Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Dan Donegan (Disturbed)

Dan Donegan (Disturbed)

Na kilka godzin przed czerwcowym koncertem grupy Disturbed w warszawskiej Stodole udało nam się porozmawiać z gitarzystą i założycielem kapeli Danem Doneganem. Jego charakterystyczna technika i styl stanowią, podobnie jak głos Davida Draimana, lwią część osobowości tego zespołu. Wspólnie, na lekko sfatygowanej sofie, rozmawialiśmy o rodzinie, ciężkich decyzjach, tatuażach i fanach, którzy zrobią dla swojego zespołu niemal wszystko.

Ostatni raz graliście w Polsce 10 lat temu jako suport podczas wspólnej trasy z Marilyn Manson. Czy pomogło to waszej karierze w jakiś sposób?


Była to wtedy nasza pierwsza trasa koncertowa po Europie. Zdecydowanie otworzyła nam sporo drzwi i dała możliwość zagrania przed dużą publicznością. W tamtym czasie graliśmy materiał z naszej pierwszej płyty, więc nie byliśmy specjalnie przyzwyczajeni do takich imprez. Mimo to sądzę, że poszło nam nie najgorzej (śmiech). Później wiele razy jeszcze gościliśmy na Starym Kontynencie, ale tak się układało, że zawsze omijaliśmy wasz kraj. Wiemy, że mamy tutaj wierną rzeszę fanów i z pewnością będziemy chcieli nadrobić stracony czas.


W jakich okolicznościach dowiedzieliście się o historii, jaką kreślicie w waszym najnowszym utworze "3"? Z tego, co mi wiadomo jest to kawałek nagrany na rzecz inicjatywy Memphis Three?


O historii tej dowiedziałem się już kilka lat temu, kiedy HBO zrealizowała pierwszy film dokumentalny opisujący dramat tych chłopaków. Bardzo przykuło to wtedy moją uwagę, więc kiedy pojawiła się okazja, aby nagłośnić tę sprawę, przystąpiliśmy do niej bez chwili zawahania. Władze szukały kozła ofiarnego i znalazły go w osobie trzech nastolatków, którzy byli miejscowymi wyrzutkami tylko dlatego, że słuchali metalu i ubierali się na czarno. Cała akcja ma na celu zebranie funduszy na opłacenie procesu i prawników, aby te dzieciaki miały równe szanse w walce z systemem karnym. Jest to bardzo smutna i przygnębiająca sytuacja. Prokurator do dzisiaj nie ma nawet skrawka dowodu jakoby to właśnie oni byli winni zabójstwa. Jedynym dowodem w spawie jest nagranie z przesłuchania, w którym jeden z chłopaków pod wypływem strachu został zmuszony do przyznania się do winy. Co więcej wszystkie nagrania z tych przesłuchań, oprócz tego z obciążającym zeznaniem, w tajemniczy sposób zniknęły. Sprawa wygląda na naciąganą i dlatego chcieliśmy przyłączyć się do tej akcji. Wiem, że wzięło w niej udział sporo artystów takich jak chociażby Ozzy Osbourne. Ludzie muszą się o tym dowiedzieć, a my w tym pomożemy.


Kiedy w końcu doczekamy się jakiegoś koncertowego DVD/Blu-ray? Od czasu "Meaning of Live" minęło już kilka wiosen, a my jesteśmy głodni nowego materiału.


Póki co nie poruszaliśmy jeszcze tego tematu. W zeszłym roku ukazał się płyta "Asylum", a wraz z nią do pobrania film dokumentalny "Decade of Disturbed", opowiadający o losach naszego zespołu na przestrzeni przeszło 10 lat. Jest tam co prawda kilka fragmentów z naszych koncertów, ale zgadzam się z tym, że to zaledwie namiastka. Wiele lat temu wypuściliśmy materiał koncertowy z trasy Music as a Weapon, ale od tamtej pory nic godnego uwagi na tym polu się nie działo. Może jednak nadeszła odpowiednia pora, aby wrócić do tego tematu i nagrać materiał z jakiegoś koncertu w Europie. Czas pokaże.


