Dzięki, też mamy nadzieję że kogoś znajdziemy i będziemy w stanie ogarnąć cały potrzebny sprzęt. A co do startu - rzeczywiście często jest pod górkę. Szczególnie źle wspominamy organizację, a właściwie jednego z głównych organizatorów naszej ostatniej trasy z Madison Affair, Curse Of Society, Bury Her Memories i Eris Is My Homegirl. Graliśmy w Krakowie i Łodzi - w obu tych miastach były ciekawe przygody... Zacznijmy od tego, że jeszcze przed wyruszeniem w trasę wiedzieliśmy, że będziemy mieć zapewnione jedzenie, picie, spanie i jakieś imprezy! (śmiech) Dojeżdżając na miejsce gigu w Krakowie na umówioną godzinę 17 - o której to miały zjawić się zespoły żeby ustawić sprzęt, zrobić soundcheck itp, zostaliśmy wpuszczeni do klubu ale nic więcej tam nie znaleźliśmy. My i chłopaki z Madison Affair i Curse Of Society już się niecierpliwiliśmy o sprzęt - bowiem czas mijał a sprzęt "był w drodze". W między czasie nawet nie mogliśmy dostać wody za darmo. Nie mówiąc o Niemcach, którzy podobnie jak my byli głodni i dopiero po naciskach na słynnego już pana S. dostali z łaski trochę kasy żeby mogli sobie wyjść po coś do jedzenia. Sprzęt dotarł o 19,30 - koncert oczywiście miał zacząć się wcześniej. Wszystkie kapele zagrały, ale pojawił się kolejny problem - chcieliśmy już się zwijać z klubu. My jak i Madison byliśmy nadal głodni i chcieliśmy wreszcie dotrzeć na obiecanego aftera, zjeść obiecany "kawior", napić się i pójść spać. Niestety nie mogliśmy gdyż pan S. jak gdyby nigdy nic siedział sobie ujarany i podpity w klubie. Cały czas powtarzał: "jeszcze 20 minut", "jeszcze chwila", "tylko 1 papieros". No i tak czekaliśmy pod klubem do ponad 1 nad ranem. Nie macie pojęcia jak Niemcy byli wkurwieni. No ale udało się wyciągnąć pana S. po dosyć ostrym ponagleniu. Dotarliśmy do jego miejscówki i okazał się to pokój w akademiku - dosłownie 3m x 3m, na podłodze syf i ogólny rozpierdol. Nie wyobrażam sobie jak chłopaki z Madison Affair dali radę tam przekimać.
Yuri widząc to wszystko powiedział mi że chyba prześpi się w aucie. Nasze zdenerwowanie sięgnęło już zenitu - nic nie było przygotowane. Zaglądnęliśmy do lodówki a tam.... 3 jajka, dżem i musztarda. Bez zastanowienia wyszliśmy szukać sobie noclegu. Nie chcieliśmy już widzieć tego gościa. Kolejnego dnia wyruszaliśmy do Łodzi. My i Eris Is My Homegirl dotarliśmy na czas. Jednak znowu pojawił się problem z dostarczeniem sprzętu i niemieckich zespołów przez pana S. Dotarli chyba ok godziny 20, potem musieliśmy jeszcze czekać aż organizator Good Warning skołuje paczki gitarowe bo nasz bohater o nich zapomniał. Niemcy mieli już wszystkiego dość - prawie nie zagrali. Powiedzieli że musieli czekać 2h w Krakowie na pana S. bo 'zabawiał się z jakąś panienką' jak powiedział mi to Florian. Stąd ich opóźnienie. Jednak najgorsze okazało się to jak potraktowano ich pod względem finansowym - nie wiem dokładnie ile euro mieli zgarnąć za te 2 gigi, ale w rezultacie dostali chyba tylko 150 euro za wszystko na 2 zespoły.