Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Maciek Grzywacz

Maciek Grzywacz

Gitarzysta, kompozytor i aranżer, który ukończył Akademię Muzyczną im. Fryderyka Chopina w Warszawie oraz Wyższą Szkołę Muzyczną w Monachium. Po egzaminie dyplomowym w monachijskiej uczelni został przyjęty do fundacji Jehudi Menuhina Live Music Now i koncertował dla niej w Niemczech jako gitarzysta klasyczny. Z artystą porozmawiamy o ostatniej płycie zatytułowanej "Black Wine", na której - obok jego autorskich utworów - znalazły się dwie kompozycje Clarence’a Penna.

Twoja ostatnia płyta "Black Wine" została dobrze przyjęta na rynku. Co o niej myślisz z perspektywy czasu?


Cieszy mnie fakt, że do udziału w tym projekcie zaprosiłem dwóch nowojorskich, doświadczonych i uznanych w branży muzyków. Clarence Penn oraz Yasushi Nakamura to znakomita sekcja rytmiczna i wspaniali ludzie. Wnieśli do naszej współpracy dokładnie to, o co mi chodziło - niezwykłą kreatywność. Dzięki ich umiejętnościom i profesjonalizmowi na najwyższym światowym poziomie nasze spotkanie było bardzo inspirujące. Clarence i Yasushi mieli ogromny wpływ na całokształt przedsięwzięcia. Na płycie "Black Wine" obok moich utworów znalazły się dwie kompozycje Clarence’a. Są one niewątpliwie bardzo mocnymi akcentami tego albumu. Poza tym współpraca z muzykami tej klasy zdecydowanie wpłynęła na moją grę. Odkryłem w sobie muzyczne obszary, które były mi dotąd nieznane. Mam nadzieję, że słychać to na płycie i na koncertach. Utwory, które znalazły się na płycie, powstały specjalnie z myślą o tym zespole. Bardzo dobrze znałem muzyków, których zaprosiłem, z ich wcześniejszych nagrań. Clarence Penn jest niezwykle kreatywnym artystą. Komponując z myślą o nim, starałem się, by powstał program różnorodny, w którym mógłby pokazać szeroki wachlarz swoich możliwości. Yasushi współpracuje na stałe z Clarence’em, co dawało mi pewność, że dobrze się zrozumieją.


Płyta wydaje się nieco inna od poprzednich - i to zarówno w sensie stylistyki muzycznej, brzmienia, jak i dynamiki utworów. O muzykach już wspominałeś. Co jeszcze o tym zdecydowało?


Chodziło mi oto, aby nasze trio prezentowało szerokie spectrum ekspresji. Muzyczna energia, która jest słyszalna na płycie, ma swoje korzenie w różnych stylach muzycznych, nie tylko w jazzowym mainstreamie. Sięgnęliśmy do bluesa, popu, funku i free jazzu. Szukaliśmy różnorodności napięć, barw i środków wyrazu. Myślę, że udało nam się tę różnorodność osiągnąć i "Black Wine" to ciekawa propozycja dla wymagających słuchaczy, a jednocześnie pełna pozytywnej energii i przez to przystępna w odbiorze. Sukcesem zespołu jest również to, że uzyskaliśmy oryginalne i rozpoznawalne brzmienie. Dużo dyskutowaliśmy na temat muzyki. Rozmowy te oraz oczywiście koncerty, które poprzedziły sesję nagraniową, były okazją do tego, żeby się lepiej poznać i otworzyć przed sobą, a także aby sprecyzować wizję projektu. Nagranie płyty dokumentuje moment, w którym muzycy znajdują się na swojej artystycznej drodze. W moim wypadku był to moment, w którym mocniej niż zwykle otworzyłem się na wpływy innych stylów muzycznych poza jazzem.


Jesteś więc gitarzystą poszukującym. Czy również twoje doświadczenia pozamuzyczne mają na to wpływ? Jak widzisz relację między życiem i muzyką? Czy uważasz, że muzyk musi mieć o czym grać - w sensie życiowym?


