Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Blank Faces

Blank Faces

Blank Faces to kolejna młoda kapela post-rockowa, którą mamy przyjemność prezentować na naszych łamach. Według nas brzmią jak ciemna strona Tides From Nebula… Maslet (gitara) i Docent (perkusja), przybliżyli nam sylwetkę zespołu.

Skąd taka nazwa zespołu?


Nazwa zespołu to w sumie najmniej ciekawa historia (śmiech). Nie było - trzeba było się jakoś nazwać - nie było pomysłu, Marcin (Blaine) zaproponował - Może Blank Spaces ?! Na co Mateusz - lepsze byłoby Blank Faces i tak zostało (śmiech). Nic wielkiego, bez drugiego dna, bez ukrytego przesłania, ot co - jest.


Jak powstał Wasz zespół? Pamiętasz jeszcze, co zadecydowało o tym, że postanowiliście założyć kapelę?


Hmm, jak to było? Chyba zacznę od tego mojego ogłoszenia, które wrzuciłem na pewien portal, po którym to odezwał się Wojtek z propozycją grania w pewnym projekcie. Zagraliśmy chyba ze dwie próby, po których szybko okazało się że to coś w tym zespole nie hula, więc zostaliśmy sami i postanowiliśmy coś stworzyć nowego razem. Jeśli chodzi o mnie, to miałem dość historii z różnymi kapelami, które w rezultacie nie dawały żadnych efektów, więc dałem sobie ostatnią szansę. Postanowiłem, że jak tym razem nie "pyknie" to sprzedaje sprzęt (śmiech). Wojtek szybko znalazł basistę Mateusza. A po nim zaraz jeszcze jednego gitarzystę Marcina. Z nowym składem okazało się, że zaczęło to wszystko szybko ładnie i zgrabnie iść się do przodu. Dużo później doszedł klawiszowiec Olek, który już z nami nie gra ale to już inna historia...


Tak, doskonale pamiętam, bo sam pomysł na założenie kapeli grającej w takim klimacie wyszedł ode mnie. W czasach mojej poprzedniej kapeli, gdzie graliśmy coś w deseń metal/metalcore'a, zacząłem słuchać takiej muzyki i generalnie - bardzo mnie to zajarało, do tego stopnia, że z tamtą kapelą zamierzałem pójść mocno w te klimaty. Niestety, chłopakom raczej pomysł nie przyszedł do gustu, a mnie już znudziło granie "powera". Na próbach dochodziło do coraz to większych i nieprzyjemniejszych kłótni, więc postanowiliśmy się rozejść. Nawet pamiętam, że był to 05 grudnia 2009 (śmiech). Wówczas zacząłem komponować w zaciszu swojego pokoju pierwsze utwory, które miałyby mniej więcej pokazać przyszłym kolegom z zespołu o jaki styl muzyki chodzi. Napisałem na początku roku 2010 do Mateusza - basisty z dawnej kapeli (czasy liceum) oraz Docenta - perkusisty, którego poznałem w międzyczasie. We dwóch pozytywnie odnieśli się moich "nagrań", więc padła decyzja o wspólnej próbie. Nadeszła ona dopiero na początku marca. Dzień przed nią zobaczyłem w Internecie ogłoszenie jakiegoś gitarzysty, które mi się spodobało, napisałem, zaprosiłem i przyszedł Marcin, który bardzo fajnie podpasował do moich partii. I tak oto zaczęła się nasza wspólna przygoda.


Wasz materiał brzmi dość psychodelicznie a zarazem mocno. Jakie wasze osobiste inspiracje byście wymienili?


Na to pytanie w sumie trzeba by zapytać każdego z nas, bo każdy słucha odrobinę innej muzyki. Ja ze swojej strony wymieniłbym raczej klasyki stylu - Isis, Cult Of Luna, Neurosis, Minsk, Blindead, Year of No Light, Ufomammut, Storm Of Light, Amenra, dla Marcina pewnie byłyby to Riverside, Katatonia, Porcupine Tree, dla Mateusza i Docenta zapewne jeszcze coś innego, Olek natomiast siedział w bardzo delikatniejszej odmianie post rocka - Olafur Arnalds, Maybeshewill, Mogwai etc. Jako zespół, kapelami spajającymi określiłbym Isis, Cult Of Luna i Blindead. Wiem - mało zaskakujące (śmiech).


Jeśli chodzi o inspiracje, to każdy z nas ma swoje. Mimo, że słuchamy podobnych stylów to nasze indywidualne gusta muzyczne trochę się różnią. Mogę mówić o swoich osobistych natchnieniach, a należą do nich Cult of Luna, Irepress, Contemporary Noise  Sextet, Isis i wielu innych długo by wymieniać począwszy od jazz’u kończąc na sludge metal, doom.


Co wymieniłbyś z jazzu jeśli chodzi o inspiracje?


