Byłem bardzo zszokowany, gdyż wydawało mi się, że w tamtym okresie czuł się już dużo lepiej. Skontaktował się ze mną w 2009 roku, kiedy właśnie skończyliśmy trasę koncertową z Whitesnake. Ronnie poprosił mnie wtedy, abym dołączył do niego w trasie po Europie, której start był zaplanowany na grudzień 2009. Nie potrzebował mnie nawet do tego przekonywać. To była świetna zabawa. Przeprowadzaliśmy próby i nagraliśmy razem chyba ostatni wspólny kawałek. O ile pamiętam, nosił tytuł "Electra". Niedługo przed trasą Ronnie zaczął narzekać na bóle brzucha. Kiedy tylko dowiedział się, w jak poważnym stanie się znajduje, od razu odwołał wszystkie terminy i cały projekt został zawieszony, a sam niezwłocznie udał się do szpitala. Kiedy wyszedł, widać było znaczną poprawę. Nikt nie chciał pojawiać się w jego obecności z kaszlem lub katarem, żeby go przypadkiem nie zarazić. Z tego też powodu odwołałem kilka naszych spotkań. W tamtym czasie ciężko pracowałem z Whitesnake. Na dodatek mój synek też miał chorowity okres, więc cały czas chodziłem z katarem. Niestety nie udało mi się już zobaczyć z Ronniem. Na krótko przed jego śmiercią pojawiły się na jego stronie daty z koncertami na lato, dlatego byłem przekonany, że jest z nim już znacznie lepiej i że niedługo wróci do normalnego życia. Nadal utrzymywaliśmy kontakt mailowy i pisaliśmy sobie wiadomości. Często rozmawialiśmy o sporcie i widziałem, że wraca do niego życie. Niestety wrażenie to było mylne i niedługo potem Ronniego już z nami nie było. Ta informacja wbiła mnie w ziemię. Niesamowicie dużo mu zawdzięczam, jeśli chodzi o moją karierę muzyczną. Prawdopodobnie gdyby nie Ronnie, nigdy nie poznałbym chłopaków z Whitesnake. Odszedł zdecydowanie za szybko i strasznie żałuję, że tak to się skończyło. Teraz ważne jest jednak to, aby nigdy nie został zapomniany i aby nadal żył w swoich piosenkach.