Czy kiedykolwiek byłeś na tyle zafascynowany jakimś zespołem, aby wykonać sobie tatuaż z portretem jednego z muzyków tego zespołu? Tak właśnie postępują wasi fani, nieprawdaż (śmiech)?  Jak reagujesz na takie ekstrema?


Tak, to prawda (śmiech). Zawsze jestem tym onieśmielony, kiedy podchodzi do mnie fan z takim tatuażem. Co ciekawe, podobne przypadki miały miejsce jeszcze zanim podpisaliśmy kontrakt z wytwórnią. Graliśmy w małych barach, a już wtedy pojawiali się ludzie, którzy tatuowali sobie nasze logo na ciele. Strasznie ryzykowali, bo nie mieliśmy jeszcze nawet własnej płyty (śmiech). Na szczęście dla nich i tym bardziej dla nas, ewoluowaliśmy. Nasza muzyka stała się bardziej rozpoznawalna, a na koncie mamy już pięć krążków. Z jednej strony to dziwne uczucie widzieć swoją twarz na czyjejś ręce czy plecach, ale z drugiej cieszy niezmiernie więź jaką ta osoba zawarła z zespołem i jego muzyką. Jest to całkiem surrealistyczne uczucie.


Ładnie uniknąłeś odpowiedzi na to pytanie i dlatego je ponowię (śmiech). Czy byłbyś w stanie wytatuować sobie wizerunek swojego idola na jakimś fragmencie swojego ciała?


Nigdy o tym nie myślałem (śmiech).


Zbyt ekstremalne doznanie?


Wiem kim są moi idole i nie potrzebuje mieć ich na sobie, aby o nich pamiętać (śmiech).


Kim zatem są twoi idole?


Przeważnie są to przedstawiciele klasycznego metalu, których słuchałem jako nastolatek. Wśród nich znajdują się Black Sabbath, Iron Maiden, Judas Priest, Van Halen, czy Pantera. Oni wszyscy inspirowali mnie do zostania muzykiem.


Czyli tatuaż z Hetfieldem na przedramieniu raczej odpada (śmiech)?


Mogło by to być trochę dziwne zważywszy na fakt, że wielu z tych gości już poznaliśmy. Nie chciałbym któregoś dnia podawać Jamesowi ręki, na której widnieje jego portret. Mógłby to źle odebrać (śmiech).


Który utwór Disturbed jest ulubionym twoich dzieci?


Dobre pytanie, jeszcze chyba nikt mnie nigdy o to nie zapytał. Wiem, że mojemu synowi bardzo podobał się kawałek "Indestructible". Był on z tego co pamiętam nawet przy pierwszym odsłuchiwaniu tego utworu. Tak przy okazji przypomniałeś mi teraz, że jutro ma 4 urodziny, a super tata znowu jest na drugim końcu świata (śmiech). Słyszałem kiedyś jak śpiewa tę piosenkę w swoim pokoju. Poza tym jest wielkim fanem "Down with the Sickness". Ten kawałek stał się podejrzanie popularny wśród małolatów (śmiech). Chyba lubią "małpi" wstęp Davida (śmiech).


Mam nadzieję, że nie słucha jeszcze wersji nieocenzurowanej (śmiech)?


Nie, wie, że nie może przeklinać. Kiedy w tekstach pojawiają się mimo wszystko jakieś brzydkie słowa, zawsze kontrolnie na mnie spogląda jakby miał to zaraz powiedzieć, ale na szczęście jeszcze się powstrzymuje (śmiech).


Niektóre wasze teksty są bardzo mocno antypolityczne. Silnie ustosunkowujecie się również do pewnych kwestii rządowych i religijnych. Brałeś udział w ostatnich wyborach prezydenckich? Jesteście zaangażowani w jakąkolwiek działalność polityczną?


Staram się być tak daleko od polityki jak tylko można. Nie brałem zatem udziału w wyborach. Jakoś nie mogę się z nimi wszystkimi dogadać (śmiech). Uważam, że każdy polityk jest w jakiś sposób zakłamany, więc brak wyboru jest w moim odczuciu wyborem mniejszego zła. David w swoich tekstach zawsze wygłasza zdecydowane sądy i jest trochę bardziej zaangażowany w te sprawy niż ja. Osobiście uważam jednak, że w momencie kiedy Obama objął urząd, oczekiwania jakie ludzie zaczęli wobec niego rościć stały się nierealne. Dzięki temu stał się niemal gwiazdą rocka. Społeczeństwo musi zrozumieć, iż zmiany o których mówi, nie nastąpią z dnia na dzień. Jest to niestety długi i mozolny proces. Niektórzy spodziewają się cudów, a przecież do posprzątania całego błaganu jaki powstał po gabinecie Busha potrzeba dużo czasu.


