Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Niklas Sundin (Dark Tranquility)

Niklas Sundin (Dark Tranquility)

Rozmawiamy z Niklasem Sundinem, gitarzystą i jednym z głównych kompozytorów w szeregach Dark Tranquility. Po niemal dekadzie od pierwszej wizyty grupy w naszym kraju, czas przypomnieć polskim słuchaczom o jej istnieniu.

Minęło sporo czasu odkąd graliście w Polsce. Kręciliście wtedy u nas swoje pierwsze w karierze DVD. Jak wspominasz tamten koncert, i jak doszło do tego, że nagraliście ten materiał w Polsce? Aż do 2009 roku był to jedyny profesjonalny i oddany do dystrybucji materiał video z logo Dark Tranquility.


Cóż, każdy wie, że to DVD po prostu ssie. Produkcja i to, jak wtedy graliśmy jest naprawdę bez zarzutu, ale brakowało publiczności, a ostatecznie całość jest kiepsko zsynchronizowana. Sprawa miała się tak, że Century Media miała ogólną ofertę dla zespołów na rejestrację DVD w Polsce. Stwierdziliśmy, że to coś nowego i naprawdę fajna okazja. Poza tym, widzieliśmy inne materiały z tego studio (Kreator, Vader, Behemoth) i mieliśmy całkiem spore oczekiwania. Tym bardziej, że jeszcze za czasów DT w undergroundzie mieliśmy mocną pozycję u Was. No ale, sam nie wiem co się stało, ale nie wyszło! (śmiech). Niektórzy twierdzą, że gig nie był odpowiednio wypromowany. Możliwe, że coś w tym jest, bo gdyby było więcej ludzi, zachowalibyśmy fajną atmosferę. Niestety, zamiast mieć fajny materiał dobrze odzwierciedlający tamten czas, mamy coś zupełnie dziwnego…


Uważasz, że w melodyjnym death metalu jest jeszcze co odkrywać? Jest czas i miejsce na eksperymenty? Chodzi mi głównie o teraźniejszość, bo jak wiemy, od czasu debiutu z albumu na album aż na ‘’Projector’’, który był w ogóle dziwny, mocno zmienialiście stylistykę. Mimo wszystko, czy ‘’brzmienie z Goteborga’’ może być jeszcze w jakiś sposób urozmaicone?


Nie wiem…. Jeżeli mówimy o czymś, co większość nazywa ‘’melodyjnym death metalem’’, to wydaje mi się, że chyba nie. Przynajmniej w odniesieniu do innych gatunków. To bardzo ograniczony gatunek i gdy eksperymentujesz za dużo, po prostu grasz inną muzykę, i starasz się przynależeć do innej stylistyki. Proste. Z drugiej strony, nie sądzę, aby mój zespół był najlepszym przykładem melodyjnego death metalu. Przez lata mieliśmy do czynienia z naprawdę różnymi dźwiękami. Wyklarowanie jednego stylu, albo w miarę spójnej muzyki w kapeli, w której szóstka muzyków pisze materiał jest po prostu trudne. Wierz mi. Po cichu liczę na to, że nasz następny album będzie czymś INNYM niż to, co zrobiliśmy przez ostatnie dziesięć lat.


Twój zespół jest uznawany za pionierów death metalu (z Goteborga). Czy ten termin oddaje to co teraz robicie?


Nie. Zacznijmy od tego, że nigdy nie lubiłem tego terminu. To się tyczyło zarówno brzmienia jak i samej sceny. Na początku, kiedy o tym usłyszałem, myślałem, że to żart. A tu niespodzianka - ktoś zupełnie na poważnie napisał o tym w jakimś magazynie. Przez lata ta łatka zdążyła się przyjąć i muszę z nią żyć (śmiech). Dzisiaj dzieciaki ostro debatują nad tym co jeszcze jest melodeath, a co nie. To z jednej strony mi pochlebia, ale tak naprawdę to po prostu śmieszne. Dla nas, w latach 90, to nie wyglądało w taki sposób, że założyliśmy sobie, że ‘’gramy death metal z fajnymi, melodyjnymi harmoniami’’, tylko ‘’ej, zagrajmy w taki sposób w jaki nie gra nikt inny’’. Odpowiadając na Twoje pytanie - niech ludzie sobie nas zwą jak chcą. Serio. Spektrum muzyczne po jakim się poruszamy jest na tyle szerokie, że jedyne co mogę o nas powiedzieć, to, to, że gramy metal. Nic poza tym.


Zastanawiam się, czy istnieje możliwość utworzenia supergrupy z członków DT, In Flames i innych. Mikael wspominał o tym w innych wywiadach, ale nie podawał szczegółów. Co o tym myślisz?


To nie do końca mój temat, ale wydaje mi się, że rezultat mógłby być interesujący. Wszystko zależy od ludzi biorących w tym udział. Niestety większość supergrup powstaje z powodu wybujałego ego lub chęci zmierzenia się z innymi. W większości przypadków nie tworzą nawet dobrej muzyki. A jeśli tak, to na chwilę, o ile uda im się grać coś innego/lepszego niż we własnych zespołach. Niestety, wydaje mi się, że kolejny zespół składający się z członków In Flames czy Dark Tranquility byłby najzwyczajniej w świecie nudny! Oczywiście, w kwestiach muzycznych czy czysto kompozytorskich była by to pierwsza klasa. Ja osobiście chciałbym zobaczyć akustyczne trio lub projekt elektroniczny z Mikaelem na wokalu.


Jak tworzycie utwory? Opowiedz o procesie komponowania w Dark Tranquility.


