Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / NeWBReeD

NeWBReeD

O NeWBReeD, o których rok temu pisałem, że są "niedoceniani", robi się coraz głośniej. Ich nowy album wydaje zasłużone na naszym rynku wydawniczym, Metal Mind Productions, w mediach muzycznych coraz częściej można przeczytać wywiady z członkami zespołu i zobaczyć reklamy ich nowej płyty.

Sami najbardziej zainteresowani zdają się jednak nie zwracać na to baczniejsze uwagi i nadal bardziej koncentrują się na tym, co najważniejsze - na muzyce. O tym też z dużym zaangażowaniem i udzielającym się entuzjazmem do "NeWBReeD" opowiedzieli mi Tomasz Wołonciej oraz Szymon Fiuk.

We wstępie do naszego poprzedniego wywiadu napisałem, że NeWBReeD to kolejny niedoceniany w naszym kraju zespół. Ostatnio odnoszę wrażenie, że powoli to się zmienia. Nowy album wyda Metal Mind Productions, na płycie usłyszymy Vogga z Decapitated i Lipę z Lipali. Macie obecnie największą szansę, by zrobiło się o Was głośniej.


Cóż, pewnie tak, ale jakoś specjalnie nie zaprzątamy sobie tym głowy. Teraz pewnie nawet panie pracujące w perfumeriach będą wyskakiwały w naszym podkoszulku (śmiech). Tak serio - gdybyśmy robili to, żeby być bogatymi lub sławnymi, trzeba byłoby przestać to robić już wiele lat temu i zając się np. handlem bronią albo przerabianiem paliw z nielegalnych na mega nielegalne. Nawet to wydaje się o wiele łatwiejsze i mniej stresujące (śmiech).


A stresujące było nagrywanie z idolem z lat nastoletnich, Lipą? Jak udało się Wam zaprosić do studia Vogga? Zbiegło się to z koncertem Decapitated w Bielsku-Białej?


(śmiech) Nie no, to nie było stresujące. Ścieżki dostaliśmy mailem. Jedyne, czym się stresowałem, to tym, że Lipa - zasłużony i zajęty muzyk, będzie robił to przez trzy miesiące. A nagrał to praktycznie od ręki! To niesamowite jak miły i profesjonalny jest to gość. Dodam tylko, że np. zeszyt do polskiego w podstawówce miałem właśnie z nim na okładce. Była taka seria z gwiazdami polskiego rocka (śmiech). Jestem jego wielkim fanem. Jeden z lepszych polskich głosów. Nigdy nie myślałem, że będę z nim "dzielił krążek".

A Wacek to z kolei mega talent gitary! Już podczas sesji  nagraniowej "If I Were The Rain" chcieliśmy go zaprosić, ale jakoś się nie udało. Zarówno Wacek jak i Lipa bardzo lubią Egoist i korespondują czasem ze Stanley’em (Staszkiem Wołonciejem, perkusistą NeWBReeD i multiinstrumentalistą w projekcie Egoist - przyp. jw.). I tak pojawiła się propozycja występów gościnnych.

Vogg nawiedził nas podczas pobytu Decapitated w Bielsku. Jest to najbardziej utalentowana osoba grająca na gitarze, jaką osobiście znam. Jako słuchaczowi marzy mi się, żeby nagrał on kiedyś taki typowy solowy album jak np. pierwsza płyta Jamesa Murphy’ego. Coś w takim stylu. Choć już sam Decapitated to jeden z moich ulubionych zespołów.


Zapewne nie tylko Twój… Wasz nowy album, jak już wspomniałem, wydał Metal Mind. Jak doszło do podpisania umowy z nimi?


