Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Power Of Trinity

Power Of Trinity

Z Łukaszem Cyprysem i Krzysztofem Grudzińskim z zespołu Power Of Trinity rozmawialiśmy przy okazji premiery ich nowego albumu "Loccomotiv". Jeszcze niedawno do czytania zapraszalibyśmy tylko fanów reggae, dzisiaj sytuacja z zespołem ma się już nieco inaczej...

Power Of Trinity to ciekawa mieszanka  klimatów reggae z rockowym uderzeniem - tak o was mówią. Jak wy opisalibyście tę muzykę?

Jeżeli mówimy o drugiej płycie, to jest ona zdecydowanie bardziej rockowa i motoryczna niż pierwsza. No, może z małymi wyjątkami, bo jeden z kawałków utrzymany jest w konwencji elektronicznej. Poza tym cała płyta jest gitarowa, rockowa, koncertowa.

Jaka jest jeszcze różnica między tymi dwoma albumami?

Na pewno pod względem produkcji. Jak myśleliśmy o piosenkach na drugą płytę chcieliśmy trochę odejść od reggae i zostawić jedynie to, co nas inspiruje w reggae: dubowe pogłosy, delaye, nowe elektroniczne reggae klimaty dubstepowe. Pierwiastek reggaeowy znacznie więc osłabł. W brzmieniu staliśmy się bardziej konkretni, bardziej rockowi.

Na koncerty przychodzi więcej fanów rocka czy reggae?

W przeszłości zdarzało nam się często bywać na imprezach reggae, ale od jakiegoś czasu gramy raczej na koncertach, na których bywa rockowa publiczność, która wydaje się być bardziej otwarta na naszą muzykę. Co prawda niektórzy fani rocka mówią, że jesteśmy jedyną akceptowalną formą grania reggae, której mogą słuchać (śmiech). My sami nie czujemy się zdecydowanie rockowym zespołem. Z resztą słychać to bardzo dobrze na "Loccomotiv".

Czy to nie zaskakujące dla Was? Często się mówi, że fani rocka potrafią w kółko mówić o zaprzedawaniu ideałów.

Wiesz, samo pojęcie rocka jest bardzo szerokie. Generalnie cenimy otwartych ludzi na muzykę i na takiej publiczności nam najbardziej zależy, bo sami też jesteśmy otwarci na wszelką muzyczną energię i na różnych ludzi.

Istniejecie od 1996 roku, a to dopiero wasz drugi album. Czy w związku z tym lepiej czujecie się koncertowo?

Nie wiem czy ma to coś wspólnego. Koncerty dają inny rodzaj satysfakcji niż nagrywanie muzyki. To inna praca. Natomiast marzy mi się płyta,która oddawałaby koncertową energię, nie będąc koncertowym albumem.

Można powiedzieć, że na pierwszej płycie mieliśmy problem z oddaniem energii koncertowej. Pierwsza płyta była lekcją. Na drugiej wiedzieliśmy już czego się wystrzegać, a realizacja poszła dużo lepiej i jesteśmy z niej zadowoleni. Myślę, że trzecia będzie kolejnym fajnym doświadczeniem i zabrzmimy jeszcze lepiej.

Przetoczyło się przez zespół kilku muzyków, od jakiegoś czasu jednak jesteście w stałym składzie. Czy to jest w tej chwili wasze topowe ustawienie czy są pewne zgrzyty i czasami myślicie o kolejnych zmianach?

Ewidentnie jest optymalnie w tej chwili. Od dłuższego czasu trzymamy się razem. Bardzo dobrze czujemy się w obecnym składzie, zwłaszcza na koncertach.

Mieliście więc w przeszłości sytuację w której jeden członek zespołu psuł atmosferę?

Można powiedzieć, ze znamy ten ból. Pierwszy album nagraliśmy w pięciu. Obecnie jest nas czterech. Słuchamy różnej muzyki i czasami są pewne tarcia, ale dogadujemy się ze sobą ostatecznie bardzo dobrze. Trzeba też pamiętać, że jeśli tych tarć nie ma, to nie ma też energii. Jesteśmy kumplami, a nawet przyjaciółmi (śmiech)

Jakie są wasze muzyczne inspiracje?

Oczywiście to temat rzeka. Jeśli my we dwóch mielibyśmy odpowiadać, to moglibyśmy powiedzieć, że ostatnio jara nas strasznie Queens Of The Stone Age. Dalej już nasze drogi mocno się rozchodzą (śmiech). Ja jestem fanem rocka, Krzysiek bardziej w przeszłości siedział w punku. Dzisiaj w samochodzie potrafię namiętnie słuchać Stinga w wersji jazzowej i symfonicznej, a później Skindred, które zresztą niedługo supportujemy. Myślę, że to szerokie spektrum zainteresowań.

Ja słucham dużo elektroniki w stylu The Bugi czy Plaid. Jak Łukasz powiedział, dużo Queens of the Stone Age i postpunkowego grania. Bardzo lubię Interpol, ale cenię też Meshuggah.

Zagraliście na kilku dużych imprezach. Jakie są wasze najbliższe plany?

Koncerty, koncerty, koncerty. Cztery lata przerwy pomiędzy płytami. Musimy nadrabiać zaległości. Album jest bardzo fajny, teraz gramy pojedyncze koncerty, od stycznia rusza trasa, myślę że pojawimy się w wielu miejscach w Polsce.

Czym jest dla was Power Of Trinity? Sposobem na życie? Hobby? Czymś jeszcze innym?

