Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Michał ‘Neithan’ Kiełbasa (Whalesong)

Michał ‘Neithan’ Kiełbasa (Whalesong)

Mój znajomy, znany dziennikarz muzyczny, nazwał Whalesong "polskim Swans". I faktycznie! Na debiutanckiej EP-ce, zatytułowanej - czyżby proroczo? - "Filth", duet brzmi jak wczesna inkarnacja Godflesh czy częściowo właśnie Swans. O twórczości grupy opowiadał nam Neithan…

Debiutujecie EP-ką o tytule "Filth". Pewien znany, i kultowy dla wielu, zespół debiutował wydawnictwem o takim samym tytule.


Swans zdecydowanie miało i wciąż ma ogromny wpływ na moje postrzeganie muzyki i ogólnie dźwięku. Ogólnie roboczym tytułem tego wydawnictwa było "Dead Planet", ale z czasem stwierdziliśmy, że lepszy będzie krótki i dosadny tytuł. W związku z tym zdecydowaliśmy się na obecny. Nagraliśmy utwór, który nazwałem właśnie "Filth" i pasował na tytuł całego materiału. Poza tym chciałem jednak złożyć także mały hołd Łabędziom, które, jak już wspomniałem, miały na mnie ogromny wpływ.


A jak odbierasz ich ostatnią płytę?


Nie będę ukrywał, że obawiałem się tego powrotu, ale płyta pożarła mnie z prędkością światła. Świetny powrót! Poza tym, jak obaj wiemy, wszyscy dzisiaj lubią reaktywacje w oryginalnych składach itd. Gira jednak nie przeprosił się z Jarboe i nie zaprosił jej do odrodzonego Swans. Wielu przez to skreśliło od razu tę płytę, co jest według mnie bez sensu. Ważniejsze dla mnie jest to, że Gira nagrał w pełni szczery i dobry album. Łabędzie po raz kolejny ewoluowały, słychać trochę The Angels Of Light, ale to wciąż ten sam zespół. Ogólnie jedna z najlepszych płyt roku 2010. Poza tym są potężni na żywo - w grudniu wybrałem się na ich koncert w Warszawie - mistyczne przeżycie bez dwóch zdań. I oczywiście było bardzo głośno (śmiech). Teraz tylko czekam na zapowiadaną koncertówkę i nowy pełny album. Szykuje się bardzo ciekawa płyta.


Właściwie nie ze swojej woli nie macie w składzie perkusisty. Przyznam jednak, że samplowane bębny pasują do Waszej twórczości.


Dziękuję bardzo! W pewnym momencie istnienia zespołu graliśmy z żywym perkusistą, niestety brak czasu uniemożliwił nam wspólne tworzenie dźwięków. Na dodatek mieliśmy w tym czasie już zabukowany koncert i nie było czasu, by znaleźć kogoś, kto by ogarnąłby cały ówczesny materiał. Postanowiłem właśnie wtedy wykorzystać programowaną perkusję. W momencie, gdy już wiedziałem, że nie będzie prawdziwych bębnów napisałem zupełnie nowy materiał, który znajduje się właśnie na "Filth". Wszystkie wcześniejsze utwory poszły do kosza, bo uznaliśmy, że są słabsze od nowych. Wykorzystanie sampli spowodowało małą modyfikację stylu, ale uważam, że dobrze się stało. W tej chwili nie planujemy grać z żywymi bębnami, aczkolwiek nie odrzucam takiej możliwości. Na pełnej płycie jednak na pewno znowu użyjemy programowanych baniaków, będą trochę odmienne od tych z EP-ki, prawdopodobnie bardziej mechaniczne i odhumanizowane, ale zarazem bardziej żywe.


Jak w ogóle wyglądał proces nagrywania? Numery rejestrowaliście ponoć w Twoim domu.