Kiedy ukazał się album "Believe" zrealizowaliście teledysk do utworu "Prayer", który jako pierwszy singiel promował ten krążek. Czy to prawda, że z powodu skojarzeń z atakami terrorystycznymi z 11-go września MTV zakazało puszczania go na swojej stacji?


Niestety w Stanach Zjednoczonych stacja MTV przestała jak dla mnie w ogóle zajmować się muzyką. Nie wiem nawet dlaczego jeszcze nazywają się stacją muzyczną (śmiech)? Gdzie ta muzyka ja pytam? W tamtym czasie jednak MTV odrzuciło nasz teledysk, gdyż pewne sceny za bardzo kojarzyły im się z 9/11. Strasznie mnie to rozśmieszyło, gdyż nie dość, że teledysk był kręcony w Los Angeles, to scenie z rozpadającym się budynkiem towarzyszyło trzęsienie ziemi, które jak wiadomo jest całkiem powszechnym zjawiskiem w tym mieście. Nie sądziłem, że takimi scenami nadepczemy komuś na odcisk, ponieważ w naszym odczuciu nie miały one nic wspólnego z atakami w Nowym Jorku. Może i spadały tam kawałki budynku, ale jak to się ma do scen bezpośrednio relacjonujących te wydarzenia, które leciały w telewizji przez ponad rok od tragedii? Może w MTV ktoś jest uczulony na trzęsienia ziemi (śmiech)?


Z którego z waszych pięciu albumów jesteś najbardziej dumny?


Każdy z nich jest dla nas czymś wyjątkowym. To tak jakbyś kazał mi wskazać, które z moich dzieci kocham bardziej. Czasami może i byłbym w stanie (śmiech), ale z reguły jest to niemożliwe. Każdy z tych krążków jest bardzo osobisty. Często wracam do naszych dwóch pierwszych albumów i wspominam je z sentymentem. Jestem cały czas dumny z tej części naszej twórczości i lubię słuchać tych utworów. Z każdym kolejnym albumem staramy się podnosić poprzeczkę o kilka centymetrów wyżej. Nigdy jeszcze nie wyszliśmy ze studia bez poczucia, że stworzyliśmy najlepszy album na jaki nas w danej chwili stać.


Czy kiedy ustalacie setlistę na trasę koncertową, dochodzi między wami do jakichś konfliktów odnośnie tego które utwory będziecie grać?


Może nie od razu konflikt, ale zdecydowanie mamy z tym czasami problem. Jest to jednak mimo wszystko problem jaki każdy zespół chce mieć po kilku wydanych krążkach. Wiele naszych kawałków zdobyło dużą popularność i ciężko jest je wszystkie zmieścić w regularnym czasie, że nie wspomnę o festiwalach, na których mamy zazwyczaj maksymalnie 45 minut. Efekt tego jest zazwyczaj taki, że sporo dobrego materiału musimy pominąć. Staramy się jednak wprowadzać równowagę i grać po kilka piosenek z każdego albumu. Wiadomo, że jeśli jest to trasa promująca nowy materiał to jest go zazwyczaj najwięcej, ale mamy kilka szlagierów, których nigdy nie może zabraknąć.


Kilka dobrych lat temu zostaliście zmuszeni do zmiany basisty. Czy trudno było podjąć taką decyzję?