Cóż, nasza poprzednia wytwórnia, Insanity Records, zapewniała nas, że bardzo chce wydać nowy album. Temat pojawiał się jeszcze podczas promocji "Child Of The Sun". Jednak Insanity po prostu nie dali rady przetrwać walki na rynku... Wobec tego zwróciliśmy się z pytaniem o współpracę do niewielu pozostałych wytwórni w kraju. MMP opisali, jak to widzą, my opisaliśmy jak my i udało się zgadać, z czego jestem bardzo zadowolony. Jako dzieciak kupowałem namiętnie kasety i płyty z MMP (śmiech). A już teraz przeglądając np. "Teraz Rock" i "Metal Hammer" widzę reklamy nowego albumu, co raczej w niewielu wytwórniach, by się zdarzyło jako element promocji. Co więcej, codziennie dostaje porcję maili ze sprawami w toku dotyczącymi kapeli. W przyszłym tygodniu jestem umówiony na wywiad w Antyradiu, gdzie puszczany jest spot reklamowy albumu, potem we wtorek i środę od 15.30 do 22.30 mam udzielać wywiadów przez telefon, po premierze mam wywiad w jakiejś telewizji. Nie sądzę żeby było dużo wytwórni, które mogą takie coś załatwić od ręki... Nie wspominając już o distro. Przykładowo, ponad dwa tygodnie przed premierą CD jest już w katalogu Empik i można go zamówić w salonach. Sam widziałem, że widnieje na monitorku (śmiech). I serio nigdy nikt się nami tak nie przejmował i nie był tak komunikatywny. Poza tym, te panie, bo jakoś współpracują z nami tylko kobiety z MMP, są mega miłe i sympatyczne.


Widać kobiety mają do Was słabość… (śmiech). "NeWBReeD" to Wasza piąta płyta, wliczając EP-ki. Dlaczego zdecydowaliście się na self-titled?  Delikatne nawiązanie do Metalliki?


Zdecydowanie tak! Tak samo jak oni nagraliśmy totalnie inny album od poprzednich i tak samo jak oni grzebaliśmy się z tym bity rok (śmiech). Ciekawe czy tak jak oni sprzedamy 80.000.000 kopii. Nie wiem, czy się nie pomyliłem o… zaraz zaraz… sześć zer? Nie no… bez jaj może pięć… Cztery zera dla mnie, to już by była jazda (śmiech).


Tytuł  jest niewątpliwie wynikową wspomnianego już odmiennego sposobu i klimatu pracy nad tym albumem. Dzięki wspólnej pracy osiągnęliśmy inny niż do tej pory efekt lekkiego zamieszania i przenikania się wpływów. Każdy z nas starał się "przemycić" na płytę coś unikalnego, co dało, jak nam się wydaje, całkiem ciekawy efekt końcowy. Jest to najbardziej wspólna z naszych wszystkich płyt i najlepiej oddaje charakter każdego z nas jak i zespołu, jako całości, stąd tytuł to poprostu "NeWBReeD". A do Metalliki staramy się nawiązywać jak najczęściej (śmiech).


Przed chwilą wspomnieliście, że album jest inny od poprzednich. Tym razem zrezygnowaliście z dłuższych form muzycznych. Skąd ta próba pewnej redefinicji stylu NeWBReeD?


Od dawna chcieliśmy to zrobić. Z płyty na płytę nasza muzyka stawała się coraz bardziej rozbudowana i progresywna. Utwory było coraz dłuższe... Aż do porzygu… W rezultacie na "Child Of The Sun" myślę, że trochę przegięliśmy. Każdy riff ograny do maximum - miliony przejść, obejść. Teraz skupiamy się, żeby dany motyw był ciekawszy i muzyka ma być bardziej skondensowana. To się o wiele lepiej gra i myślę, że również łatwiej słucha. Kiedyś bardzo nas cieszyło robienie długich form. Jednak sam po kilku miesiącach grania takich tasiemców podczas koncertów stwierdzałem, że "już nigdy nie będę tego grał, bo to nudne jak dwunaste wesele Ridge’a Forrestera i Brooke Logan."