Tak, to prawda. Urządziłem sobie w domu malutkie studio, które nazwałem "White Scream Studio". Mieliśmy możliwość nagrywania w studio w Bielsku-Białej, gdzie wówczas pracowałem, lecz w domu obecnie posiadam podobny sprzęt, także zdecydowaliśmy nie ruszać się z Tarnowskich Gór. Sam proces nagrywania wyglądał mniej więcej tak: najpierw tworzyłem perkusję do pilotów gitar oraz dogrywałem ambient i intra. Następnie we wrześniu jednego dnia zarejestrowaliśmy wszystkie ścieżki gitar przy użyciu wzmacniacza Line 6 Flextone II. Potem mieliśmy niestety zastój i dopiero z końcem listopada wbiliśmy w dwa dni basy. Potem już na spokojnie przy materiale dłubałem, dorabiałem noise, przeszkadzajki i przede wszystkim nagrywałem wokale - skończyłem bodajże w marcu, a następnie dwa miesiące z przerwami trwały mixy i mastering. Ogólnie byłoby dużo szybciej, gdyby nie złośliwość rzeczy martwych (śmiech). Ale co poradzić. Resztę czasu poświęciłem przygotowaniu wyglądu digipacka.


Jak kształtował się Wasz styl? Wiem, że poprzednio grałeś w innej kapeli. Czy była ona czymś na kształt pre-Whalesong?


Oo, nie spodziewałem się takiego pytania (śmiech). Faktycznie, miałem zespół od ok. 2006 roku - nazywał się Delusion i można go uznać za pre-Whalesong. Było nas trzech - perkusja i dwie gitary. Stylistycznie był to taki progresywny metal, może czasami grindcore. Byliśmy bardzo zainspirowani zespołami typu Kobong, NYIA, Meshuggah czy Mastodon. Ogólnie miło bardzo wspominam tamte czasy, niestety nie wyszło. Gdzieś tak w połowie 2009 rozwiązałem ten zespół i parę miesięcy później postanowiłem go reaktywować z nowymi ludźmi. W międzyczasie pojawiła się nowa nazwa no i czteroosobowy skład, który z czasem zmniejszył się do dzisiejszego aż dwuosobowego (śmiech).


Muzycznie kojarzycie mi się z wczesnym Godflesh. Bynajmniej nie - jak wielu Was porównuje - z Meshuggah…


Miło mi (śmiech). Lubimy bardzo Godflesh, nie ukrywam, że w momencie gdy straciliśmy perkusistę, to właśnie ten zespół zainspirował mnie do spróbowania z programowanymi bębnami - to właśnie oni pokazali mi, że to ma sens. Oczywiście nieraz inni ludzie wmawiają mi, że się mylę i to jest bez sensu no i tak nie wolno! (śmiech) Co do porównań z Meshuggah - my sami do końca nie wiemy skąd to się bierze. Meshuggah łamie strasznie, my znowu w mojej opinii gramy bardzo łatwo. Myślę, że lud porównuje nas do nich głównie poprzez użycie 8-strunowych gitar. Anyway, by nie było niejasności - porównywanie nas do takiego zespołu jest bardzo miłe, bo obaj uwielbiamy tych Szwedów, ale jak wspomniałem, my aż takich podobieństw nie widzimy.


Wszystkie utwory są stosunkowo krótkie. Nie myśleliście, aby spróbować nagrać jakieś dłuższe kompozycje? Czegoś takiego tutaj mi brakuje.


Poniekąd masz rację - większość numerów zamyka się przeważnie w obrębie 3-4 minut, dwa ostatnie dopiero trwają po ponad pięć minut. Ogólnie nic nie planowałem pisząc te utwory, samo tak jakoś wyszło, jestem jednak pewien, że na pełnej płycie znajdą się dłuższe utwory. Chcę by pełny album był bardziej zróżnicowany i zarazem brutalniejszy, ale bez utraty tej transowości, która jest na obecnym materiale.


Jednym z najbardziej interesujących utworów na płycie jest "Cold Depression", który pokazuje, że inspirujecie się także elektroniką. Throbbing Gristle będzie dobrym strzałem?