Owszem, to była bardzo ciężka decyzja. Nasz pierwszy basista Steve był również moim najlepszym przyjacielem, więc decyzja ta była dla mnie podwójnie trudna. Razem dorastaliśmy i uczyliśmy się grać. Na początku byliśmy w różnych zespołach, ale dzieliliśmy to samo marzenie. Niestety sprawy zaczynają się komplikować kiedy wyjeżdżasz ze swoimi kuplami w trasę koncertową. Tam musisz z nimi obcować praktycznie przez cały czas i wierz mi, że nie jest to zawsze dobrym pomysłem. Kiedy gramy niedaleko naszych domów, każdy z nas po koncercie jedzie odwiedzić rodzinę i odpocząć od siebie nawzajem. W chwili kiedy  wyjeżdżamy chociażby do Europy, jesteśmy jednak skazani na swoje towarzystwo i musimy szanować nawzajem swoją przestrzeń życiową. Nie zrozumie mnie źle, wszyscy świetnie się dogadujemy i nie wyobrażam sobie nie widzieć się z tymi facetami, ale sytuacja ze Stevenem wymknęła się w pewnym momencie spod kontroli i trzeba było coś z tym faktem zrobić. Jeśli nie dogadujesz się z ludźmi na trasie przed i po koncercie to masz spory problem, bo na tym właśnie upływa większość waszego wspólnego czasu. Kiedy doszło do konfrontacji chcieliśmy mu dać jeszcze jedną szansę, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło.


Jak zatem układa wam się teraz współpraca z Johnem?


Świetnie, John jest wspaniałym gościem i rewelacyjnym basistą. Spotkaliśmy się z nim już kilka lat przed tym jak wstąpił w nasze szeregi. Graliśmy wtedy wspólnie z jego zespołem Union Underground na festiwalu Ozzfest. Po odejściu Steve’a ogłosiliśmy nabór na jego miejsce. Zorganizowaliśmy dwa otwarte przesłuchania w Los Angeles i Chichago. Mógł na nie przyjść każdy kto tylko chciał. Chcieliśmy dać szansę każdemu kto uważał, że ma odpowiednie umiejętności i potrafi nas nimi zadziwić. John stał wtedy w kolejce jak cała reszta i czekał na swoją kolej. Kiedy wyszedł i zagrał materiał, po prostu zwaliło nas z nóg. Po wszystkim podziękował za możliwość pokazania swoich możliwości i zszedł ze sceny. Nie wdając się w szczegóły, poprosiliśmy naszego menadżera, żeby zatrzymał Johna do końca dnia. Od tej chwili jest naszym jedynym basistą i nie wyobrażamy sobie w tej roli nikogo innego.


Podczas tej trasy odwołaliście koncert we Francji na Hellfeście. Czy poznamy prawdziwe powody tej decyzji? Oficjalne wyjaśnienie było co najmniej mało wiarygodne, jeśli mam być szczery.


Cała sprawa rozeszła się o czas. Jest to coś, nad czym niestety nie mamy kontroli. Tym zajmują się nasi agenci i menadżerowie. Ich zadaniem jest logistycznie zaplanować całą trasę koncertową, tak aby nie było poślizgów i każdy był zadowolony, również pod względem ekonomicznym. Kiedy grasz w Niemczech na takim festiwalu jak Rock im Park czy Interlaken w Szwajcarii, znajdujesz się w pewnym regionie, w którym czas nie pozwala ci zagrać większej liczby koncertów. Promotorom tych festiwali zależy, aby ludzie pojawili się na ich koncertach i dlatego ciężko jest czasami wszystkim dogodzić. Francja była niestety w regionie gdzie zagraliśmy już sporo gigów podczas tej trasy i musieliśmy z niej zrezygnować. Takie decyzje dają nam jednak możliwość wypełnienia luk jakie widnieją na naszej mapie. Dzięki temu, że zrezygnowaliśmy z Francji, mogliśmy się pojawić u was. Jak sam zauważyłeś nie było nas w Polsce od ponad 10 lat. Wiemy, że sporo dobrego się tu dzieje i dlatego planujemy wracać częściej niż do tej pory.


Marcin Kubicki i Michał Lis

The Devil Strikes Again Rage

Giganci niemieckiego heavy powracają z nowym krążkiem, w mocno odświeżonym składzie.

Gramy dalej

8 /10
Oneiric Big Jesus

Niezwykle konsekwentny i spójny kolaż gatunków zaserwowała czwórka muzyków z Atlanty podpisująca się nazwą Big Jesus. Przy okazji zabrała...Gramy dalej

5 /10
Divine Touch
Gatunek: Melodic death metal
Intruder
Gatunek: New wave
Against the Grain
Gatunek: Southern rock
Zobacz wszystkie