Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Zbyszek Krebs

Zbyszek Krebs

Rozmawiamy ze Zbyszkiem Krebsem. Ten niezwykle utalentowany i otwarty muzyk opowiedział nam o swoich pasjach, wyborach i preferencjach sprzętowych. Jego podejście do gitarowego grania jest godne podziwu i z powodzeniem może posłużyć za wzór wielu młodym adeptom tego instrumentu. Obecnie wspólnie z zespołem Chemia koncertuje i promuje debiutancką płytę, która nosi nazwę "Dobra chemia".

Co w byciu muzykiem kochasz najbardziej?


Zacząłem grać na gitarze, gdy miałem 13 lat i od tamtej pory zawsze chciałem już grać, nic innego mnie już nie interesowało. Od wielu lat gram i realizuję wszystkie swoje plany i marzenia, kocham każdy element swej pracy - koncerty, ćwiczenia, próby z zespołem, nagrywanie w studiu, podróże... Wszystko, co się wiąże z graniem i życiem muzyka.


Z gitary można wyżyć w Polsce?


No pewnie, że tak! Wszystko zależy od tego, jaki masz apetyt i czego potrzebujesz. Jeśli chcesz mieć wielki dom z basenem, kilka samochodów i kierowcę, który będzie cię woził, to bycie muzykiem w Polsce może niekoniecznie jest dla ciebie dobrym zajęciem. Ale mamy na szczęście takie czasy, że świat jest otwarty i możesz wszystko! Na świecie są dwa najważniejsze kraje będące "sercem muzyki": USA i Wielka Brytania. Dostać się do tego pierwszego jest trochę trudniej, ale do Londynu dolecisz w dwie godziny. Wszystko jest możliwe. Trzeba grać i bardzo tego chcieć. Chyba wszyscy młodzi ludzie, którzy zaczynają grać, myślą o światowej karierze, chcą być tacy jak ich gitarowi idole, to oczywiste. Ja też mam swoich idoli i też mam jeszcze sporo planów do zrealizowania.


Czemu w ogóle wybrałeś ten instrument?


W Kędzierzynie-Koźlu, skąd pochodzę, wszyscy grają na gitarach (śmiech). Nie miałem nad czym się zastanawiać. Słabsi gitarzyści grają na basówkach, a ci, którzy dają radę, na gitarach. Właśnie w takim przeświadczeniu się wychowałem. To było naturalne (śmiech).


Na jakich gitarach grasz obecnie?


Przede wszystkim gram na Gibsonach. To od dawna pozostaje niezmienne. Od chwili, kiedy zobaczyłem Jimmy’ego Page’a podczas koncertu w Madison Square Garden, wprost oszalałem. Gibson był moim marzeniem w tamtych czasach. Pamiętam, jak dowiedziałem się, że Stefan Machel (jedna z ikon rockowej gitary) chce sprzedać swoje wiosło. Była to właśnie gitara Gibson SG. Nawet się nie zastanawiałem, tylko od razu do niego zadzwoniłem. Oczywiście nie było mnie stać na to, aby ją kupić - miałem 15 lat i fantazję. Najważniejsza jednak dla mnie była możliwość spotkania się i zamienienia kilku słów ze Stefanem. Chciałem dotknąć jego gitarę (śmiech) i zagrać na niej parę akordów. Było to dla mnie wtedy coś niesamowitego. Powiedziałem mu, że może ją kupię, ale najpierw chciałbym ją wypróbować. Straszliwy kit mu wcisnąłem, ale on oczywiście wiedział już po dwóch moich słowach, że nic z tego nie będzie. Był jednak na tyle miły, że pozwolił mi zobaczyć tę gitarę, na której nagrywał największe hity TSA. Wtedy też Marek Raduli był moim "oknem na świat" - był i jest królem gitary, zawsze miał świetne instrumenty, ale wtedy nie grał na Gibsonach.


Czyli w Twoim arsenale nie znajdziemy nic poza Gibsonami?