Poniekąd znowu trafiłeś! (Śmiech) (A pomyśleć, że na zajęciach na strzelnicy byłem najsłabszy z klasy! - przyp. jw) Pisząc tamten utwór nie inspirowałem się zbytnio jakimkolwiek zespołem, cały ten track powstał poniekąd przez przypadek. Co do inspiracji elektroniką - osobiście bardzo lubię wspomniane przez Ciebie Throbbing Gristle, a także takie rzeczy jak Coil, Aphex Twin, Techno Animal czy Squarepusher. Poza tym obaj z Matisem bardzo lubimy The Prodigy. Każde z nich miało na mnie kiedyś jakiś większy lub mniejszy wpływ co na pewno dzisiaj słychać.


"Cold…" rozwija się w tytułowe nagranie, które jest chyba szczytowym momentem EP-ki.


Tak, jest to swoista introdukcja do utworu tytułowego, który jest bardzo prosty i zarazem klasyczny w swej formie, jeśli chodzi ogólnie o industrial. Od początku do końca mamy jeden rytmiczny riff, dodatkowo gitarowy noise i elektronika w tle, a nad tym wszystkim góruje tekst, który jest kulminacją wszystkich negatywnych myśli z całej płyty.


Właśnie! Fajnie, że zacząłeś o tym mówić. Przejdźmy do warstwy tekstowej, która prezentuje się intrygująco. Zwłaszcza cytaty na tyle okładki. Wiesz, moim zdaniem z pozoru mogą wydać się chaotyczne. Spaja je jednak myśl - choć to moja interpretacja - że jako ludzie powinniśmy poszukać własnej natury...


Przyznaję, że trafiłeś w jeden z głównych tematów tekstów! Teksty ogólnie są krótkie i proste, ale każdy wers ma więcej znaczeń, niż na pierwszy rzut oka się wydaje. Chciałem, by wokale na tym materiale były traktowane bardziej, jako dodatkowy instrument, także nie pisałem niesamowicie długich wywodów filozoficznych (śmiech). Poza tym materiał jest dosyć transowy, co także przemówiło do mnie, by teksty były podane w takiej formie. Ich tematyka to ogólne spojrzenie i wytknięcie ludziom tego jak zdewastowaliśmy nasze otoczenie, uciekliśmy od naszej własnej natury i wpadliśmy w wyścig szczurów, by zdobyć jak najwięcej pieniędzy. Wszędzie możemy się dzisiaj spotkać z nienawiścią, nie ma miejsca na duchowość - nie mówię tu o zinstytucjonalizowanej religii. Każdy pędzi za pieniądzem i nikt nie ma czasu ani chęci, by spróbować zrozumieć samego siebie - kim jest naprawdę. Pewien mądry człowiek określił to kiedyś bardzo trafnie: "blind worm cycle". Żyjemy, pracujemy, prokreujemy, umieramy. Nie ma powodu by szukać czegoś więcej. Dodam jeszcze, że każdy ubiera dzisiaj maskę i udaje kogoś innego - czy to w pracy czy w domu. W końcu w pewnym momencie zapomina, kim jest naprawdę. Liryki mają w pewnym stopniu nihilistyczny wydźwięk i negują wręcz sens życia dzisiejszego człowieka.


To, co mówisz, kojarzy mi się ze sformułowaniem "Body=Cage", które widnieje w oprawie graficznej albumu. Ma ono dwuznaczny wydźwięk. Z jednej strony sugeruje, że nasza cielesność nas ogranicza, z drugiej z każdej klatki można uciec…


Ciekawa bardzo interpretacja! Tak jak wspomniałem wcześniej proste słowa, a mimo wszystko istnieje kilka różnych możliwości ich zrozumienia. Jak już powiedziałeś z każdej klatki można uciec - i tu właśnie kluczem może być np. nasza duchowość, która może nam otworzyć drzwi do zupełnie innego postrzegania świata. Więcej mówić nie będę, bo nie chcę odbierać słuchaczom możliwości własnej interpretacji, na której bardzo mi zależy.


Ja jednak pociągnę Cię za język! Czy pisząc ten tekst miałeś na myśli jakieś konkretne filozofię czy filozofów?