Power Of Trinity jest cały czas z nami i nie wyobrażam sobie co by było, gdyby ten zespół nie istniał. Muzyka jest integralną częścią nas samych. Z drugiej strony nie jest to moment, w którym możemy powiedzieć, że żyjemy tylko z tego, choć byłoby wspaniale, bo moglibyśmy poświęcić się całkowicie muzyce.

I wiesz, mamy nadzieję, że się obudzimy pewnego dnia i będziemy mogli po prostu grać. Jednak rzeczywistość polskiej sceny alternatywnej jaka jest - wiedzą wszyscy. Dążymy jednak do tego by zajmować się wyłącznie muzyką.

Powinniście się chyba jednak trochę cieszyć obecną sytuacją, pieniądze psują muzykę.

Poznaliśmy mnóstwo ludzi, mamy różne doświadczenia. Wszystko zależy od człowieka i jest mocno indywidualną sprawą, trzeba pamiętać, żeby w muzyce najważniejsza była muzyka - i to na niej w pierwszej kolejności trzeba się skupiać.

Co myślicie o nowoczesnych technikach promowania muzyki? Na Waszej stronie nic się nie dzieje. Facebook przejął wszystko?

Myślimy, że tak. W dzisiejszych czasach wszystko dzieje się tak niesamowicie szybko, że błyskawiczna aktualizacja informacji jest na wagę złota, a na Facebooku wszystko jest możliwe jak za dotknięciem magicznej różdżki. Pewnie dlatego tak wiele zespołów rezygnuje z prowadzenia klasycznych stron internetowych.

Największe marzenie sceniczne?

Zagrać ze Stingiem byłoby chyba dziwnie… (śmiech). Na stadionie może chciałbym jakimś (śmiech), np. na Wembley.

Na Glastonbury. To byłoby wspaniałe.

Jakiego sprzętu używacie?

Gram na AMPEGu SVT5PRO. Mam bas Fendera Precision, ale poluję na Gibsona Rippera albo Grabbera. Chciałbym tego Fendera zostawić, ale jeśli znajdę Gibsona w dobrej cenie to na pewno go kupię. Mam flow na przesterowane basy. SVT5 kupiłem głównie ze względu na przester właśnie. Teraz po roku używania nie do końca jestem pewien czy to jest najlepszy przester, ale Ampeg ma ten rodzaj brzmienia, który mnie kręci. Chciałbym też mieć Rickenbackera, to gitara, która brzmi świetnie na przesterze właśnie. Świetne, przesterowane brzmienie basu prezentuje basista zespołu Black Rebel Motorcycle Club. Generalnie w basie ważne jest dla mnie kopnięcie, wzmacniacz który ma dobry wygar - to jest to.  Na "Loccomotiv"  Wszystkie basy nagrałem na starym, gitarowym wzmacniaczu AMPEGa i na Jazz Bassie z '74 roku i to też było fajne doświadczenie. AMPEG sprawdza się także bardzo dobrze na koncertach mocno punkowej Moskwy, którą zdarza mi się wspomagać koncertowo. Mocne, kostkowane basy brzmią na nim potężnie i skutecznie.

Jestem wiernym Gibsonowcem. Mam w posiadaniu Gibson Les Paul Standard i Les Paul Jr Special z 2000 roku, specyficzny, marleyowski, bardzo krótko produkowany, z trapezami małymi. To taka śmieszna gitarka, punkująca, jeśli gra się na przesterze. Do reggasów całkiem fajna, ale z uwagi na to, obecnie już raczej zapasowa dla mnie. Głównie gram na Standardzie. Wzmacniacz na koncerty to Mesa Boogie Dual. Obecnie jednak brakuje mi w tym brzmieniu czegoś oryginalnego. Płyta była nagrywana na piecu Orange Rockerverb. Miałem jeszcze Rivierę Knucklehead. Rockerverb brzmi dobrze z moim Gibsonem i stylem gry. Totalnie zabija mnie dynamiką. Można dać dużo mniej przesteru niż w Mesie a automatycznie dostaje niesamowitego kopa, a przy okazji ma bardzo długi sustain. Bardzo mi ten piec odpowiada.

Część rzeczy na album nagrywałem na starym, kowbojskim, przyżółkłym, ale rewelacyjnym Telecasterze. Tylko że to jest strasznie nieuniwersalna gitara, nie da się na tym zagrać wszystkiego. A na koncertach nie jestem fanem przekładania gitar.

Jakieś plany zmiany sprzętu?

Ostatnio mierzyłem się z PRSem Custom 22, który zakupił mój kolega. Ale to zdecydowanie zbyt delikatna gitara. Ja lubię kiedy wiosło to jest topór (śmiech). Wszystko jest tu za miękkie, mimo fajnego brzmienia. Tak więc Gibson mimo wszystko!

Ostatnio kupiłem T.C. Electronic G-Major 2. Praca z tym procesorem jest dużo łatwiejsza niż z analogowymi delayami w kostce. Używam go do generowania efektów przestrzennych typu delay,a że w naszej muzyce muszę generować dużo tego typu dźwięków, to urządzenie bardzo mi pomaga.

Michał Lis

Revolution Radio Green Day

Green Day jaki jest, każdy widzi (a właściwie słyszy).

Gramy dalej

8 /10
NieWolnOść Hunter

Dystans jaki oddziela dziś zespół Hunter od własnych nagrań z przełomu XX i XXI wieku jest trudny do zmierzenia. Kapela weszła w proces muzycznej...Gramy dalej

3 /10
Ghost ocena 9
Popestar
Gatunek: Heavy metal
Breaking Habits
Gatunek: Rock
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
Zobacz wszystkie