Zastrzeżenia można mieć do wielu kapel ale wszystko jest też kwestią gustu. Mi w dużej mierze nie podoba się polska scena thrash metalowa, dlatego można ją nazwać śmieciowatą. Jest tylko kilkanaście bandów zasługujących na pełen respect za wniesienie czegoś ciekawego do tej muzy w naszym kraju. Dla mnie thrash metal to nie trzepanie banią przed czterema czy pięcioma typami stojącymi jak dęby oraz posiadającymi instrumenty z najwyższej póły, a mulącymi covery Slayera zagrane nie dość, że dwa razy wolniej to jeszcze bez użycia ride'a i z ciągle napierdalającymi dwoma stopami. Wspomniałem o ryczącym wokaliście udającym Bena Glentona ? (Śmiech). Kontynuując, dla mnie to ekspresja na scenie, rzucanie się na wszystkie strony, wymachiwanie instrumentami, istny rozpierdol, ale wszystko na regularnym poziomie - rzecz jasna, w struny trafić trza! Osobiście, biorę przykład z wielu nowojorskich bandów sceny HC, bo tam jest to ukazane w sposób idealny. Sam jednak jestem ograniczony, bo nie dość, że śpiewam, to jeszcze gram na gitarze, lecz zawsze staram się zrobić tak, aby solidnie się zmęczyć.