Czy możesz określić jak zmieniał się materiał w czasie, gdy nad nim pracowaliście? Wspomniałeś gdzieś, że dłubaliście w tych numerach blisko rok.


Prace nad albumem trwały tak długo z kilku powodów. Przede wszystkim zmieniliśmy metodę pracy, ponieważ każdy z nas komponował kawałki, przynosił gotowe pomysły, riffy i całe numery z "nagranymi" już ścieżkami perkusji czy basu. Później wspólnie nad tym wszystkim pracowaliśmy, zmienialiśmy to i owo, dużo dyskutowaliśmy nad ogólnym obrazem każdego z kolejnych numerów oraz dopracowywaliśmy "smaczki". Zdarzyło nam się zagrać dwa lub trzy kawałki na koncertach, zanim zostały właściwie nagrane, dzięki czemu przekonaliśmy się, jak wszystko to będzie wyglądało na żywo. To znów zaowocowało kilkoma zmianami. No i na koniec trzeba było to wszystko pięknie nagrać. Nawet podczas sesji zdarzyło się kilka szybkich zmian. Można więc powiedzieć, że materiał ewoluował od początkowych szkieletów, przez kilka poważnie rozbudowanych wersji w studio, do ostatecznych, idących raczej w cięższe i bardziej zwarte konstrukcje.


W zasadzie od grudnia 2009 r. siedzieliśmy wspólnie nad swoimi wzajemnymi demówkami, które każdy miał na kompie. Stanley zmieniał nam partie bębnów, wymyślaliśmy wokale, melodie, harmonie itp. Natomiast w 2010 r. siedzieliśmy już w studio ogarniając samo nagrywanie, które też odmieniało oblicze samych pomysłów. Szczególnie produkcja wokalu przyniosła wiele zmian w kwestii harmonii, itd. Brzmienia gitar - od akustycznej, poprzez mieszanie jej z różnymi barwami i elektroniką, to też dało ciekawy aranż. W sumie jakbyśmy mogli to byśmy pewno siedzieli nad tym album kolejne pół roku, ale każdy miał już dość (śmiech).


Czy podczas nagrywania tego materiału użyliście np. efektów gitarowych, których przedtem nie stosowaliście?


Przy nagrywaniu i miksach użyliśmy kilku różnych urządzeń takich jak nord lead, sansamp. BASH Sidewinder, Marshall JCM900, których także użyliśmy do gitar rytmicznych, jest pewnego rodzaju nowością dla nas, ponieważ na poprzednich albumach stosowaliśmy mesę. W sprawie wzmacniaczy i efektów jesteśmy już dawno określeni. LINE6! Używamy głównie sprzętu tej firmy zarówno na żywo jak i w studiu, a podczas sesji bazowaliśmy na arsenale wzmacniaczy i efektów wszelkiego rodzaju czerpanym wprost z naszych "komputerków".


Moim faworytem na płycie jest "When I Admire The World", w którym pokazujecie się z mocno eksperymentalnej strony. Skąd pomysł na taki numer i kto z Was jest jego autorem?


Od kilku lat bardzo chciałem mieć taki spokojny utwór na CD, ale nie typowy jak dla nas - z gitarą akustyczną - tylko cały oparty na elektronice - wręcz IDM. Wszyscy od dawna słuchamy takich rzeczy. Jakoś zawsze krążyła wśród nas opinia, że nasza muza nie nadaje się do tego rodzaju kawałka. Jednak tym razem się przemogliśmy. Podstawą pomysłu była melodia Gacka. Potem całość dopełnił już Stanley. No, a wokal wymyślił właśnie Tomasz Lipnicki. Dla mnie bardzo, bardzo ważny jest także tekst w tym utworze - opowiadający o tym, że wiem, że bliscy nam ludzie, którzy odeszli, widzą świat naszymi oczami. Lipa też powiedział, że ten tekst jest dobry (śmiech). Mimo tego, że kawałek jest smutny, to wierz mi, że jest to bardzo, bardzo optymistyczny utwór.


