W przededniu rozpoczęcia trasy koncertowej grupy Journey udajemy się na próbę zespołu do Millenium Studios w hrabstwie Bedfordshire, żeby porozmawiać z gitarzystą Nealem Schonem. Z Nealem rozmawiamy o nowej płycie "Eclipse", ulubionych solówkach i o tym, dlaczego zdecydował się zmienić gitarę...
Millenium Studios jest doskonale ukryte wśród polnych wzgórz hrabstwa Bedfordshire. Z samochodu wygląda jak park przemysłowy. Z zewnątrz widać tylko magazyny, dosłownie tysiące magazynów. Wydawałoby się, że stoją w nich rzędem zmywarki albo jakieś stare maszyny rolnicze. Dopiero kiedy widzimy rząd autokarów zaparkowanych nieopodal, przekonujemy się, że dobrze trafiliśmy. Otwieramy wielkie drzwi do hangaru i naszym oczom ukazuje się studio. Ogromne wiszące głośniki wyglądają jak gigantyczne kiście winogron. Reflektory oświetlają wielką scenę i padają na rzędy równo ustawionych gitar, na które, niestety, nie moglibyśmy sobie pozwolić. Armia facetów ubranych na czarno krząta się koło sprzętu, od czasu do czasu ktoś testuje mikrofon. Krótko mówiąc, ten magazyn to stadion Wembley w miniaturze - największa przestrzeń do prób, jaką można sobie wyobrazić. Szukamy naszego rozmówcy. Neal Schon przed 1973 rokiem - zanim założył grupę Journey - występował w zespole Carlosa Santany. W końcu udaje nam się go znaleźć wśród gitar, wzmacniaczy i góry innego sprzętu. Niewiele się zmienił, ma tylko mniej bujną czuprynę niż za młodu, jest opalony, wygląda zdrowo i widać, że jest gotowy do tego, by zaprezentować światu nowy album grupy zatytułowany "Eclipse". Już wkrótce Journey ma wyruszyć w trasę koncertową po Europie...