tym koncercie, to przede wszystkim ogromna radość. Staniemy przecież na tej samej scenie co wybitni muzycy, którzy służyli i wciąż służą wzorcem dla milionów. Liczę na to, że wszystko się uda, że zagramy na najwyższym poziomie, a publiczność będzie jak zawsze pazerna i maksymalnie żywiołowa. Liczę na to, że po koncercie podejdzie do nas Ian Gillan ze swoją przemiłą asystentką i powie, panowie chcę z wami grać (śmiech)

Jak oceniasz polską scenę rockową? Jest obecnie z czego wybierać?

Jeśli myślę o polskiej scenie rockowej to nie urastam w optymizm. Jest cała masa wspaniałych zespołów, ale jest jeszcze więcej zespołów gównianych i problem polega na tym, że w takim kraju w jakim żyjemy, często te gówniane zespoły wypierają te wartościowe. Nie liczą się umiejętności i możliwości, a kontakty i układy. Mój tata pracuje w urzędzie to zagramy na każdej imprezie, którą ten urząd organizuje. Moja ciotka ma układy u wojewody to znaczy, że będziemy grać wszędzie gdzie nam to załatwi. Umiejętności, jakość nie maja większego znaczenia. To chore, bo właśnie przez tego typu sytuacje podcina się skrzydła zespołom, które mają potencjał, dając przy okazji bardzo słabe świadectwo rockowej scenie. Gdyby to rozsądnie ocenić i poukładać to jest z czego wybierać. Miałem ostatnio okazję oceniać młode zespoły na kilku przeglądach i bezwzględnie jest wiele takich tworów, które mogłyby sporo namieszać. To oczywiście kwestie rozwojowe, funkcjonujące póki co w sferze undergroundu. Jeśli chodzi o oficjalne rozliczenie polskiej sceny rockowej, to poza starymi wyjadaczami typu TSA, Dżem, Perfect, SBB nie pojawia się nic nowego i zarazem ciekawego. Wyjątki typu Coma czy Bracia to naprawdę rzadkość.

Chciałbyś znaleźć się z Krukiem w tzw. mainstreamie polskiego przemysłu muzycznego?

Odpowiadając nie, lub nieszczególnie, byłbym kłamcą. Gdyby coś takiego udało się właśnie teraz to nagle padłby oklepany osąd mówiący, że przeciętny Polak nie ma gustu muzycznego. Gramy przecież muzykę wielowarstwową, różnorodną pod względem przekazu i brzmień, która wymaga od słuchacza otwartej wyobraźni i pewnej świadomości. Gdybym jednak miał zmienić coś na silę, coś uprościć, coś złagodzić, coś wyciąć to wolałbym stworzyć nowy zespół. Ten kruczy lot ma swój charakter i wydaje mi się, że jest spora szansa na mainstream, bez przesadnej ingerencji.

Skąd to zafascynowanie ornitologią? Nazwa waszego zespołu kojarzy mi się z serią filmów o mrocznym mścicielu zza światów. Czy to rzeczywiście było inspiracją?

Nie ma to wiele wspólnego z fascynacjami ornitologicznymi (śmiech). Jest za to inspiracja samą tajemnicą wpisaną w czarnopierzaste stworzenie, a wszystko to zapoczątkował wspomniany film z Brandonem Lee. Kolejne części były już zdecydowanie mniej udane, a serial momentami wręcz żenujący.

Jesteś zadowolony z finalnego kształtu waszej nowej płyty?

Bardzo cieszy mnie to, że zdobyliśmy się na dojrzałe kompozycje i rozsądne aranże. Fakt, że nikt nie może klasyfikować nas z metalowymi bendami też jest satysfakcjonujący. Jednak brzmienie płyty, w mojej ocenie, mogłoby być lepsze, ale niestety to też wiązało się z budżetem.

Jak środowisko, z którego się wywodzicie przyjęło utwór "Simply the Best", który nagraliście z Piotrem Kupichą z Feel?

Tylko kilka osób wiedziało, że jest taki pomysł zanim sprzedaliśmy go w mediach, równocześnie upubliczniając utwór. Większość z tych kilku osób na starcie uwierzyło mi w to, że przedsięwzięcie jest ciekawe. Pozostałe głosy były jednak powściągliwe w ocenie. Finalnie, po upublicznieniu tego utworu, nie spotkałem się z jawnym głosem krytyki. Naprawdę bardzo wiele osób oceniło to jako przełom i to satysfakcjonuje mnie na tym samym poziomie, co nasze wspólne wykonanie "Simply The Best". Światkiem rockowym też można czasem wstrząsnąć, odkurzyć go wręcz, a jeśli przy tym jesteś maksymalnie wiarygodny to chyba wszystko się zgadza.

Gdzie upatrujesz siebie za kolejne 10 lat?

Chciałbym nagrać kilka dobrych płyt, z Krukiem, płyty solowe i jakieś ciekawe projekty muzyczne, jak choćby ten z Piotrkiem Kupichą, który mamy w przyszłorocznych planach. Chciałbym jak najwięcej koncertować. Chciałbym dzielić się z ludźmi swoimi spostrzeżeniami, wiedzą, doświadczeniem, nowatorskim podejściem i czerpać z nich coś dla siebie. Chciałbym też godnie żyć z muzyki. Mając takie a nie inne plany mogę powiedzieć, że za te 10 lat upatruję siebie w roli świadomego muzyka, pełnego pokory i radości życia.

Michał Lis

Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
Snakes of Eden CETI

Dwa lata po znakomitym albumie "Brutus Syndrome" CETI powraca z kolejnym mocnym uderzeniem zatytułowanym "Snakes Of Eden".

Gramy dalej

9 /10
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Ghost ocena 9
Popestar
Gatunek: Heavy metal
Zobacz wszystkie