Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Aggressor (Aura Noir / Virus)

Aggressor (Aura Noir / Virus)

Carl-Michael Eide to jedna z najbardziej nietuzinkowych postaci norweskiej sceny metalowej. Ten multiinstrumentalista współtworzył tak oryginalne twory muzyczne, jak Dodheimsgard czy zwłaszcza Ved Buens Ende, którego spuściznę kontynuuje w Virus. Z drugiej strony, wraz z Apollyonem, 18 lat temu powołał do życia Aura Noir.

Zespół stał się prekursorem łączenia norweskiego black metalu z obskurnym thrashem i do dziś pozostaje jednym z najbardziej ekscytujących projektów w tej stylistyce. Kapela odwiedzi Polskę już niebawem, bo 11 i 12 września, kiedy to zagra w Warszawie oraz w Katowicach. Z tej właśnie okazji przed Wami Carl-Michael aka Aggressor.

Witaj, jak się czujesz?


Znakomicie, dzięki.


Wstęp do tego wywiadu będzie brzmieć mniej więcej tak: "Carl-Michael Eide to jedna z najbardziej nietuzinkowych postaci norweskiej sceny metalowej". Jak ci się podoba? Zgadzasz się z taką oceną, czy może jesteś na to zbyt skromny?


Od czasu do czasu zdarza mi się słyszeć podobne opinie, ale szczerze mówiąc, nie przywiązuję do nich większej wagi. Zakładam, że mój, nazwijmy to, status może wynikać z faktu, że w zasadzie nigdy się nie poddałem, działam na scenie już od dość dawna. Gdybym jednak zdecydował się odejść na muzyczną 'emeryturę', nie wydaje mi się, by musiało upłynąć wiele czasu, nim zostałbym przez ludzi całkiem zapomniany. Tak czy owak, muzyka jest wieczna, istnieje niezależnie od tego, czy ktoś ją lubi, czy wręcz przeciwnie. Co do wstępniaka, to jak będzie brzmieć, zależy oczywiście tylko i wyłącznie od ciebie!
 

Coraz częściej pojawiasz się na scenie nie tylko z Virus, ale też razem z Aura Noir. Grasz całe sety? Weźmiesz udział we wrześniowej, europejskiej trasie zespołu?


Pierwszy pełny set z zespołem zagrałem na szwedzkim festiwalu Getaway; to był godzinny występ. Gram wszystkie partie na gitarze rytmicznej, plus dodatkowo śpiewam w mniej więcej połowie utworów. To było dla mnie zajebiste przeżycie. I tak, w trakcie jesiennego tour będę grać 'na pełen etat'.


Głównym przyczynkiem do tej rozmowy jest wspomniana trasa oraz dwa polskie koncerty, które w jej ramach zagra Aura Noir. Zdradzisz jakieś szczegóły dotyczące setlisty?


Setlista obejmie w zasadzie całą naszą dotychczasową twórczość. Zagramy kawałki ze wszystkich płyt'; utwory 'moje' oraz 'Apollyona' będą dzielić się mniej więcej po połowie. Znaczy to również mniej więcej tyle, że każdy z nas zaśpiewa w połowie odegranych utworów. W rezultacie, każdy z nas będzie miał też okazję dać w trakcie setu odetchnąć swym strunom głosowym.


Dwa lata temu miałem okazję widzieć występ Aura Noir na Hellfest. To był piekielnie dobry koncert. Domyślam się, że teraz, kiedy razem z Blasphemerem stanowicie gitarowy duet, siła zniszczenia zespołu jest jeszcze większa?


Tak, takie mam wrażenie. Teraz mamy również w składzie nowego bębniarza (Tank Granada), który jest chyba najbardziej utalentowanym drummerem, jakiego Norwegia kiedykolwiek dotąd miała.


Jak po wypadku radzisz sobie z występami na scenie? (W 2005 r. muzyk uległ poważnemu wypadkowi, wypadając przez okno z czwartego piętra budynku - przyp. red.) Z dostępnych w sieci filmów wynika, że siedzisz na specjalnym krześle. Czy jesteś w stanie używać efektów podłogowych do gitary?


Nie, jest tylko krzesło. Gram na nieskomplikowanej gitarze rytmicznej, więc nie potrzebuję żadnych efektów.


Wziąłeś wprawdzie udział w rejestracji "Hades Rise", jednak powrót na scenę zajął ci niemal pięć lat. Czy tyle czasu wymagało uporanie się w pełni z fizycznymi konsekwencjami wypadku, czy w grę wchodziły również czynniki psychologiczne?