Zacznijmy od tego, że wszyscy piszemy materiał. Często jest tak, że gotowy utwór lub jego szkielet powstaje na komputerze któregoś z nas, a potem przesyłamy go sobie i nad nim dyskutujemy. Ostatecznie, wszystko kończy się w sali prób, gdzie często powstają bardzo dobre pomysły w czasie zwykłych jammów. W odróżnieniu od wielu innych zespołów, które znam, my naprawdę dużo czasu poświęcamy na pracę w salę prób. Wiem, że to czasochłonny proces, ale przynajmniej każdy z nas ma bezpośredni wpływ na kształt utworu.


Miałeś chwile zwątpienia w DT i chciałeś opuścić zespół? Jeśli nie, jak sobie radzisz jako koncertujący muzyk przez tyle lat?


Każdy ma wątpliwości, ale gdyby ich nie było, pewnie prędzej czy później bym się wypalił. A tak przynajmniej umiem spojrzeć na to wszystko z innej perspektywy. Co prawda, moje złe myśli i chwile wiążą się z samymi trasami, niźli z zespołem.


Jaki jest Twój stosunek do pobierania muzyki z sieci? Kapele takie jak Marillion czy Radiohead dają do netu swój materiał za darmo. Myślisz, że to rujnuje przemysł?


Jakiś czas temu Greg Puciato z The Dillinger Escape Plan napisał o tym dobry artykuł (http://www.gregpuciato.com/post/4506566952). Wiesz, musiałbym zajmować się tym na pełen etat, żeby móc kontrolować przesył informacji i muzyki związanej z moim zespołem, a tego nie robię. Jakkolwiek jednak mogę Ci odpowiedzieć, w stosunku do nas i tego typu grup, w 95% przypadków jest to szkodliwe dla zespołu. Postęp technologiczny jest naprawdę wspaniały i tego nie neguję, ale dla zespołów, które chcą się utrzymać z muzyki nadchodzą coraz cięższe czasy.


Jakiego sprzętu używasz? Czy jesteś zniechęcony do jakiejś marki i nie masz zamiaru jej już więcej używać? A może któraś skradła Ci serce? (śmiech)


Tu mnie masz! Bo gram na polskich gitarach Mayones, co zawdzięczam naszemu basiście, który polecił mi te wiosła. Nie dość, że gitary Mayones brzmią zajebiście, to są naprawdę stworzone do metalu, no i wyglądają wręcz kosmicznie dobrze! Wcześniej grałem na Gibsonach (Les Paul, SG,Flying V, Explorer), ale poczułem, że muszę w końcu coś zmienić. Zdarzało mi się grać na Jacksonach czy BC Rich-u, ale prędzej czy później albo przestałem ich używać z racji na ich wartość emocjonalną, bądź sprzedałem je ponieważ były mało użyteczne na trasie. Co do reszty gratów, przyznam Ci się, że kompletnie mnie to nie interesuje. Wiem, że zabrzmi to jak truizm, ale mnie interesuje muzyka sama w sobie, nowinki techniczne pozostawiam reszcie zespołu. Wiem co mi się podoba, a co nie w materii dźwięku samego w sobie, ale nie potrzebuję się w to jakoś wybitnie zagłębiać. Reszta zespołu zna się na rzeczy, i właściwie kiedy oni twierdzą, że coś jest dobre - to tak jest (śmiech). W studio używamy Peaveyów lub sprzętu firmy Engl, czasem obu naraz.


Najbardziej szalone wspomnienie z trasy?


Nie ma chyba jednej historii o której mógłbym Ci od razu, bez zastanowienia opowiedzieć. Wszystkie to w pewnym sensie komizm sytuacyjny, a poza tym, co dzieje się na trasie, zostaje na trasie!


Twoje największe osiągnięcie jako muzyka i osoby?


Staram się o tym nie myśleć, ale chyba fakt, że po 22 latach mój zespół wciąż gra i ludzie uważają go za w jakimś tam stopniu ważny.


W listopadzie zagracie w Warszawie. Cieszę się, że po tylu latach wreszcie wracacie do mojego kraju. Ale musisz przyznać, że line-up trasy jest naprawdę… dziwny. Tym bardziej gdy jeszcze w składzie było Death Angel…


Nie przesadzaj. Czy ja wiem czy dziwny? To zależy od tego czego szukasz i oczekujesz. Jedni lubią trasy, w ramach których panuje wspólnota gatunkowa, inni zaś, jak się okazuje, preferują bardziej zróżnicowane line-upy. W ramach Neckbreakers Ball, który jest swego rodzaju festiwalem, miszmasz jest naprawdę szeroki. Jest nam, jako zespołowi, przykro, że Death Angel nie może zagrać. Szkoda, bo to jedna z kapel na której się wychowaliśmy. Tak czy owak, pewnie będzie fajnie!


Dzięki za wywiad. Do zobaczenia w Warszawie.


Dzięki w imieniu całego Dark Tranquility. Do zobaczenia!

Grzegorz "Chain" Pindor

Ostatnia rodzina - muzyka z filmu Różni Wykonawcy

"Ostatnia rodzina" to jeden z najgłośniejszych filmów ostatnich miesięcy, który trafi do kin pod koniec września. Z kolei dwa tygodnie temu premierę...Gramy dalej

7 /10
Death Resonance Soilwork

Kariera Soilwork to dość ciekawy przypadek. Zespół, który nigdy nie splamił się słabym wydawnictwem, a od "Stabbing The Drama" (czyli dekady)...Gramy dalej

8 /10
In Flames ocena 7
Sounds From the Heart of Gothenburg
Gatunek: Melodic death metal
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Zobacz wszystkie