Weź Gibsona L-5 z 1946 roku, przyklej Blu-Tackiem przetwornik DeArmond i przepuść to wszystko przez wzmacniacz lampowy Gibson EH-150, tym razem z 1937 (!) roku. Mieszanka w stylu retro? No cóż, Whit Smith inaczej nie potrafi...
Żeby zrozumieć, na czym polega fenomen Whita Smitha, trzeba zobaczyć, jak on gra na żywo. Inspiruje go wszystko, co zostało nagrane przed rokiem 50., czyli western swing, jazz i gypsy jazz. Dla niego nie ma rzeczy niemożliwych - nie jest mu straszny żaden akord, nie ma czegoś takiego jak trudna fraza i praktycznie nie istnieje taka harmonia, której by nie potrafił opanować za pomocą sześciu strun. Jest magikiem gitary. Wraz z Elaną James (wokal/ skrzypce) i Jakiem Erwinem (bas) tworzy zespół Hot Club Of Cowtown, który rozpoczął swoją działalność w 1998 roku.
Pierwszy album grupy "Swingin' Stampede" to zbiór standardów, melodii na skrzypce i klasyków western swingu - między innymi autorstwa Boba Willsa, który jest główną inspiracją i muzycznym guru Smitha. Zespół wydał później jeszcze trzy ważne albumy: "Tall Tales" (1999), "Ghost Train" (2002) i "Wishful Thinking" (2009).
W tym roku ukazał się kolejny album formacji zatytułowany "What Makes Bob Holler". Tym razem muzycy postanowili złożyć muzyczny hołd samemu królowi western swingu, Bobowi Willsowi. Skupili się na jego twórczości z lat 30., a cała płyta utrzymana jest w klimacie vintage. Do grania takiej muzyki nie wystarczą tylko zręczność i olbrzymie umiejętności, ale też duch, a tego zespołowi z pewnością nie brakuje. Gitara Smitha jest precyzyjna i czysta, skrzypce James wprost wibrują energią, bas Erwina daje tło i rytm, lecz najważniejsze w tych kompozycjach są niezwykle bogate harmonie...