Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Robert Litza Friedrich (Luxtorpeda)

Robert Litza Friedrich (Luxtorpeda)

Luxtorpeda to z jednej strony solowy projekt Litzy, a z drugiej - zespół przyjaciół grających ze sobą wcześniej w różnych składach. Grupa z niedawno wydaną płytą mknie po Polsce, grając znakomite koncerty. Robi też nie mniejsze wrażenie niż mający tę samą nazwę legendarny pojazd szynowy, który przed II wojną światową bił rekordy prędkości.

Grasz w kilku zespołach, prowadzisz studio nagrań. Co skłoniło Cię do założenia Luxtorpedy?


Przez wiele lat pracowałem w studiu jako realizator i cały czas miałem pragnienie pograć we własnym zespole, a nie tylko rejestrować muzykę innych. Nie tęskniłem za czadowym graniem, bo mam tego pod dostatkiem w grupach 2Tm2,3 i Kazik na Żywo. To profesjonalne składy, w których gramy bez prób, bo ich po prostu nie potrzebujemy - chyba że nagrywamy nową płytę. Brakowało mi zwyczajnego grania, jamowania. Chodziło mi o zespół, który miałby próby, czyli o taką załogę, która by się spotykała, żeby po prostu grać. Spotkaliśmy się w składzie: Krzyżyk (Tomasz Krzyżaniak - przyp. red.), Kmieta (Krzysztof Kmiecik), Drężmak (Robert Drężek) i ja. To są moi przyjaciele. Z Robertem gram w kilku zespołach i nie wyobrażałem sobie, żeby mógł to być ktoś inny. Krzyżyk i Kmieta to, jak już ktoś napisał, najlepsza rockowa sekcja rytmiczna w Polsce. Zaczęliśmy sobie grać i układać jakieś utwory. Część graliśmy tylko dla siebie, ot tak, dla przyjemności, potem wybieraliśmy to, co ewentualnie mogłoby nadawać się na płytę. Z tak zebranym materiałem pojechaliśmy do Wisły, aby go zarejestrować, nagraliśmy dziesięć kompozycji. Potem zacząłem pracować nad tekstami i wokalem. Na początku tego roku doszedł Hans (Przemysław Frencel), który wspiera mnie wokalnie. Trafił do nas przypadkowo. Nagrywał u nas swój materiał, a ja zaproponowałem, żeby zaśpiewał z nami piosenkę "Za wolność". Oczywiście nie chodziło o to, że odzyska wolność, jak zaśpiewa (śmiech). Potem zaprosiłem go do nagrania pozostałych kawałków, a on chętnie dołączył do naszej załogi.


Jak wymyśliłeś nazwę zespołu? Czy chodziło tu o lokomotywę, a właściwie spalinowy wagon pasażerski sprzed II wojny światowej?


Słowo luxtorpeda wyniosłem z mojego domu rodzinnego. Kiedy coś trzeba było zrobić szybko, sprawnie i na temat, mama mówiła, że ma to być zrobione jak luxtorpeda.


A zatem ta nazwa idealnie tu pasuje - gracie energicznie, szybko i mocno. Jak przebiegało nagranie płyty? Rejestrowaliście ślady na setkę?


Tak, rejestrowaliśmy materiał na taśmie analogowej, używając starych preampów Neve. Nasz sprzęt też jest w większości z lat 60., więc tak jak brzmiało to na próbie, tak zostało zarejestrowane na taśmę. Nagrywaliśmy na setkę, potem dograliśmy jedynie dodatki i wokale. Trzon jest na sto procent i właśnie chodziło o to, żeby to brzmiało live, a nie było martwe czy sztuczne. Wiele osób pisze do nas, że na koncercie jest jeszcze lepiej, ponieważ dochodzi obrazek stworzony przez muzyków.


To prawda, ja też się pod tym podpisuję. Czy chodziło Wam o powrót do starych brzmień i sposobów nagrywania?


Słowo "stare" jest tu nieadekwatne, chodziło nam bowiem o pewną prawdę brzmieniową - analogową. To udało się nam uchwycić na płycie. Nie ma na niej chemii, próbek, syntetyki. Jest pełny analog.


Skąd wziąłeś tę piękną vintage’ową gitarę Eko?


Nigdy nie podejrzewałem siebie, że będę grał na gitarach hollow-body. Moja przygoda z takimi instrumentami zaczęła się, gdy robiliśmy próby do nowej płyty Kazika, po reaktywacji grupy Kazik na Żywo. Wtedy spałem w domu Burzy (Adama Burzyńskiego), który ma stare instrumenty i wzmacniacze. Raz przegrałem całą noc na takiej gitarze - to był prawdziwy dźwięk, brzmiała jak żadna inna. Burza sprowadza takie gitary ze Stanów i powiedział mi, że gdy jego znajomy znajdzie taką gitarę, to do mnie napisze. Dostałem mailem zdjęcia - od razu się zakochałem i gitara przyleciała do Polski. To włoska gitara z 1966 roku. Firma Eko robiła wtedy gitary dla Voxa. Instrument jest w bardzo dobrym stanie - oczyszczony i przygotowany do gry przez polskiego lutnika. Nic nie zostało zmienione, cała elektronika jest z lat 60. Jestem z niej bardzo zadowolony, gra naturalnym, pełnym pasmem.


Gitara ma bardzo dużo przełączników i potencjometrów. Co się za nimi kryje?


Podczas nagrań używałem efektów, które są wbudowane w gitarę - bardzo archaicznie brzmiący fuzz, booster wysokich i niskich częstotliwości. Układ jest zasilany dwiema bateriami 9 V. To są rzeczy, które powodują niecodzienność brzmienia tej gitary, ale nie używam tych dodatków na koncertach.


Jak więc kształtujesz brzmienie na scenie? Co jest szczególnie ważne?


Wszystko jest ważne, jeśli chodzi o brzmienie - od instrumentów przez kable aż do wzmacniaczy. Ja mam na tym punkcie straszną korbę i dbam, żeby wszystkie elementy były wysokiej jakości, żeby nie oszczędzać na żadnym z ogniw tego łańcucha. Używam przesterów i kabli Pete’a Cornisha. Są świetne. Koledzy z zespołu Kazik na Żywo wypróbowali moje kable i od razu zamówili komplety dla siebie. Pete Cornish to człowiek, który szczególnie dba o brzmienie. Buduje efekty od lat 60., robił je dla wszystkich klasycznych kapel typu Black Sabbath, Deep Purple, Pink Floyd. Wszyscy wtedy grali na jego efektach i robią to do dziś. Używają ich też młodsi, na przykład John Mayer. To taki butik, trzeba zapisać się w kolejkę i czekać kilka miesięcy. Nie jest przy tym ważne, jakie nazwiska są na liście - czy jest to Sir Paul McCartney, czy Litza. W gruncie rzeczy rzadko używam efektów. Mam pedalboard z prostym kontrolerem true bypass, bez MIDI. Używam czasem Electro-Harmonixa Micro POG, Bossa DD-3 i Dunlopa Rotovibe, którego zawsze mam na podłodze. Efekty połączyłem kablami Lava Cable, które odkryłem rok temu. System zyskał większą dynamikę.


Jakich wzmacniaczy używasz?


Gram jednocześnie na dwóch wzmacniaczach, łącząc stare z nowym. Stary Vox AC30 z 1963 roku sygnowany jeszcze jako GMI, czyli pierwsza produkcja. Próbowałem grać na Voxach z lat 70., ale to już nie to samo. Muszę więc o niego dbać, dlatego zamontowałem z tyłu patent własnej konstrukcji - deska z dwoma wentylatorami chłodzącymi wnętrze, żeby coś się tam nie usmażyło (śmiech). Drugi wzmacniacz to Two-Rock z dwugłośnikową kolumną Custom Audio Electronic. Po testach różnych kolumn kilkunastu firm wybrałem tę, ponieważ jest najbardziej sprawna pasmowo. Sprawdzałem to nie tylko na ucho, ale także grając z zespołem, bo to właśnie jest istotne. Tak samo jest, gdy pokazuję komuś efekty Pete’a Cornisha, wydaje się, że brzmią jak wiele innych, ale dopiero grając z zespołem, pokazują swoje możliwości - wychodzą brzmieniem do przodu, nic nie tracą, mają prawidłowe pasmo. Chodzi o to, by była dobra definicja dźwięku i odpowiednie pasmo; żeby to się mieściło w zespole w taki sposób, że brzmienia się uzupełniają, a nie niwelują. Dwa piece łączę spliterem, również zrobionym przez Cornisha. To wszystko daje nowo-stary czy staro-nowy dźwięk. Oczywiście wzmacniacze wymagają innych mikrofonów - do Two-Rocka używam mikrofonu wstęgowego Royer M121 Live, a do Voxa klasycznego Shure’a SM57. Jeden wzmacniacz bez drugiego nie funkcjonuje, oba tworzą pełne i dynamiczne brzmienie. Za definicję i czytelność dźwięku odpowiada Vox, a za szybkość i wypełnienie pasmowe Two-Rock. Cieszę się, że mogę sobie dziś na ten sprzęt pozwolić, ale zaplecze sprzętowe nie jest najważniejsze. Dobre brzmienie to przede wszystkim dobra kompozycja. Znam kapele, które mają zwykły, skromny sprzęt, a brzmią świetnie, bo mają dobre kompozycje. Nie warto opierać się wyłącznie na sprzęcie. Często grając z kimś gościnnie, biorę tylko gitarę, kabel, wzmacniacz - i to wystarcza.


Sam napisałeś utwory na całą płytę?


Nie, utwory skomponowaliśmy wspólnie. Teksty piszę z Hansem. Miałem napisane swoje wersy, a Hans dopisał do nich swoje, nadając całości jakby trzeci wymiar, przez co stały się bardziej czytelne. Mówimy różnymi głosami w tym samym temacie i to mi się podoba. Ja mówię skrótowo i hasłowo, Hans zaś opisuje wszystko, tak jak na przykład w utworach "Od zera" czy "Autystyczny".


Co myślisz o Facebooku?


Ja jestem słaby w te klocki internetowe, ale moje dzieci i młodzież pomagają nam bardzo, byśmy byli obecni w internecie. Bez tego dziś jest naprawdę trudno zaistnieć i pokazać się. Dlatego Luxtorpeda jest na Facebooku, MySpace i YouTube. Osobiście wolę żyć prawdziwie niż wirtualnie, a więc swoim własnym życiem. W internecie mam konto tylko po to, żeby móc wchodzić na profil Luxtorpedy. To jest właśnie ta kontrola nad człowiekiem - chcesz wejść, musisz mieć konto, podać ileś tam różnych danych, a ja nie lubię być traktowany przedmiotowo.


Wojtek Wytrążek

GALERIA
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
Snakes of Eden CETI

Dwa lata po znakomitym albumie "Brutus Syndrome" CETI powraca z kolejnym mocnym uderzeniem zatytułowanym "Snakes Of Eden".

Gramy dalej

9 /10
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Ghost ocena 9
Popestar
Gatunek: Heavy metal
Zobacz wszystkie