Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Wojtek Cugowski (Bracia)

Wojtek Cugowski (Bracia)

Ten utalentowany muzyk sesyjny ma na swoim koncie współpracę z takimi artystami sceny lubelskiej, jak Jan Kondrak, Jolka Sip czy Marek Dyjak. Artysta rozpoczął naukę gry na gitarze w wieku kilkunastu lat, chociaż w szkole muzycznej grał także na skrzypcach, fortepianie, a później na altówce. Jak sam przyznaje, od kiedy ojciec kupił mu pierwszą gitarę akustyczną, jest to jego ukochany instrument.

Ile miałeś lat, gdy zainteresowałeś się graniem na gitarze?


Miałem wtedy trzynaście, może dwanaście lat. Chodziłem do szkoły muzycznej przy ulicy Muzycznej w Lublinie i grałem na skrzypcach, fortepianie, a później na altówce. Jakoś mi to zawsze przychodziło z trudem, bo niespecjalnie lubiłem te instrumenty. Na szczęście nauczyciele byli wyrozumiali i mieli do mnie cierpliwość. Chodziłem do tej szkoły dwanaście lat. W momencie, gdy zacząłem wdrażać się w muzykę i więcej słuchać (a muzyki u nas w domu było dużo), postanowiłem nauczyć się grać na gitarze. Ojciec kupił mi pierwszą gitarę akustyczną, no i tak to się zaczęło - od pierwszych kroków aż do dzisiaj jest to mój ukochany instrument. Bardzo lubię grać i cieszę się, że mogę łączyć pasję z zawodem.


Sam się nauczyłeś grać na gitarze czy może ktoś Cię uczył?


Grać na gitarze nauczyłem się sam, z tym że dużo mi dała szkoła muzyczna, a więc umiejętność gry na skrzypcach, kształcenie słuchu, harmonia... Gitara i skrzypce są w jakimś sensie spokrewnione, choć zasady gry są zupełnie inne. Uczyłem się także, słuchając artystów nawiązujących przede wszystkim do klasyki rocka: Deep Purple, Black Sabbath, Led Zeppelin, Whitesnake...


Sporo tych inspiracji słychać w muzyce, którą tworzysz i nagrywasz. Czy możesz wskazać jakiś moment przełomowy będący początkiem zawodowego grania?


Trudno powiedzieć. Żyję z muzyki jakieś dziesięć czy dwanaście lat, ale nie pamiętam, kiedy przyszedł ten moment przejścia na tak zwane zawodowstwo. Odkąd zacząłem grać na gitarze, wiedziałem, że będę to robił pomimo wszelkich trudności. Oczywiście wtedy myślałem, że to zupełnie inaczej wygląda, ale teraz już wiem, że wcale to nie jest łatwe zajęcie. Myślę jednak, że gdybym znowu znalazł się na początku mej drogi, to i tak wybrałbym to samo, bo jest to coś, co sprawia mi radość. Nie było jakiegoś konkretnego momentu przełomowego, to się po prostu rozwijało wraz ze wzrostem umiejętności. Jak już się nauczyłem w domu podstaw gry na gitarze akustycznej, a później również na elektrycznej, postanowiłem coś z tym zrobić i zagrać na scenie. Bardzo mi w tym pomogły jam sessions, które się odbywały w klubie Graffiti w Lublinie. Grywał tam na bębnach Grzesiek Kuligowski (obecnie członek Squadu Marka Raduli - przyp. red.), Piotrek Sztajdel na klawiszach, Alek Księski, który był głównym organizatorem tych jamów, a przy tym świetnym gitarzystą, Jurek Szela Stankiewicz, Krzysiek Krótki Nowak i całe mnóstwo innych muzyków. Postanowiliśmy założyć zespół, nawet nie nadając mu nazwy. Dołączyła do nas Basia Szade i graliśmy różne numery funkowe, jazzowe, czyli to, co Basia akurat lubiła śpiewać. Graliśmy też trochę coverów, ale oprócz poważniejszego repertuaru graliśmy również dość zabawne imprezy (w tym także dla dzieci). To był moment startu gry na gitarze, kontynuowania dalszej nauki i podpatrywania starszych - jak grają, na czym grają, jak uzyskują brzmienie itd. Wprawdzie był to dla mnie przełomowy moment, ale nie powiedziałbym, żeby to było przejście na zawodowstwo. Ja i tak zawsze wiedziałem, że będę to robił.


W jaki sposób pracujecie w zespole Bracia nad utworami?