Przede wszystkim potrzebowałem czasu, by dojść do siebie. To był fatalny wypadek, w wyniku którego jestem prawie całkiem sparaliżowany od pasa w dół, na szczęście tylko prawie. Utraciłem blisko 70% czucia w nogach. Kaszana, ale z drugiej strony i tak miałem sporo szczęścia. Mogę chodzić o kulach, grać na gitarze, robić w zasadzie wszystko inne...


Czy wciąż jesteś pod opieką lekarską albo w trakcie rehabilitacji?


Na pewno do końca życia będę musiał dbać o formę i pracować nad tym, by utrzymać mój organizm w co najmniej takim stanie, w jakim jest teraz. Plus, zażywać trochę środków przeciwbólowych, nie ma ich jednak aż tak wiele.


Co stanowiło dla ciebie w tamtym czasie największą motywację? Co sprawiło, że powrót na scenę uznałeś za najlepszy wybór?


Szczerze mówiąc, granie BYŁO moją rehabilitacją. Przynajmniej, jeśli chodzi o mentalny aspekt powrotu do zdrowia. Gdyby nie muzyka... nie wiem, co innego mógłbym robić, gdzie byłbym teraz.


Jak oceniasz "Hades Rise" z dzisiejszej perspektywy? Kiedy pojawi się jego następca? Macie już skomponowane jakieś nowe kawałki?


Jestem zdania, że pod pewnymi względami, "Hades Rise" to nasza najlepsza płyta, pod innymi zaś najbardziej podła. Ale że w moim świecie, to, że coś jest podłe, oznacza, że jest niezłe, więc koniec końców wychodzi na to, że to najlepszy album, jaki kiedykolwiek nagraliśmy. Nowy materiał jest 'w przygotowaniu', ale wydaje mi się, że nie ma szans, by ujrzał światło dziennie jeszcze w tym roku. Może na początku przyszłego, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem.


Dlaczego Blasphemer pojawił się na "Hades Rise" tylko w roli gościa i zarejestrował jedynie solo do trzech utworów?


Działo się to, zanim jeszcze Blasphemer opuścił Mayhem, był wtedy dość zajętym gościem. Nie ma co kryć, że cieszyliśmy się jak diabli, kiedy zdecydował się od nich odejść i postanowił skoncentrować całą uwagę na Aura Noir.


Jak dziś pamiętam moment, kiedy dawno temu po raz pierwszy usłyszałem "Black Thrash Attack", jeszcze na kasecie. Mimo upływu tylu lat, krążek ten wciąż kopie tak mocno, jak wtedy. Uważasz, że udało wam się nagrać album ponadczasowy, który wywarł decydujący wpływ na rozwój specyficznego gatunku, będącego mieszanką black i thrash metalu?


Myślę, że część materiału wypełniającego ten album nawet dziś brzmi bardzo dobrze, zwłaszcza piosenki Apollyona, ale moim zdaniem własne brzmienie jako Aura Noir odnaleźliśmy dopiero później. "The Merciless" i "Hades Rise" wyraźniej pokazują, jaki rodzaj brzmienia rozwinęliśmy, wypracowaliśmy jako zespół. "Black Thrash Attack" to po prostu blackowo-thrashowa płyta, podczas gdy "The Merciless" oraz "Hades Rise" to istota Aura Noir.


Virus również uaktywnił się koncertowo w ostatnim czasie. To muzyka diametralnie różna od twórczości Aura Noir i, mogłoby się wydawać, nieszczególnie nadająca się do gry na żywo.


Nie mam wątpliwości, że Virus jest w stanie dać dobry show na żywo, jeżeli tylko dobrze skomponujemy setlistę i odegramy kawałki w odpowiednim porządku. Jestem przekonany, że potrafimy porwać (i utrzymać) publiczność przez cały występ, skutecznie ją zahipnotyzować, ale na pewno musi to być, że tak to ujmę, publiczność odpowiedniego typu, dojrzali miłośnicy muzyki, którzy docenią awangardową naturę tego projektu.


W jaki sposób Virus trafił do składu greckiego Sonisphere, i dlaczego akurat Grecja? Jesteś zadowolony z tego występu?