Wiesz, nie chcę tu propagować jednej jedynej słusznej drogi życia, bo w mojej opinii takiej nie ma. Osobiście staram się brać z każdej filozofii, jaką spotkam, to co mi najbardziej pasuje - ogólnie nie lubię ram typu to wolno, a tego nie, bo tak już musi być, etc. W tej tematyce jestem dosyć eklektyczny, łączę i tworzę w ten sposób swoją własną filozofię i drogę życia. Co do filozofów - duży wpływ mieli na mnie na pewno Nietzsche, Crowley, poniekąd Spare, także polecam ich dzieła. Tak jak wspomniałem nie opieram się stricte na jednej filozofii - także ciężko by mi tu było wskazać jedną konkretną. Zainteresowanym jeszcze raz polecam książki wspomnianych przeze mnie ludzi.


Cały czas jednak zastanawia mnie jedno - skąd u Ciebie, osoby młodej i na co dzień wesołej, taka dawka nihilizmu?


To mi teraz pytanie zadałeś (śmiech). Ogólnie ciężko mi odpowiedzieć, tak już jest - wiesz, wesoły codziennie nie jestem, ba, wiele rzeczy mnie irytuje. Mimo to ostatnimi czasy staram się szukać jak najwięcej pozytywów we wszystkim, a z negatywnymi aspektami życia walczyć, bo nie uśmiecha mi się siedzenie na dupie i rozpaczanie (śmiech). Równocześnie dzięki muzyce mogę się pozbyć nerwów, wypluć, co mi leży na wątrobie i potem być tym wesołym człowiekiem, którego znasz (śmiech).


Wiem, że dopiero co wydaliście EP-kę, ale na początku wspomniałeś, że macie już wstępną wizję kolejnych numerów Whalesong. Czy masz już przygotowane jakieś konkretne kawałki?


Na chwilę obecną mamy jeden utwór skończony - graliśmy go w kwietniu na koncertach, gdy supportowaliśmy NeWBReeD oraz Banisher, wątpię jednak by wszedł on na pełny album. Poza tym mam jeszcze kilka napisanych numerów, które czekają by dodać do nich bębny. Niektóre z nich będziemy grać w sierpniu na release party, które odbędzie się w klubie Rude Boy w Bielsku-Białej. Wracając do pełnej płyty - mam już ogólną wizję, zarys tego jak będzie ona wyglądać. Przede wszystkim chciałbym, by był on trochę bardziej koncertowy. Pomysłów jest sporo, także będzie się działo!


Niewielu czytelników zapewne wie, że jest spora szansa, że swego czasu sprzedałeś im np. koszulkę bądź płytę ich ulubionej kapeli. Jako merchandiser kilku zespół metalowych towarzyszyłeś kapelom w trasach koncertowych. Możesz podać jakieś interesujące anegdoty z tych wojaży? (śmiech).


(śmiech) Prawda, są szanse że to zrobiłem. Wiesz, często na trasach i koncertach zdarzają się niepowtarzalne historie, ale ciężko je potem opowiedzieć, a nawet gdy się to uda to opowiedziane nie śmieszą już tak bardzo (śmiech). Przyznać za to muszę, że nieraz mają miejsce naprawdę nieprawdopodobne historie. Zawsze jest potem, co wspominać. Ogromnym plusem pracy na koncertach i trasach jest również to, że poznajesz wielu naprawdę świetnych muzyków i genialnych ludzi!


Jacek Walewski

GALERIA
Wild World Bastille

Przy okazji słuchania drugiej płyty Bastille doszedłem do wniosku, że chyba nigdy nie zrozumiem zwyczajów zakupowych współczesnych fanów muzyki....Gramy dalej

7 /10
Ostatnia rodzina - muzyka z filmu Różni Wykonawcy

"Ostatnia rodzina" to jeden z najgłośniejszych filmów ostatnich miesięcy, który trafi do kin pod koniec września. Z kolei dwa tygodnie temu premierę...Gramy dalej

7 /10
Soilwork ocena 8
Death Resonance
Gatunek: Melodic death metal
In Flames ocena 7
Sounds From the Heart of Gothenburg
Gatunek: Melodic death metal
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie