Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Eric Gales

Eric Gales

Cudowne dziecko i kontynuator Jimiego Hendriksa. Co go z nim łączy? Otóż tak jak legendarny Jimi też jest leworęczny i gra na standardowej gitarze dla muzyków praworęcznych. Ten czarnoskóry gitarzysta w związku ze swoimi młodzieńczymi wybrykami często miewał w przeszłości konflikty z prawem. Ale teraz jest... grzeczny, czysty i właśnie wydał najlepszą płytę w swoim dorobku.

Gdy Eric Gales, bo o nim tu mowa, bierze do rąk gitarę, wpina ją do efektu wah i gra choćby tylko kilka motywów w pentatonice molowej, to nie można mieć żadnych wątpliwości, dlaczego ten artysta jest tak często porównywany do Hendriksa. Sławę zyskał bardzo szybko i zaczął odnosić liczne sukcesy, na co chyba niestety nie był przygotowany. Jego życie zaczęło staczać się po równi pochyłej. W 2006 roku trafił na trzy lata do więzienia za posiadanie narkotyków i nielegalne użycie broni. Krótko po wyjściu z zakładu karnego trafił tam ponownie za naruszenie zasad zwolnienia warunkowego. Po tym incydencie został skierowany na przymusowy odwyk, co prawdopodobnie... uratowało mu życie. Można powiedzieć, że artysta narodził się na nowo - do muzyki i do życia. Na scenę powrócił w 2010 roku w wieku 36 lat. Ma teraz zupełnie inne nastawienie do gry i jasno sprecyzowane cele: pragnie udowodnić, że jego muzyka i styl gry obronią się same. Chce stanąć ramię w ramię z najlepszymi współczesnymi gitarzystami. Na jego najnowszej płycie "Relentless" słychać tak liczne i różnorodne wpływy, że będziemy mieć duży problem z tym, o co zapytać tego muzyka i od czego w ogóle zacząć. Ale nie wpływy są tu najważniejsze, bowiem talent i styl gry Erica Galesa są po prostu nie do podrobienia.

Jak wyglądała praca nad Twoją ostatnią płytą?


Jest to trzecia płyta, jaką nagrałem z Mikiem Varneyem z wytwórni Shrapnel Records. Oprócz mnie na płycie zagrali Aaron Haggerty (perkusja) i Steve Evans (bas). Jeśli chodzi o piosenki, zaczęliśmy od pisania muzyki. Potem dużo dyskutowaliśmy. Pisanie tekstów niestety nie jest moją mocną stroną, dlatego potrzebowałem pomocy. Na szczęście Mike potrafił mnie słuchać i umiejętnie wyciągał ze mnie historię, a potem starał się ułożyć ją w zgrabny tekst, dobierając odpowiednie słowa (śmiech). Tworzenie materiału, czyli pisanie muzyki i tekstów, nie zajęło nam więcej niż kilka dni. Później zaczęliśmy odbywać regularne próby, a kiedy byliśmy już w końcu gotowi, aby wejść do studia, zajęliśmy się nagrywaniem. Co ciekawe, cały proces rejestracji materiału na tę płytę zajął nam około półtora tygodnia!


Twoja gra na nowej płycie jest zupełnie wyjątkowa. Czy przykładałeś wagę do ćwiczenia jakiegoś konkretnego aspektu gry?


Cóż, grałem po prostu tak, jak czułem. Nic szczególnego się za tym nie kryje. Co prawda inspirację czerpałem z bardzo wielu źródeł, ale przede wszystkim zależało mi na stworzeniu płyty lepszej niż poprzednia. Chciałbym, żeby każdy kolejny album był na poziomie wyższym od wcześniejszego. Przy tym krążku udało mi się odkryć nowe światy, badać nowe muzyczne rejony. Praca nad nim znacznie poszerzyła moje horyzonty. Moja gra wynikała bezpośrednio z tego, jak się czułem w studiu, a czułem się w nim naprawdę dobrze, i to przede wszystkim dlatego, że mogłem wreszcie dać ujście swoim emocjom i ubrać w słowa wszystkie swoje przeżycia.


No właśnie, wiele utworów mówi bezpośrednio o problemach, z jakimi musiałeś się zmierzyć w ciągu ostatnich kilku lat. Ale jest w nich też duża dawka nadziei...