Ostatnimi czasy niewiele jednak szczerze mówiąc słucham jazzu, ale też nie jest tak, że w ogóle. Na pewno to, co niedawno udało mi się posłuchać, i co mnie zainteresowało i zakręciło jest Victor Bailey z płytką "Low Blow" świetnie mi się tego słucha na wyluzowanie, wyciszenie gorszego dnia. Przede wszystkim oczywiście bardzo mi się tam podoba perkusja, czadowe brzmienie ta subtelność przechodząca w pełną ekspresję, same truskaweczki (śmiech). Świetny pałker! Następnie CNS, o których już wspominałem wcześniej. Bardzo lubię ich słuchać fajny energetyczny jazz z elementami muzyki filmowej... Dalej Esbjörn Svensson Trio, którego już niestety od kilku lat nie ma, ale mam jeden z ich koncert, który co jakiś czas włączam i uwielbiam oglądać Magnusa, i całą resztę. Zresztą, jak dają od siebie pełnymi garściami i rzucają tą całą energią w publikę to coś niesamowitego! No i oczywiście nie wspominając tu o Marcus Miller + Możdżer, jak ich słuchałem przeszywały mnie ciarki na całym ciele, wrażenia nie do opisania.


Czy nie uważasz, że post-metal zaczął ostatnimi czasy zjadać własny ogon?


Nie, zupełnie. Uważam, że post - metal coraz bardziej wypływa na powierzchnię, staje się coraz bardziej znanym stylem, coraz więcej osób o nim słyszy, chociaż wciąż jest to poniekąd underground, a co za tym wszystkim idzie - powstaje więcej zespołów, które chcą obracać się w tym stylu, więc otrzymujemy większą liczbę kapel grających identycznie albo bardzo podobnie. To naturalne, ale nie nazwałbym tego "zjadaniem własnego ogona". Post - metal to naklejka, którą się de facto przykleja dzisiaj do każdej kapeli, która gra wolno i którą ciężko jakkolwiek zaszufladkować, dzięki czemu post - metal to wbrew pozorom bardzo szeroki styl. Mamy Cult Of Lune, mamy Minsk, mamy Storm Of Light, niby wszystko "post- metal", ale różnice pomiędzy tymi kapelami słychać od razu. Przyznam, że coraz częściej jeśli chodzi o młode zespoły mamy do czynienia z pojęciem "taki zwykły post metal", sam się tego boję. Z jednej strony tworzę to co lubię i co sprawia mi przyjemność, z drugiej nie chciałbym być kolejnym w szeregu "takich zwykłych post - metali".


Myślę, że choć udaje się Wam utrzymywać napięcie słuchacza w czasie słuchania Waszych utworów, dużo dodałby do niej wokal. Nie poszukujecie może gardłowego?


Co do wokalisty, wszyscy w zespole jesteśmy zgodni, że jeśli znajdzie się ktoś z dobrym głosem ii będzie miał to coś, to jesteśmy otwarci w tym temacie. Natomiast nie mamy ciśnienia na poszukiwanie wokalisty.


Poszukiwaliśmy dłuższy czas, nie znaleźliśmy odpowiadającego nam kandydata, więc postanowiliśmy grać instrumentalnie, natomiast wrota dla potencjalnego śpiewaka są raczej nadal otwarte. Z drugiej jednak strony - przez ten rok nauczyliśmy się pracować jako zespół instrumentalny, nauczyliśmy się przeżywać i słuchać w taki sposób naszej muzyki i jeśli miałbym teraz wybierać pomiędzy Blank Faces z wokalem, a bez wokalu - wybrałbym w tej chwili raczej bez. Myślę, że z naszą muzyką i tematem wokalu to kwestia mocno indywidualna, wiele osób mówi: świetnie, że nie macie wokalu, totalnie go nie brakuje, wiele osób mówi właśnie jak Ty - fajnie, ale wokal by dodał więcej, są jeszcze osoby, którym z początku brakowało natomiast w miarę osłuchania stwierdzili, że jednak nie. Tak więc - zdania podzielone, a my robimy jak nam pasuje (śmiech).


Jak jednak powstaje Wasz materiał? Jesteście zawsze zgodni co powstających nowych dźwięków, czy toczycie o to zażarte dyskusje?