Jak najbardziej. Trudno sobie wyobrazić, żeby muzyka powstawała wyłącznie w wyniku matematycznych eksperymentów z harmonią, melodyką i rytmem. Ktoś powiedział mądrze - chcesz być muzykiem? - czytaj książki, chodź po górach, przeżyj prawdziwą miłość. Myślę, że te doświadczenia i jeszcze wiele innych aspektów sprawiają, iż artysta może mieć coś ciekawego do powiedzenia na scenie. Szczególnie w muzyce improwizowanej grasz o tym, co przeżyłeś. Pokazujesz też, kim jesteś, obnażając swoje wnętrze, które niekoniecznie jest widoczne w innych sytuacjach. W ten sposób koncert staje się magicznym spektaklem, w którym główną rolę grają prawdziwe emocje, uczucia. Starasz się zapomnieć o tym, co wiesz, i nie skupiasz się na technice. Ważna jest muzyka - środek wyrazu, sposób na twoją osobistą wypowiedź. Piękne w tym wszystkim jest to, że ta wypowiedź w takiej formie i treści możliwa jest tylko w tej jednej chwili, po prostu jest niepowtarzalna. Każdy koncert jest przecież inny, utwory stanowią za każdym razem tylko pretekst do improwizacji. Kreatywność muzyków odgrywa tu niezwykle ważną rolę. Przy okazji projektu "Black Wine" mam po raz kolejny szczęście współpracować z artystami o niebywałej inwencji.


Często mówi się o ciężkim życiu muzyka - zgadzasz się z tym? Uważasz, że praca, którą wykonujesz, jest względnie dobrze opłacana i doceniana. Co Cię najbardziej irytuje w pojmowaniu rynkowym sztuki, muzyki?


Nie narzekam. Dla mnie najważniejsza jest moja pasja. Oczywiście jej realizacja wiąże się z pracą, która nie zawsze jest godziwie wynagradzana. Często jest tak, że ambitna sztuka, kierowana do wymagającego odbiorcy, ma mniejszą wartość rynkową niż komercyjne propozycje. Uważam jednak, że finanse nie powinny odgrywać nadrzędnej roli wobec sztuki i twórczości. Artysta powinien kierować się swoją wizją, nie zastanawiając się nad tym, czy efekt jego pracy dobrze się sprzeda. Ten problem istniał od zawsze i nie sądzę, że będzie za mojego życia rozwiązany (śmiech). Na szczęście dzięki takim mecenasom, jak Energa Gdańsk, szkoła Musicollective czy Ambient System udaje mi się realizować kolejny projekt. Cieszę się, że firmy posiadające odpowiednie budżety nadal chcą uczestniczyć w niekomercyjnych projektach.


Ostatnimi czasy rozwijasz karierę naukową - wykładasz w Akademii Muzycznej w Gdańsku, robisz doktorat. Czy to nie odciąga Cię od tworzenia? Nie przeszkadza w koncertowaniu, byciu muzykiem sceny?


Dobrze wiesz, że i więksi ode mnie uczą. Ucząc innych, sam odkrywasz wiele, poza tym porządkujesz swoje koncepcje i sposób myślenia o sztuce i życiu. Uczenie innych jest częścią procesu własnego rozwoju, który nigdy się nie kończy. Praca nad sobą, jak sądzę, powinna być stałym elementem życia każdego artysty. Staram się w moim życiu zachowywać czujność i świeżość spojrzenia na zmieniający się świat, stale otwierać się na to, co nowe. Chcąc przekazywać wiedzę, sam stale muszę się rozwijać. Jest to więc dla mnie dobre. Jednocześnie utrzymuję należyty balans pomiędzy działalnością pedagogiczną a życiem koncertowym. Koncertowanie to moje główne zajęcie.


Zajmujesz się muzyką od dawna, w zasadzie od zawsze. Przeszedłeś pewien etap. Wydałeś sporo dobrych płyt, zagrałeś setki koncertów, zacząłeś karierę naukową... Paradoksalnie jest to trudna sytuacja, która wymaga jeszcze więcej pracy i określenia się. Zdradzisz, jaki masz plan na najbliższy czas?