W moim arsenale znajdują się nie tylko Gibsony (do których mam słabość), ale też kilka innych gitar - to Fendery, Yamahy i kilka instrumentów zrobionych dla mnie przez lutników, a przede wszystkim przez Piotrka Witwickiego, z którym współpracuję od wielu lat i który zna mnie na wylot, jeśli chodzi o sprzęt. Gram dużo, więc co parę miesięcy muszą one do niego trafiać na przegląd. Taki przegląd wykonywany jest obowiązkowo przed każdym nagraniem czy pracą w studio. Używam wielu gitar w różnych strojach, stąd też bierze się ich dość spora liczba. Niektóre z nich muszą być też dublowane. Na koncercie używam trzech gitar w trzech różnych strojach i każda musi mieć swój zapas. Gram dość mocno i równie mocno kostkuję, a to często kończy się urwaniem struny. Od wielu lat używam strun D’Addario i bardzo je sobie chwalę. Współpracuję z nimi już ładny kawał czasu, podobnie jak z Dunlopem, i strasznie jestem z tego zadowolony. Dunlop zrobił nawet kostki z moim własnym logo jako swego rodzaju podkreślenie tej naszej współpracy.


Skoro jesteśmy już przy sprzęcie, powiedz mi, czy rzeczywiście należy hołdować zasadzie, że im coś jest droższe, tym lepsze?


Nie, niekoniecznie. Kiedy bierzesz gitarę do rąk, to nie jest ważne, ile ona kosztuje. Może mieć jakieś mankamenty związane z wykończeniem, ale może grać równie dobrze jak najdroższy model w sklepie. To potwierdza się wielokrotnie. Jakiś czas temu znajomi prosili mnie, abym w wolnej chwili znalazł gitarę dla ich syna. Wybrałem się do różnych sklepów i na początku patrzyłem na te gitary z najwyższej półki. Nie miały one w sobie jednak nic takiego, co by mnie chwyciło za serce. Schodziłem wzrokiem w dół, aż przeszedłem do gitar za 1.500 czy 1.600 złotych. Mniejsza o to, czy był to Squier, Epiphone, czyli tańsze odpowiedniki Fendera i Gibsona. Okazało się, iż jedna z nich była na tyle fajna, że od razu wszystko się zgodziło. Mało tego, zanim ją przekazałem dalej, to sam zagrałem na niej parę koncertów. Każda gitara, nawet ta najdroższa, nie zagra sama. Co więcej, każda gitara ma swoje słabsze i mocniejsze strony. Trzeba je tylko wyczuć i poświęcić im trochę czasu, aby móc wyeksponować te mocne strony i ukryć słabsze. Nie spotkałem się jednak z gitarą, na której mógłbym zagrać dosłownie wszystko. Jeżeli ktoś mi mówi, że dana gitara jest do wszystkiego, to ja w to absolutnie nie wierzę. Cena gitary w dużym stopniu bierze się z jakości wykończenia, więc można znaleźć dobrą gitarę za umiarkowaną cenę. A moje gitary... Uwielbiam to uczucie, kiedy biorę któregoś z moich Gibsonów i zagram C-dur, G-dur. Delektuję się brzmieniem. Są to jednak wymagające instrumenty, w które musisz włożyć sporo serca i energii. Wierz mi jednak, że oddają to ze zwielokrotnioną siłą.


Nie tak dawno odbyła się premiera płyty "Dobra chemia". Czy jesteś zadowolony z tego krążka?