Z tym jest bardzo różnie. Czasem zbieramy się w piątkę w sali i zaczynamy grać, jamować coś kompletnie od czapy, i z tego się rodzą nowe utwory. Jak nam się spodoba jakiś pomysł, to nad nim pracujemy, a Piotrek (Cugowski - przyp. red.) wymyśla linię wokalu - to jedna droga. Druga droga jest taka, że każdy z nas ma możliwość nagrywania w domu swoich pomysłów. Przedstawiamy je potem na próbie albo wysyłamy sobie mailem. Jeżeli dany kawałek podoba się wszystkim, to opracowujemy ten utwór na zasadzie burzy mózgów (śmiech). Z kolei Piotrek przynosi dużo rzeczy już zaaranżowanych, wtedy po prostu próbujemy zagrać to, co wymyślił, nierzadko dorzucając od siebie jakieś szczegóły.


Muszę pogratulować Tobie i zespołowi bardzo udanej płyty z utworami zespołu Queen. Czy mógłbyś jakoś ją podsumować?


To było dla nas wyzwanie. Wiele osób mówi, że nagrywanie coverów w wersjach oryginalnych jest bez sensu, ale ja uważam, że w przypadku zespołu Queen nie mogło być innej drogi. Takich utworów jak Bohemian Rhapsody, Innuendo czy Who Wants To Live Forever nie można zmieniać. Cóż tam można zmienić czy poprawić? Można ewentualnie tylko zepsuć. Uwierz mi, że nagrywanie tego wszystkiego prawie tak samo jak w oryginale było nie tylko ogromnym wysiłkiem, ale też i wspaniałą pracą, przy której cały zespół naprawdę dużo się nauczył. Ta płyta to ciekawostka, są to covery, do których podeszliśmy z najwyższym szacunkiem. Utwory Queen są jedyne w swoim rodzaju i moim zdaniem nie można było tego zrobić inaczej niż w wersjach oryginalnych. Jesteśmy zadowoleni z tego, jak to wyszło.


Po premierze pojawiły się też głosy krytyczne. Wydaje mi się jednak, że wynikały one głównie z zazdrości, bo przeskoczyliście bardzo wysoko ustawioną poprzeczkę.


Konstruktywna krytyka jest zawsze do przyjęcia, ale zawiść z powodu, że coś się komuś udało, jest głupotą. Nie zakładaliśmy, że ta płyta spodoba się wszystkim, tylko że słuchacze - zarówno fani Queen, jak i naszego zespołu - wyrobią sobie o niej własne zdanie. Włożyliśmy w te nagrania masę pracy i jesteśmy z nich dumni.


Jak długo nad nią pracowaliście?


Same nagrania trwały kilka miesięcy z przerwami. Ja nagrałem gitary w ciągu około ośmiu dni, będąc już przygotowanym, bo zrobiliśmy też wcześniej wersję demo. Szukaliśmy brzmień, zastanawialiśmy się, jakich wzmacniaczy i gitar użyć. Pod względem doświadczeń była to najbogatsza sesja w moim życiu. Użyłem chyba ośmiu gitar, nagrywaliśmy jednocześnie przez trzy, a nawet cztery wzmacniacze. Oczywiście dochodzą jeszcze partie gitar akustycznych. Partia gitary flamenco w utworze Innuendo była dla mnie zupełnie czymś nowym. W ogóle nie gram w tym stylu, więc musiałem posłuchać trochę innych gitarzystów grających tą techniką i sporo poćwiczyć.


Ostatnia płyta Zapamiętaj jest zróżnicowana - jest tam kilka mocnych kawałków i parę lżejszych piosenek. Czy ta rozbieżność wynika z jakiegoś założenia programowego czy raczej z upodobań?


Lubimy muzykę rockową i na niej opieramy swoją twórczość, zawsze również dbamy o to, żeby było dużo melodii, żeby ludzie mogli to sobie zaśpiewać. To nie jest żadne wyrachowanie z naszej strony, bo na takiej muzyce się wychowaliśmy - mocnej, a jednocześnie melodyjnej. W klasyce rocka zawsze były różne rzeczy: czady, melodie, ballady. Taką muzykę właśnie gramy.


Jaka jest Twoja ulubiona gitara?