To prawda. Dużo o tym myślałem. Życie jest dość krótkie i szkoda czasu na ruchy pozorne czy stanie w miejscu. W zasadzie główną zmianą w najbliższym czasie będzie to, że skupię się na występach na dużych festiwalach, głównie zagranicznych. Nie oznacza to jednak, że zupełnie zaniecham koncertowania w dobrych klubach. Planuję równoległą działalność dwóch moich zespołów. Oba składy (polski i amerykański) mają szansę zaistnieć w wielu przestrzeniach. Kwartet, z którym nagrałem poprzednią płytę "Fourth Dimension", jest - podobnie jak trio z Amerykanami - świetny. Bardzo dobrze współpracuje mi się z Maciejem Obarą, Michałem Barańskim i Łukaszem Żytą. Cały czas czuję niedosyt, więc ten zespół na pewno jeszcze będzie grał! Poza tym, no cóż, będę dalej ćwiczył, ćwiczył i ćwiczył...


Pozwól, że zadam pytanie bardziej osobiste. Pewnie wielu młodych naszych Czytelników zastanawia się, jak funkcjonuje zawodowy muzyk w dniu codziennym. Masz pracę związaną z podróżami, nagrywaniem, koncertami, działalnością pedagogiczną...


Kiedy nie jestem w trasie, staram się ćwiczyć jak najwięcej. Praca z instrumentem jest dla mnie bardzo ważna. Poświęcam na nią codziennie kilka godzin. Nie mam managera, więc bookowanie koncertów spoczywa na moich barkach. Na to poświęcam również dużo swojego czasu. Regularnie komponuję nowe utwory i pracuję nad koncepcjami przyszłych projektów. Sam wydaję swoje płyty, więc kiedy przychodzi moment produkcji, jestem mocno zajęty, wtedy jest naprawdę gorąco. Poza tym interesuje mnie sport, książka i film. Natomiast koncertowanie to dla mnie ta przyjemniejsza część życia. Radość z grania i jednoczesnego zwiedzania świata to niezastąpione przeżycie. Możliwość podróżowania to niewątpliwa zaleta zawodu muzyka. Wszystko to oczywiście staram się pogodzić z pracą pedagogiczną w Akademii Muzycznej w Gdańsku.


Następne pytanie również ma nieco osobisty charakter. Czy nawiązują się bliższe relacje wśród muzyków? Stańko w swej (doskonałej zresztą) autobiografii twierdzi, że to niemożliwe i że nie słyszał o takim zjawisku. Twierdzi, że muzycy zbliżają się - i to nawet bardzo - w obrębie projektów, ale potem relacja ta ulega pewnemu ochłodzeniu...


Rzeczywiście współpraca przy danym projekcie wiąże się ze wspólnym bardzo intensywnym życiem. Podróże, dyskusje o sztuce, próby i koncerty, wspólne emocje, wzruszenia... Wszystko to zdecydowanie zbliża ludzi do siebie. Jednak te zażyłości stopniowo gasną jeśli nie są podtrzymywane po zakończonym projekcie. Jest to czasami przykre, ale widocznie taka jest cena za wspaniałe chwile, które chyba dane są tylko muzykom.


Skoro już wpadliśmy w ten filozoficzny ton, to powiedz, co najbardziej ujmuje Cię w byciu gitarzystą i jakbyś zachęcił młodych ludzi, aby zajmowali się zawodowo graniem?


Może właśnie to, o czym już wspominaliśmy. Fakt, że grając na instrumencie, realizuje się swoją pasję, a o to warto zawalczyć, bo gorycz niespełnienia jest de facto czymś strasznym. Do tego należy dodać możliwość podróżowania, poznawania ludzi i szansa na przekazywanie im muzycznych wrażeń, że o kasie nie wspomnę (śmiech). Dużą satysfakcję daje również możliwość ciągłego rozwoju i doskonalenia się.


Etyka wymaga, abym również zapytał o niedogodności związane z tym zawodem, sposobem życia. O niektórych już wspominaliśmy, ale na pewno jest jeszcze kilka aspektów, których nie poruszyliśmy...