Jak dotąd, Virus wystąpił live dwukrotnie. W Londynie mieliśmy świetną publikę, ale jeśli mam być szczery, nasz występ oceniam jako raczej marny. Na Sonisphere było już wyraźnie lepiej, ale tam z kolei publiczność stanowiły głównie dzieciaki, oczekujące z utęsknieniem na Slipknot i Iron Maiden. W rezultacie, zupełnie tego nie poczuły! W tej chwili przygotowujemy się do koncertu na Hole in the Sky w Bergen (występ miał miejsce 27 sierpnia - przyp red.) i, powiem szczerze, stresujemy się tym jak diabli!


Polski koncert Virus odbędzie się 12 grudnia. Zagracie w ramach trasy, czy będzie to pojedynczy show? Czego możemy spodziewać się po tym gigu?


To jednorazowy występ. Na pewno możecie spodziewać się dziwnych, dusznych, mrocznych klimatów oraz głośnego, awangardowego, ciężkiego rockowego grania.


Jak zaczęła się twoja przygoda z muzyką? Od którego z instrumentów zacząłeś i dlaczego postanowiłeś grać zarówno na perkusji, jak i na gitarze (oraz na basie)?


To długa historia, w każdym razie dość wcześnie dokonałem wyboru. Dawno temu zdecydowałem, że olewam wszystko inne (między innymi edukację) i całą uwagę skoncentrowałem wyłącznie na muzyce. Teraz wszystko wskazuje na to, że w najbliższej przyszłości nie będę mógł narzekać na brak zajęć. Granie na żywo jest teraz moim głównym celem.


Powiedz parę słów o sprzęcie, którego używasz, zarówno w studio, jak i na scenie.


Jeśli chodzi o gitary, gram na Gibsonach. Używam wzmacniaczy Marshall oraz Peavey. Ostatnią płytę Virus nagrywałem też na Fenderze Stratocasterze, ale generalnie używam przede wszystkim Gibsonów. Jest, jakby to powiedzieć, najbezpieczniejszy.


Nie brak ci gry na perkusji? Jest szansa, że usiądziesz jeszcze kiedyś za zestawem?


Nie ma, ale prawdę mówiąc, pod koniec i tak szczerze nie znosiłem już gry na bębnach. Stało się to dla mnie bardziej pracą, zadaniem do wykonania, niż po prostu grą na instrumencie. W ostatnim okresie, czułem, że mam po prostu odegrać dane partie w ten czy inny sposób, zgodnie z takimi czy innymi trendami, zamiast po prostu spontanicznie je zagrać. Na dłuższą metę nie miało to większego sensu. Przyznaję, że na początku wyglądało to całkiem inaczej, po prostu grałem, i miałem z tego wówczas sporo przyjemności. Na szczęście, od początku potrafiłem również szarpać struny, więc pożegnanie z perkusją nie stanowiło dla mnie wielkiego problemu.


Uczestniczyłeś w rejestracji wielu płyt najróżniejszych zespołów. Część z nich, jak np. "Written in Waters" Ved Buens Ende czy "666 International" Dodheimsgard mają status kultowych. Który z albumów, nagranych z twoim udziałem, dzisiaj byś wyróżnił? Który jest  dla ciebie najbardziej wyjątkowy, praca nad którym była najtrudniejszym przeżyciem?


Patrząc na to wszystko z dzisiejszej perspektywy myślę, że najważniejszą ze wszystkich była "Written in Waters", jednak najistotniejsze muzyczne doświadczenie stanowił dla mnie "Black Thrash Attack". Chodzi o to, że pod względem muzycznej kreatywności WIW ukształtowała sposób, w jaki później miałem tworzyć awangardowe dźwięki. Z kolei BTA w jakiś sposób zjednoczyła, scaliła nas jako Aura Noir, sprawiła, że staliśmy się takim gangiem parszywych bękartów, jakim jesteśmy dzisiaj. Dzięki BTA staliśmy się braćmi krwi, ten album utorował Aura Noir drogę, dzięki niemu zespół ten wciąż ma przed sobą przyszłość.


Szymon Kubicki
Małgorzata Napiórkowska-Kubicka

 


Bad Vibrations A Day To Remember

Amerykanie zbyt długo kazali czekać na swój nowy album.

Gramy dalej

8 /10
The Devil Strikes Again Rage

Giganci niemieckiego heavy powracają z nowym krążkiem, w mocno odświeżonym składzie.

Gramy dalej

8 /10
Big Jesus ocena 5
Oneiric
Gatunek: Alternative rock
Divine Touch
Gatunek: Melodic death metal
Intruder
Gatunek: New wave
Zobacz wszystkie