Mogę śmiało powiedzieć, że muzyka Blank Faces to nie pomysły jednej osoby, ale praca całego zespołu. Większość materiału, rozwiązań, pomysłów powstaje podczas wspólnej gry na salce prób, jeżeli już coś powstało w zaciszu domowym to pojedyncze motywy. Oczywiście - kluczową rolę biorą gitary, ale w pracę nad nowym utworem zawsze zaangażowani są wszyscy. Podczas tworzenia wiadomo - jest dużo dyskusji, natomiast najczęściej wygląda to tak, że jak już jest coś zrobione to gramy parokrotnie i dalsza część "rodzi się" naturalnie; sama z siebie, dopracowujemy, selekcjonujemy i robimy dalej (śmiech). Często odgórnie ktoś z nas podrzuci pomysł na dalsze minuty utworu, typu - wyciszenie/ przypierdzielenie i mamy już pewien drogowskaz, do którego zmierzamy. Jeśli chodzi o naszą współpracę, to jest ona w mojej ocenie na dobrym poziomie, jeden drugiego motywuje, raczej nie mamy większych sprzeczek. Normalnym jest, że jednemu może się coś podobać, a innemu totalnie nie leżeć, wówczas dochodzi do dyskusji pomiędzy całym zespołem i jeżeli ten drugi nie przeżyje z tym motywem to go po prostu wywalamy...  w sensie motyw (śmiech). Właściwie nie zdarzają nam się większe kłótnie, dużo w nas tolerancji dla samych siebie, staramy się szanować zdanie drugiej osoby, a dzięki czemu pomimo różnic w gustach i osobowościach możemy sukcesywnie współpracować i z przyjemnością spędzać czas.


Słuchając Waszego materiału przyszło mi na myśl pewne porównanie - Wasza muzyka brzmi trochę jak klisza dźwięków Tides From Nebula…


Fajnie, że tak to zauważyłeś, bo faktycznie - podczas decyzji o graniu instrumentalnym inspiracją i w pewnym sensie dowodem, że można skutecznie tak grać byli właśnie TFN i Red Sparowes. Fakt, że gramy nieco mroczniej i ciężej nas szczęśliwie odróżnia - ale nie nazwałbym tego zabiegiem celowym. Po prostu tak nam się najlepiej i najprzyjemniej gra - ciężko, mrocznie. Mam świadomość,  że właśnie na tym polega różnica między nami a TFN, natomiast nie spinamy się, by to utrzymać - samo się trzyma.


Myślę, że tworząc ten materiał od początku miało być ciężej i bardziej z grozą. Chcieliśmy w każdym kawałku stworzyć jakąś atmosferę i podzielić  się tymi "ciemnymi" stronami ludzkiej egzystencji, pomiędzy którymi można czasami znaleźć maleńkie światło nadziei.


Właśnie! Skoro Wasza muzyka jest taka mroczna, czy jest katalizatorem Waszych negatywnych emocji?


Nie, zupełnie nie. Nie jesteśmy zdołowanymi kolesiami. Z ciężkimi sprawami w naszym życiu, które każdy ma, raczej radzimy sobie w zaciszu domowym niż odreagowując w muzyce. Po prostu lubimy taką muzykę, taka nam wychodzi spod palców, poza tym dzięki niej można znacznie więcej wyrazić, np. nadzieję - gdzie jest mrok, ciemność tam malutkie światełko wyzwala wielkie emocje i chyba tego człowiek szuka - pocieszenia, które  może znaleźć słuchając naszej muzyki. Jeśli o mnie chodzi - ja wierzę w to że na bólu, cierpieniu, aż w końcu śmierci życie się nie kończy, żyję nadzieją i np. dla mnie właśnie to jest katalizatorem.


Koncertowaliście z m.in. moimi znajomkami z Moanaa. Jak wspominasz Wasz wspólny gig?


Był jeden z przyjemniejszych dla nas gigów. Fajnie było się wspólnie poznać, pogadać (dosyć długo) przed klubem, ponownie posłuchać ich koncertu i mieć szanse zaprezentowania się przed nimi. Ponownie, bo wcześniej znaliśmy ich z wrocławskiego koncertu z Blindead, gdzie też mieliśmy przyjemność być... ale na widowni (śmiech). Natomiast co do gigu - zagraliśmy wspólnie dobry koncert, dobre nagłośnienie, sporo osób i fajna atmosfera - czego chcieć więcej?!


Koncert z chłopakami  z Moanaa wspominam  bardzo dobrze widownia dopisała, atmosfera była świetna, pogadaliśmy przy napojach wybuchowych… Ogólnie koncert uważam za udany, chętnie pokoncertujemy w takim składzie jeszcze raz, jak nadarzy się okazja.


A gdzie zagracie w najbliższym czasie?


Na wakacje daliśmy sobie spokój z koncertowaniem. Po okresie wakacyjnym mamy już ustawione dwa koncerty u nas we Wrocławiu. Pierwszy, 22 października będziemy mieli zaszczyt zagrać przed Tides From Nebula w Firleju. Drugi, miesiąc później, to nasz samodzielny koncert w klubie Od zmierzchu do Świtu, potem zamierzamy pograć trochę poza Wrocławiem, ale to jeszcze będzie ustalane.


Jacek Walewski

Snakes of Eden CETI

Dwa lata po znakomitym albumie "Brutus Syndrome" CETI powraca z kolejnym mocnym uderzeniem zatytułowanym "Snakes Of Eden".

Gramy dalej

9 /10
Revolution Radio Green Day

Green Day jaki jest, każdy widzi (a właściwie słyszy).

Gramy dalej

8 /10
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Ghost ocena 9
Popestar
Gatunek: Heavy metal
Breaking Habits
Gatunek: Rock
Zobacz wszystkie