Tak, te utwory są w dużym stopniu autobiograficzne. Muzyka posłużyła mi do opowiedzenia o swoich przeżyciach. Moje doświadczenia mnie nakręcają, dają mi inspirację do tworzenia. "No Place To Go" opowiada o moim pobycie w więzieniu, a tam... tam po prostu nie ma dokąd pójść. Siedzi się całymi dniami w celi i ma się mnóstwo czasu na rozmyślanie. Utwór "Sometimes God" mówi o tym, że czasami - czy tego chcemy, czy nie - musimy posłuchać, co Bóg ma nam do powiedzenia. On ma swoje sposoby na to, żebyśmy się na chwilę zatrzymali i pomyśleli. Po wyjściu z więzienia miałem głowę pełną przemyśleń, które starczyłyby na kilka nowych płyt. Utwór "The Change In Me" opowiada o przemianie, jaka się we mnie wówczas dokonała. Jestem teraz innym człowiekiem, moje życie całkowicie się zmieniło.


Co dokładnie zmieniło się w Twoim życiu?


Jestem bardzo dumny z tego, że od sześciu miesięcy nie piję alkoholu ani nie biorę narkotyków. Jestem całkowicie czysty i chcę, żeby ludzie to wiedzieli. Moje życie wywróciło się do góry nogami. Mam nadzieję, że stanę się pozytywnym przykładem dla osób z takimi problemami. Niech zobaczą, gdzie byłem i gdzie jestem teraz. Może pomyślą: "Jeśli jemu się udało, to czemu mnie ma się nie udać?"


Czy fakt, że jesteś czysty, ma jakiś wpływ na Twoją grę? Inaczej podchodzisz do gry, inaczej postrzegasz instrument?


Nie sądzę. To, że byłem na haju, nie powstrzymywało mnie od gry na gitarze. Być może byłem odgrodzony od swoich prawdziwych uczuć i myśli albo miałem problem z ich wyrażaniem w muzyce... Ale i tak uważam, że szło mi całkiem nieźle. Teraz nic już nie mąci mojej percepcji. Jednak zarówno teraz, jak i wtedy miałem silną potrzebę czerpania z tej wyższej siły, która czuwa nad nami. Wierzę bowiem, iż tam na górze jest ktoś potężny. Ludzie mówią, że mam talent i umiejętności, ale one przecież nie wzięły się znikąd. Ktoś mi to wszystko dał.


Na nowej płycie słychać wiele wpływów. Mógłbyś nam zdradzić chociaż niektóre z nich?


Cóż, jest całe mnóstwo ludzi, którym jestem winien uznanie. Wymienię choćby tylko kilku z nich, a mianowicie: Stevie Ray Vaughan, Robin Trower, Frank Marino, Eric Johnson (o tak! Eric Johnson, i to w dużym stopniu), Joe Bonamassa, John Mayer, Wes Montgomery, Albert King, B.B. King, Herb Ellis, Muddy Waters, John Lee Hooker, Roy Buchanan, Albert Lee, Roy Clark, Chet Atkins, Jerry Reed... Oczywiście to jeszcze nie wszyscy, którzy wywarli na mnie wpływ - czasem łatwiej by było wymienić tych, którzy mnie nie zainspirowali. Trzeba wziąć ich wszystkich razem, dobrze wymieszać ich style gry i... oto ja!


No i Hendrix oczywiście...


No tak, zauważyłeś, że nie wymieniłem Hendriksa. On miał na mnie największy wpływ, ale raczej w sposób pośredni, ponieważ inspirował wszystkie te osoby, które już wcześniej wymieniłem. Przecież bez Hendriksa nie byłoby współczesnej gitary. To proste! Po co więc go wymieniać? Ludzie często mnie z nim porównują, bo jestem nawet do niego podobny z profilu (śmiech). Naturalnie traktuję to jako komplement. Ale... no właśnie, zawsze jest jakieś "ale". Może trudno w to uwierzyć, ale są inni muzycy, którzy mieli na mnie jeszcze większy wpływ niż on. Jeśli zilustrowalibyśmy historię muzyki gitarowej za pomocą wielkiego drzewa, to Hendrix na pewno znajdowałby się na jego czubku. Od niego odchodziłyby liczne odgałęzienia, czyli muzycy, którzy czerpali pełnymi garściami z jego twórczości. Ja z kolei czerpałem inspiracje z ich dorobku. To taki system naczyń połączonych.


Ale pewne analogie nasuwają się same. Tak jak Hendrix grasz lewą ręką na gitarze dla muzyków praworęcznych. Czy ma to wpływ na Twój styl gry?