Ciągłe wyjazdy nie ułatwiają życia rodzinnego. Ta specyfika zawodu muzyka wymaga dużo siły od ciebie i twoich bliskich. Nieregularność dochodów też nie jest zaletą... Poza tym, no cóż, tu nie da się leniuchować. Zawód muzyka wymaga dużej samodyscypliny. Nikt się nie obraża, kiedy nie wstajesz rano, żeby ćwiczyć czy żeby zadbać o kalendarz koncertowy. Ale za lenistwo zapłacisz sam, kiedy okaże się, że wychodzisz na scenę w słabej formie lub że w następnym miesiącu nie masz żadnych terminów. Jednak suma pozytywów zdecydowanie przewyższa sumę negatywów.


W jaki sposób komponujesz i jak zwykle powstają Twoje kompozycje?


Korzystam z różnych technik kompozytorskich. Bazuję głównie na systemie modalnym, który jednak staram się poszerzać o własne skale. Komponowanie polega na tworzeniu warstwy melodycznej, harmonicznej i rytmicznej utworu. Ja zaczynam od jednej z nich lub myślę o wszystkich jednocześnie.


W jaki sposób ćwiczysz, jak pracujesz nad dalszym swym rozwojem?


Ćwiczę skale sytemu modalnego oraz pasaże we wszystkich możliwych tonacjach. Pracuję przy tym nad rozwijaniem techniki legato, alternate picking i sweep picking w różnych tempach. Oprócz tego gram wszelkiego typu akordy w różnych przewrotach i tonacjach. Ta umiejętność przydaje się także podczas komponowania. Poza tym nie zaniedbuję klasycznej techniki gitarowej, dlatego często sięgam do transkrypcji utworów Bacha na gitarę klasyczną. Dużo czasu poświęcam również na eksperymentowanie. Staram się wymyślać własne systemy doboru dźwięków podczas improwizacji. Powstają przy tej okazji skale złożone częściowo z dźwięków diatonicznych, a częściowo niediatonicznych.


Na jakim sprzęcie grasz, co w nim lubisz i dlaczego?


Obecnie gram na gitarze Gibson ES-335 oraz na wzmacniaczach Fender Twin Reverb i Deluxe Reverb. Gitara to normalny, seryjnie produkowany, ale bardzo udany egzemplarz. Natomiast wzmacniacze są zmodyfikowane przez Pawła Piórkowskiego z Wanted Sound. Ich wnętrze jest teraz takie jak w piecach z lat 60. Brzmienie również... Poza tym używam kostki Tonee T.Over i czasem na koncertach delaya marki Electro-Harmonix. Do tego dochodzi pogłos sprężynowy ze wzmacniaczy - szukałem naturalnego brzmienia gitary elektrycznej. W mojej muzyce sprawdza się prosty zestaw bez tony efektów. Dobry instrument, dobry lampowy wzmacniacz i overdrive, który nie zmienia barwy ani szerokości pasma brzmienia gitary - to moje upodobania. Poza tym do nagrań użyłem w jednym z utworów gitary akustycznej Martin DM. Jest to instrument, który świetnie się sprawdza w studiu.


No cóż, miejmy nadzieję, że ta szczera rozmowa nie zadziała na nikogo zniechęcająco. Zresztą dla prawdziwego pasjonata nie ma przeciwności nie do pokonania, warto jednak wiedzieć o blaskach i cieniach każdej profesji. Dziękuję za rozmowę.


Ja również dziękuję i pozdrawiam Czytelników magazynu Gitarzysta. Zapraszam wszystkich na stronę internetową projektu: www.blackwinecd.com.

Rafał Szyjer

foto:Wojtek Rojek

Ostatnia rodzina - muzyka z filmu Różni Wykonawcy

"Ostatnia rodzina" to jeden z najgłośniejszych filmów ostatnich miesięcy, który trafi do kin pod koniec września. Z kolei dwa tygodnie temu premierę...Gramy dalej

7 /10
Death Resonance Soilwork

Kariera Soilwork to dość ciekawy przypadek. Zespół, który nigdy nie splamił się słabym wydawnictwem, a od "Stabbing The Drama" (czyli dekady)...Gramy dalej

8 /10
In Flames ocena 7
Sounds From the Heart of Gothenburg
Gatunek: Melodic death metal
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Zobacz wszystkie