Ciężko jest powiedzieć, czy jest się zadowolonym z płyty, którą skończyło się kilka miesięcy temu. Oczywiście w momencie, kiedy została ona ukończona, twierdziłem, że zrobiliśmy wszystko, co się tylko dało, i byłem zadowolony z efektu końcowego. Jednak już po kilku dniach słuchania i powracania do pewnych rzeczy na próbach i koncertach, pomyślałem sobie, że można by było zrobić to trochę inaczej. Tylko że takiej płyty możesz nigdy nie skończyć. Zawsze będzie coś do poprawienia i zanim się obejrzysz, okazuje się, że nagrywasz krążek już 10 lat. Życie jest za krótkie, trzeba więc zamknąć pewien etap i robić coś nowego. Lepiej poświęcić swą energię na tworzenie następnych piosenek i kolejnej płyty. Ta płyta była najlepsza w momencie, kiedy została wydana, i tego jestem pewien. Wersje koncertowe są już natomiast troszkę inne. Zespół Chemia to nadal świeża sprawa. Oczywiście nasza przygoda trwa już od jakiegoś czasu, ale bardzo długo funkcjonowała ona na zasadzie miłego spędzania razem czasu na próbach. Właściwie od roku 2010 zaczęło to mieć wymiar koncertowo- -wydawniczy. Na płycie poza gitarami zagrałem na bouzouki i sitarze. Na koncertach nie zawsze używamy tych instrumentów, bo grając w klubach, nie zawsze są na to możliwości. Sitar, bouzouki i gitara akustyczna są na statywach i chcąc zagrać, podchodzę do któregoś z tych instrumentów. Problem w tym, że zajmują one tyle miejsca, co trzech muzyków. Jest to dość kłopotliwe, więc przeważnie wersje koncertowe są bardziej surowe i rockowe. Tak naprawdę cały czas się zmieniamy. Kiedy ostatnio dawaliśmy cztery koncerty dzień po dniu, każdy z nich zagraliśmy trochę inaczej. Po prostu jadąc busem z miasta do miasta, ciągle kombinujemy. Przyjeżdżamy na miejsce, robimy szybką próbę dźwięku, omawiamy, co można by w danym dniu zmienić, i po prostu to robimy. To właśnie daje nam tego dodatkowego kopa, adrenaliny. Nigdy nie wiadomo, co z tego wszystkiego się uda i czy wszyscy pamiętamy nasze ustalenia. Dodaje to elementu świeżości, improwizacji i sprawia, że każdy koncert jest inny. Ludzie mają do czynienia z czymś, czego jeszcze nikt nie słyszał i prawdopodobnie nie usłyszy. To ma swój urok. Jest w tym jakaś doza improwizacji i szaleństwa. Dzięki temu człowiek wie, że żyje. Chemia jest żywym organizmem. Nie jesteśmy zamkniętą formułą, w której ludzie się spotykają i odgrywają wyuczone piosenki.


Chemia jest właśnie tą stylistyką, w której czujesz się najlepiej? Chcesz w tym miejscu już pozostać na dłużej, czy może jest to tylko kolejny przystanek w Twojej karierze?


Zespół Chemia jest formułą, w której mieszamy różne stylistyki i niczym się nie ograniczamy, więc daje to nam nieskończone możliwości rozwoju. Mam takie szczęście, że u Maryli Rodowicz również mam możliwość grania w wielu różnych stylach muzycznych. To daje mi powód do pogłębiania wiedzy i odkrywania nowych, nieznanych mi brzmień, no i z Marylą nigdy nie jest nudno! Ja uwielbiam Franka Sinatrę, ale lubię też System Of A Down czy Nine Inch Nails. Nie można zamykać się w sztywnych ramach. Nie jesteśmy związani z żadną firmą płytową, sami wydajemy płyty i sami decydujemy, jakie one będą. Następna płyta Chemii, nad którą powoli zaczynamy pracować, będzie zapewne jeszcze inna niż pierwsza. Cały czas będzie to jednak gitarowe granie. Osobiście nie wyobrażam sobie swojego życia bez tego instrumentu.


Niedawno obchodziliśmy 30. rocznicę śmierci Johna Lennona. Odnosząc się niejako do tej kwestii, powiedz mi, jeśli miałbyś możliwość zagrania z jakąkolwiek postacią z historii muzyki, to kto by to był?


Paru by się znalazło (śmiech). Gdyby jednak żył Frank Sinatra, to byłbym przeszczęśliwy, mogąc z nim zagrać nawet cokolwiek.


Wolisz pojazdy z dwoma czy czterema kołami?