Gram na gitarze Yamaha RGX 820Z. To instrument, który doskonale się nadaje do tego, co gramy w tej chwili, brzmi naprawdę świetnie. Dokonałem w nim nieznacznych przeróbek z pomocą mojego przyjaciela Krzysia Kłosa, którego przy okazji pozdrawiam. Bardzo lubię tę gitarę. Przez wiele lat grałem na Music Manie model Steve Morse, ale odłożyłem go na bok, choć jest to wspaniała i nietuzinkowa gitara. Kiedy zaczynałem, chciałem grać tak jak Steve Morse - do dziś zresztą uważam, że jest to jeden z najlepszych gitarzystów. W związku z tym kupno takiej gitary oznaczało dla mnie, że już niedługo stanę się taki jak on! To się jednak okazało trudniejsze, niż myślałem (śmiech). Naturalnie po jakimś czasie mi przeszło, grałem na niej dość długo, ale z biegiem czasu zmieniło się moje myślenie i muzyka, którą gram. Teraz szukam czegoś ewidentnie dla siebie, mogę powiedzieć, że Yamaha RGX jest jednym z TYCH instrumentów. Planuję kupić w niedługim czasie Gibsona Les Paula, brakuje mi czasem tego "tłustego" brzmienia. Jakoś nigdy nie przepadałem za graniem na Fenderze, choć kiedyś miałem Stratocastera. Chcę jednak sprawić sobie taki instrument, bo wiadomo, że Fender ma swoje unikalne brzmienie i na pewno przyda mi się w studiu. Nie lubię grać na wzmacniaczach Marshalla, oczywiście (niczego im nie ujmując) są przecież gitarzyści, którzy używają tylko tego sprzętu, ja jednak nie mogę się do niego przekonać. Gram na Englu Ritchie Blackmore - na razie nic lepszego dla siebie nie znalazłem.


Do tego kolumna Mesa.


Tak, dwugłośnikowa. Gra bardzo głośno i dynamicznie, wcale nie gorzej niż czterogłośnikowa... No i jest lżejsza (śmiech).


Co masz na podłodze?


Od lat używam kostek marki Boss, i to tych najprostszych: chorus, delay. Ostatnio nabyłem kaczkę Dunlop Cry Baby Eddie Van Halen, a także multiefekt Line 6 M13 Stompbox Modeler - na pewno będę z nich zadowolony. Zawsze chodziło mi o to, by w jednym urządzeniu mieć zaprogramowane wszystko tak, jak mi się podoba. Przy okazji duże ukłony dla Marcina Popka i firmy Lauda- Audio za udostępnienie mi tego sprzętu.


Czy w ogóle jeszcze ćwiczysz?


Ostatnio mniej, ale u mnie nie wygląda to tak, że ćwiczę gamy czy pasaże. Lubię przyjść do studia, rozłożyć graty i ćwiczyć do podkładu bluesowego czy rockowego albo grać zupełnie sam. Jakoś specjalnie nigdy nie ćwiczyłem szybkich przebiegów, choć oczywiście swego czasu byłem zafascynowany Malmsteenem, Vaiem czy Satrianim. Do mnie jednak zawsze przemawiała inna muzyka. Wolałem posłuchać Ritchiego Blackmore’a czy Tony’ego Iommi, który nie ma może wybujałej techniki, ale według mnie gra genialnie. Na jego riffach powstał przecież Black Sabbath, a on sam też gra wspaniałe rzeczy bluesrockowe, takie jak na przykład na płycie Seventh Star. Słuchałem przede wszystkim gitarzystów, którzy grają melodyjnie, dlatego uwielbiam również Steve’a Lukathera, byłego członka zespołu Toto, który nagrał teraz genialną płytę solową All's Well That Ends Well. Polecam!


Czyli nie jesteś fanem shredu.


Technika jest bardzo ważna i tego nie neguję, ale zawsze skupiałem się bardziej na melodii niż na szybkości. Natomiast często oglądam na YouTube czy Facebooku gitarzystów grających tak, że aż dech zapiera. Niedawno natrafiłem na pewnego nastoletniego gitarzystę, o którym muszę wspomnieć, bo moim zdaniem jest to objawienie. Nazywa się Jakub Żytecki, gra pięknie - melodyjnie i dojrzale - wprost niewiarygodnie jak na swój wiek. Myślę, że ten chłopak zrobi ogromną karierę, życzę mu tego.


Co mógłbyś polecić młodemu muzykowi?


Żeby był konsekwentny. Jeśli lubi grać i wie, że jest to jedyna rzecz, którą będzie chciał w życiu robić, to niech ją robi. Niech nie idzie do pracy, niech nie zastanawia się nad studiowaniem ekonomii czy zarządzania, z całym szacunkiem dla tych kierunków oczywiście. Niech gra i to w końcu przyniesie pożądany skutek. Niech się nigdy nie zraża trudnościami, bo bycie muzykiem nie jest wcale łatwe, wszystko to jednak jest warte zachodu. Miło jest wejść na scenę, wiedząc, że na widowni masz swoich fanów, którzy pozytywnie odbierają twoją muzykę. Czyli: konsekwencja i dążenie do celu.


Wojciech Wytrążek

Sounds From the Heart of Gothenburg In Flames

Dobór utworów pożegnalnego DVD In Flames z Danielem Svenssonem za zestawem perkusyjnym jest mocno dyskusyjny.

Gramy dalej

7 /10
Bad Vibrations A Day To Remember

Amerykanie zbyt długo kazali czekać na swój nowy album.

Gramy dalej

8 /10
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Big Jesus ocena 5
Oneiric
Gatunek: Alternative rock
Divine Touch
Gatunek: Melodic death metal
Zobacz wszystkie