Gitara pociągała mnie już od najmłodszych lat, na co z pewnością miała wpływ wszechobecna w moim domu muzyka. Mój brat uczęszczał do szkoły muzycznej w klasie akordeonu, w której zgodnie z założeniem ojca ja miałem uczyć się gry na skrzypcach, co na szczęście nigdy nie miało miejsca (śmiech). Nie znaczy to, że nie lubię tego instrumentu, jednak wtedy zdecydowanie nie widziałem się w tej kategorii instrumentalnej. Gitara natomiast była obiektem, w którym się zakochałem i który kocham do dziś, i jestem przekonany, że tak już pozostanie do samego końca. Nawiązując do drugiej części pytania, mogę powiedzieć, że to była dosyć prosta sytuacja. Otóż mając 13 lat, sam zapisałem się do szkoły muzycznej - nie było tam klasy gitary, uczyłem się więc grać na kontrabasie. W tym samym czasie założyłem swój pierwszy zespół rockowy. Próbowaliśmy grać Deep Purple czy Zeppelinów. Trochę później zacząłem interesować się muzyką jazzową. Mając 19 lat, wraz z zespołem Ballada (założonym i prowadzonym przez Elę Zapendowską) wygraliśmy Opolskie Debiuty piosenką "Wycinanki", a potem pojechałem na swoje pierwsze w życiu warsztaty w Chodzieży, gdzie moim wykładowcą był nieżyjący już Marek Bliziński. Był to znakomity, niestety obecnie zapomniany i niedoceniany gitarzysta. To właśnie dzięki niemu i jego wykładom naprawdę połknąłem bakcyla. Będąc w tym samym miejscu, poznałem rok później Jarka Śmietanę, i wiedziałem już, co będę w życiu robił.