Świetnie wypada także "An Answer Without Any Words"...


"An Answer Without Any Words" to kawałek napisany w całości przez Stanleya i jesteśmy z niego bardzo zadowoleni i dumni. Mocny riff, dynamika i rytmiczność to główne cechy tego numeru, a solówka Vogga świetnie się z nimi skomponowała dając naprawdę solidne uderzenie. 


Dodam, że fajnie wypada na koncertach. Bardzo lubię go grać. Intro z basem i perką to mój pomysł, bo kocham taki oldschool! Bardzo dużo harmonii wokalnych w tle, głównie w refrenach. Ogólnie to bardzo dobry, ciężki numer!


Na blogu, na którym mogliśmy śledzić postępy prac w studiu, napisaliście, że niektóre numery nie trafiły na płytę. Dlaczego? Jak brzmiały te kompozycje?


To raczej były tylko szkielety pomysłów na kawałki. W sumie to mieliśmy miliony demówek i pomysłów na riffy i bardzo dużo poszło do kosza. Podobnie było przy każdym albumie. Nie każdy pomysł jest na tyle dobry, żeby go potem przerabiać na song. Wręcz przeciwnie - większość dosyć szybko okazuje się shitem.


Przy każdej sesji nagraniowej do każdego albumu zawsze powstaje więcej kawałków, niż trafia później na płytę, więc naturalnym procesem staje się selekcja materiału podczas stopniowego zamykania albumu jako całości. W naszym przypadku nie można powiedzieć, że odrzuciliśmy pewne kompozycje lub że brzmiały gorzej lub inaczej. Uznaliśmy, że album w takiej postaci jest kompletny i spójny i najlepiej oddaje nasze intencje, które mieliśmy podczas pracy nad nim. Te wszystkie kawałki, które nie trafiają na oficjalną płytę nie przepadają i nie raz po jakimś czasie wracamy do nich i przy jakiś wydarzeniach wykorzystujemy takie "zaginione numery".


Otrzymałem wersje promo bez tekstów. Sądząc po tytułach można podejrzewasz, że tym razem śpiewasz o przyjemniejszych sprawach niż poprzednio. Czy Tomasz Wołonciej "wyrósł" z uczucia pewnej melancholii czy wyobcowania?


Nie! Dalej jestem wyobcowany (śmiech). Tak serio, to myślę, że jestem bardzo, bardzo szczęśliwym człowiekiem. I faktycznie te teksty są najbardziej pozytywnymi, jakie napisałem w życiu. Są oczywiście czasem niepokojące tematy, ale uważam, że nie ma sensu rozwodzić się nad czymś co przygnębia. Zauważyłem, że najfajniejsze rzeczy przychodzą mi do głowy, kiedy jestem czymś podekscytowany i to zarówno, jeśli chodzi o pisanie muzyki i tekstów. 


Wiesz, czytają oficjalne newsy "NeWBReeD" zdziwiła mnie trochę liczba kapel, których domniemane wpływy słychać na albumie. Czy faktycznie słyszysz u Was Alice In Chains, Opeth, Mastodon, Katatonia, Faith No More i Dillinger Escape Plan? Nie obawiasz się, że dziś, kiedy spora liczba "fanów muzyki" bardziej zwraca uwagę na łatki, a niekoniecznie uważnie słucha samych dźwięków, ktoś może pomyśleć, że NeWBReeD do trochę  "wybacz za określenie" stylistyczny śmietnik?
 