Zdecydowanie z dwoma. Nie ma tu nawet o czym mówić. Jazda motocyklem i nurkowanie dają mi strasznie dużo radości i wyciszenie wewnętrzne, ponieważ nie mogę wtedy odbierać telefonu, załatwiać spraw lub pogadać. Nurkując, jesteś pod wodą, a twój cały świat zostawiasz na powierzchni. Musisz myśleć o wszystkich procedurach, o oddychaniu, o tym, co masz zrobić i jaki masz plan. To daje bardzo duże oczyszczenie. W podobny stan ducha potrafię też wejść, ćwicząc na gitarze. Dzieje się to jednak wyłącznie wtedy, gdy jestem bardzo skupiony. Wtedy należy naprawdę uważnie słuchać tego, co wydobywa się z instrumentu. To jest skuteczne ćwiczenie. Brzdąkanie przed telewizorem nic nie daje. Jest to tylko złudzenie ćwiczenia. Sama gimnastyka ścięgien i mięśni nie wystarczy. Ćwiczenie musi rozwijać też głowę. Możesz zagrać trzy dźwięki na krzyż, ale zagrać je z taką emocją, że będzie to dużo ciekawsze i fajniejsze, niż jeżeli ktoś zagra milion dźwięków na sekundę. Wszystko zaczyna się od głowy, a ręce i instrument są tylko narzędziami. Oczywiście należy też rozwijać motorykę. Nie można pozwolić na to, aby technika nas ograniczała. Ale równowaga jest najważniejsza - ręce grają to, co pomyśli głowa.


Jakie masz plany na najbliższe miesiące?


Z zespołem Chemia będziemy sporo koncertować. Wszystkie informacje znajdziecie na mojej stronie internetowej. Tam również możecie dowiedzieć się ciut więcej o naszej działalności. Poza Chemią są oczywiście niezmiennie koncerty z Marylą, zresztą jak zawsze od osiemnastu lat. Dostałem też zaproszenia do realizacji projektów filmowych, wydarzeń teatralnych, spektakli muzycznych, zagram też gościnnie na gitarze na kilku płytach, no i dostałem też bardzo interesującą propozycję "ze świata", ale na razie wolę nic więcej o tym nie mówić.


A co z Twoją stroną? Ostatnio nic się tam za bardzo nie dzieje.


No tak, niewiele się dzieje, a to dlatego, że kiedyś miałem bardzo ambitny plan, aby prowadzić to samemu. Wcześniej zlecałem zrobienie strony różnym ludziom, ale zawsze było to w jakąś stronę przegięte i źle się z tym czułem. Wykombinowałem więc, że sam ją sobie zrobię i nawet byłem z tego zadowolony przez jakąś chwilę. Problem w tym, że strona musi żyć, a ja cierpię na potworny brak czasu. Różni ludzie zobowiązywali się, że mi pomogą i się tym zajmą, ale jak widać, niewiele z tego wyszło. Cały czas jest to w fazie rozwoju, dlatego bardzo bym sobie życzył, aby niebawem coś się w tym temacie zmieniło. Jest to bardzo ważna forma komunikacji z ludźmi, dlatego jeśli ludzie potrzebują się czegokolwiek ode mnie dowiedzieć, zawsze mogą napisać. Staram się odpisywać na wszystkie maile i wiadomości na Facebooku.


Rozumiem, że stawiasz na bezpośredni kontakt z fanami.


Zdecydowanie tak. Żyjemy w XXI wieku, ludzie już dawno temu byli na Księżycu i mamy telefony komórkowe, które pozwalają odbierać maile i komunikować się ze światem. Jadąc z jednej próby na drugą i stojąc w korku w Warszawie, odpisuję na maile. Chyba że jadę motocyklem, to wtedy odpisuję po przyjeździe (śmiech).


Chociaż na coś się te korki przydają (śmiech).


Dokładnie. Każda sytuacja ma swoje dobre i złe strony. Jest tylko kwestia, żeby szukać tych dobrych, a wtedy wszystko staje się możliwe.


M. Kubicki

GALERIA
Popestar Ghost

Jako jeden z nielicznych w redakcji naszego magazynu uparcie bronię Ghost.

Gramy dalej

9 /10
Breaking Habits Meller Gołyźniak Duda

Wreszcie doczekaliśmy się polskiej supergrupy z prawdziwego zdarzenia. Nie jakiejś tam odpustowej zgrai muzykantów do kieliszka, ale ekipy złożonej...Gramy dalej

8 /10
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
When The Smoke Clears
Gatunek: Hardcore
Shklo ocena 7
Shklo Music
Gatunek: Alternatywa
Zobacz wszystkie