Gdy zaczynałem grać, niewiele osób tak grało - wśród nich byli m.in.: Albert King, Otis Rush i może jeszcze kilku innych. Ale nie wybrałem tego sposobu gry świadomie. Zacząłem tak grać absolutnie instynktownie. Siedziałem z gitarą, ćwicząc długie godziny, no i wyszło mi właśnie coś takiego.


Jakiego sprzętu użyłeś podczas nagrywania swojej ostatniej płyty?


Grałem na gitarze marki St. Blues, która jest inspirowana Stratocasterem. Występuje w dwóch wersjach: z podstrunnicą klonową lub palisandrową. Ma trzy przetworniki typu single-coil. To bardzo dobry instrument. Mam nadzieję, że dzięki mnie więcej ludzi zainteresuje się gitarami tej marki. Właśnie wybieram się do siedziby firmy w Memphis, gdzie będziemy omawiać szczegóły dotyczące mojej nowej gitary. Jej nazwa będzie brzmieć Blindsider i na rynku ukaże się w jeszcze w tym roku.


A co z przetwornikami?


Ostatnio podpisałem kontrakt z firmą Seymour Duncan, która ma mi zrobić kilka przetworników na specjalne zamówienie. Seymour Duncan wyciągnął specjalnie dla mnie jakiś stary przetwornik, który był przeznaczony dla Jimiego Hendriksa. Przedstawiciele firmy zapewnili mnie, że nikomu wcześniej nie pozwalali na nim grać. To wielki zaszczyt, że dostałem do rąk coś tak cennego i wyjątkowego. Projektując dla mnie pickupy, opieraliśmy się właśnie na tym cacku.


Teraz nasze ulubione pytanie: jakich strun używasz?


Przez długi czas używałem strun Ernie Ball, ale ostatnio przerzuciłem się na produkty Dunlopa. Mój ulubiony komplet rozpoczyna się od .010", a kończy na .046".


Zauważyliśmy, że masz nowy wzmacniacz Two-Rock sygnowany Twoim nazwiskiem...


Moja współpraca z Two-Rock zaczęła się przy pracy nad ostatnią płytą. Wszystkie partie na tej płycie zostały nagrane za pomocą tego wzmacniacza - zarówno czyste, jak i przesterowane. Najbardziej mi zależy właśnie na doskonałej jakości czystego brzmienia, ale też na dobrej jakości dźwięku przydatnego podczas gry rytmicznej. W studiu nie używałem żadnego dodatkowego efektu, jedynie zwykłego przesteru ze wzmacniacza, natomiast podczas koncertów stosuję też kostki Ibanez Tube Screamer lub MXR GT-OD. Efekty te przydają się podczas grania partii solowych.


Czy używałeś jakichś innych efektów?


Owszem, tak. Na krążku wykorzystałem (ale w niewielkim stopniu) delay marki TC Electronic, który jest moim ulubionym efektem tego typu. Szczególnie podoba mi się możliwość szybkiego uzyskania efektu odwrócenia sygnału opóźnionego. To tak, jakby puścić taśmę od tyłu, tyle że odbywa się to znacznie prościej. Poza tym na koncertach używam efektu Elite Tone Fillmore Thunder.


No i oczywiście używasz kaczki...


Tak. Obecnie gram na modelu Dunlop DB01 Dimebag. Ale mam przeczucie, że wkrótce pojawi się na rynku wah Eric Gales (śmiech).


Widać, że jesteś w świetnej formie. Jakie masz plany na przyszłość?


Wszystkiego można się dowiedzieć na mojej stronie internetowej (www.ericgales.net), a także na Facebooku i Twitterze. Są tam podane daty koncertów i bieżące informacje o mnie. Ostatnio zacząłem pracę nad nową płytą, ale czas pokaże, jak to się wszystko rozwinie. Na razie cieszę się ze swojej ostatniej płyty, z której jestem naprawdę dumny, no i z zaplanowanych koncertów.


Mick Taylor

GALERIA
Sounds From the Heart of Gothenburg In Flames

Dobór utworów pożegnalnego DVD In Flames z Danielem Svenssonem za zestawem perkusyjnym jest mocno dyskusyjny.

Gramy dalej

7 /10
Bad Vibrations A Day To Remember

Amerykanie zbyt długo kazali czekać na swój nowy album.

Gramy dalej

8 /10
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Big Jesus ocena 5
Oneiric
Gatunek: Alternative rock
Divine Touch
Gatunek: Melodic death metal
Zobacz wszystkie