Zdecydowanie byliśmy zawsze "śmietnikiem stylistycznym". Od pierwszej demówki. Choć dzisiaj to raczej urośliśmy już do rozmiarów wysypiska i to takiego dupnego - większego niż na Lipniku w Bielsku. Ale wiesz to wysypisko nowoczesne, przyjazne, wymagające i spełniające najnowsze wymagania  - zrobione w zajebistym stylu (śmiech). Także zdecydowanie jestem za tym. Powiem więcej - zawsze lubiłem zespoły, które tak właśnie mieszały style i najbardziej mnie cieszyło jak moja ulubiona kapela nagrywała kolejny album, który zupełnie nie był podobny do poprzedniego. I fani ich potem nienawidzili (śmiech).


Właśnie! Jak na Waszą płytę zareagowali Wasi najbliżsi? Zwłaszcza tata, który jak pamiętam z naszego poprzedniego wywiadu, odegrał ważną rolę w historii NeWBReeD.


Najbliżsi i znajomi zareagowali najpierw ogólnie sporym zaskoczeniem. Wiele osób nie spodziewało się aż tak dużej zmiany szczególnie w stosunku do poprzedniego albumu. Przywykli już do tego, że każdy kolejny album jest nieco inny od poprzedniego, ale ta zmiana okazała się poważniejsza. Lubimy słuchać komentarzy bliskich osób na temat każdego albumu, zwłaszcza w ostatnim przypadku.


Wiesz, ja myślę, że nasi bliscy chyba nie do końca wiedzą o co w tym chodzi. Tak, tak, oni sobie tam grają w zespoliku (śmiech). Co innego nasz ojciec. On nas wspiera totalnie na każdym kroku. Powiem więcej, na CD udzielił nawet swojego głosu w trzeciej zwrotce utworu "Another Home In You". Z jego strony wyczuwamy mega zaangażowanie!


Jesteś fanem death metalu. Słyszałeś już premierowy numer Morbid Angel? Jak przypadł Ci do gustu?(Rozmawialiśmy jeszcze przed oficjalną premierą całego albumu - przyp. jw.)


Moim zdaniem jest rewelacyjny! Brzmi nowocześnie, z mocą. To taki death metal, jaki lubię najbardziej. Ale nie jestem obiektywny, bo Morbid Angel to kawał mojej historii i niezwykle cieszę się tym, że wychodzi nowy album z Vincentem na wokalu!


Ja słyszałem już cały album. Tym krążkiem zdenerwują purystów. Wyobraź sobie, że Morbid Angel nagrało w wielu momentach album industrialny…


I super! Wiesz, mogli przecież walnąć CD pod publiczkę. Mogli iść po oczekiwanej i sprawdzonej drodze. Wynająć Scotta Burnsa, odgrzebać stół mikserski z 1988 i nagrać "Into Altars Of Madness" (śmiech). Powroty do korzeni są, moim zdaniem, żałosne. A już ten singlowy numer pozwala sądzić, że Morbid Angel jest zespołem ciągle na czasie.


Ok., na koniec powróćmy jeszcze do NeWBReeD. Czy krystalizują się już Wasze plany koncertowe?


Na razie jeszcze nie. Na przełomie kwietnia i maja zagraliśmy drugą część trasy z zespołem Banisher (pierwsza część trasy odbyła się rok wcześniej - przyp. jw.), gdzie graliśmy już większość nowych numerów. Myślę, że jesienią zagramy trzecią część tej objazdówki, ale nie wiem jeszcze z kim i gdzie. Chętni zorganizowania nam, lub pomocy w zorganizowaniu, koncertu piszcie proszę na thomas82@wp.pl.


Jacek Walewski

Sounds From the Heart of Gothenburg In Flames

Dobór utworów pożegnalnego DVD In Flames z Danielem Svenssonem za zestawem perkusyjnym jest mocno dyskusyjny.

Gramy dalej

7 /10
Bad Vibrations A Day To Remember

Amerykanie zbyt długo kazali czekać na swój nowy album.

Gramy dalej

8 /10
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Big Jesus ocena 5
Oneiric
Gatunek: Alternative rock
Divine Touch
Gatunek: Melodic death metal
Zobacz wszystkie