Kup Magazyn Gitarzysta

My Riot

W czasie, kiedy triumfy święciły gwiazdeczki popu i laureaci programów rozrywkowych, to właśnie Sweet Noise robił najbardziej dopracowane klipy, miał najwierniejszą rzeszę fanów i piosenki, które nie tylko przełamywały stereotypy, ale też kreowały nową jakość.

Teraz, po kilku latach przerwy, Piotr "Glaca" Mohamed wraca z nowym projektem, który powstał w kooperacji z Maciejem "TR Hackerem" Jaskółkowskim, laureatem konkursu na remiks jednego z utworów Sweet Noise. My Riot przerósł oczekiwania swoich twórców i stał się żywym organizmem, który niedługo objawi światu swoje prawdziwe oblicze. Specjalnie dla nas Glaca opowiedział o powstaniu nowego projektu, złych i dobrych doświadczeniach na polskim rynku muzycznym, jak również o swoich planach na najbliższą przyszłość.

Jak wygląda obecnie promocja My Riot? Pamiętam, że przy okazji wydania płyty "The Triptic" albo jej nie było, albo była znikoma.


"The Triptic" zaistniał w sytuacji, kiedy wyjeżdżałem do RPA i zespół ulegał rozpadowi. Generalnie na końcu drogi, jaką było wydanie krążka, zostałem praktycznie sam, ale postanowiłem dociągnąć temat do końca, i to z klasą. Udało mi się potem ponownie wyjechać do Afryki i nakręcić tam dwa klipy do tego albumu, więc uważam, że zrobiłem, co mogłem. Rozważałem nawet niewydawanie tego albumu, ale było tam tyle dobrej muzy, że nie chciałem tak naprawdę pozbawiać fanów czegoś, co sądzę, było świeże i nowatorskie. Cieszę się z tego, że "The Triptic" znalazł się w dorobku artystycznym Sweet Noise, i to w sposób, którego śmiem twierdzić, nikt nie powtórzy. Jednak rzeczywiście były pewne niedociągnięcia. Przede wszystkim nie było koncertów, na które wszyscy czekali. Różne rzeczy na to się złożyły. W tamtym okresie zrobiłem, co mogłem, choć z zewnątrz mogło to wyglądać na zbyt mało. Wtedy właśnie zdecydowałem się na wyjazd do Stanów. Wyjechałem na dwa lata do Los Angeles i podczas mojego pobytu zaczęliśmy robić z Hackerem pierwsze beaty i przymiarki do robienia muzy. Odgrzebałam go w pamięci, jako tego gościa, który zrobił remiks w konkursie Sweet Noise. Przysłał mi beaty, które były dla mnie bardzo ciekawe, i mocno wierzyłem w to, że zbicie mojego wokalu z elektronicznym podkładem może dać ciekawy efekt. Długo szukałem takich rzeczy, więc te utwory coraz szybciej przeradzały się w coś poważniejszego.

Wtedy gdzieś po drodze powstała nazwa, MySpace, gdzie stopniowo dokładaliśmy nowe rzeczy, i gdzieś powoli Facebook. Wtedy sam odkrywałem, jaka jest realna szansa powrotu i jaki to będzie miało na mnie wpływ. Czy te dwa lata sprawiły, że jestem osobą zapomnianą, czy jednak ktoś mnie pamięta? Tak naprawdę można się spodziewać różnych rzeczy, bo życie mknie szybko, popkultura i media zmieniają się każdego miesiąca.

Jak robiliśmy "Czas Ludzi Cienia", to celebrytyzm w muzie rockowej był czymś zupełnie nie do pomyślenia. Gdzieś tak naprawdę zaczynał się rynek imprez typu show, na których wybieramy sobie talenty czy swoich następnych bohaterów. Po ukazaniu się My Riot patrzyłem, jak rośnie oglądalność w internecie. Postanowiłem wrócić i wydać to w realnych warunkach. Odbyłem rozmowę z Hackerem i uprzedziłem, że musi się przygotować na rewolucję w tym dźwięku, który generujemy razem, bo ja się pod tym nie podpiszę. Mogę się pod tym podpisać w momencie, kiedy dołożę żywy band. Wierzę w to, że tylko kolaż dwóch takich płaszczyzn w moim przypadku wypadnie wiarygodnie, autentycznie i mocno. Promocja? Uważam, że działa całkiem prężnie. Zrobiliśmy teledysk do utworu "Sen" w połączeniu z amerykańską undergroundową ekipą, która kręci street dance na całym świecie. Oni dostarczyli nam zdjęcia tancerzy z Oakland, które po prostu zmieszałem z ujęciami zespołu i akcją streetową polegającą na plakatowaniu miasta postacią Mr Riot. Zaprojektował ją Bartek Bojarczuk.

Tu muszę powiedzieć, że wytwórnia płytowa EMI dała mi sporą dozę wolności, bo nawet nie protestowała, kiedy zaproponowałem, żeby materiał masterować w Metropolis Studio John Davis, który zrobił chociażby "Invaders Must Die". Była to decyzja na zasadzie: zrobię miks w Polsce, wykorzystam to, czego się nauczyłem w USA, ale chcę to zmasterować z jakimś mistrzem. W zamian Piotr Kabaj z EMI powiedział mi tylko, żebym dał mu logo takie jak "Revolta". Wydaje mi się, że wiem, o co mu chodziło, dlatego, że powoli firmy zaczynają przechodzić na handel nie tylko nośnikiem, ale też na przykład merchem.


Masz już tatuaż Mr Riot?


Nie, jeszcze nie. Mr Riot przechodzi obecnie transformacje i istnieje w różnych formach. Ta okładkowa jest bardziej 3D, a streetowa 2D. Znaleźliśmy Bartka, który jest wspaniałym grafikiem i jednocześnie fanem Sweet Noise. Jest też fanem tej najbardziej progresywnej odmiany zespołu, czyli tak naprawdę elektroniki, świeżego myślenia, odwagi i łączenia tego z różnymi gatunkami. Długo z nim rozmawiałem o tym, że chciałbym, aby to była postać, która połączy Sweet Noise z nowym wymiarem w 2011, mocną ikonografią i symboliką. Z tego, co zrobił Bartek, jestem naprawdę zadowolony. Kiedy zaczynałem grać ze Sweet Noise, to logo i nazwa nie były dla mnie w ogóle ważne. Tutaj natomiast po raz pierwszy poczułem prawdziwą ekscytację.


Gdy czytasz negatywne komentarze o My Riot, to czy potrafisz je teraz po prostu ignorować?


Nauczyłem się już sobie z tym radzić. Trzeba tak naprawdę odróżniać bezsensowną zawiść od konstruktywnej krytyki, dla której jestem zdecydowanie na "tak". Natomiast dla burzenia pewnych rzeczy i dla siania negatywnej energii zawsze byłem na "nie", czego przykładem lata temu było forum Sweet Noise. Wiem, że jest coś takiego jak zawiść, zazdrość, rozminięcie się z oczekiwaniami ludzi - i dlatego też wiele osób teraz wycofuje się z czegoś takiego jak ta forma komunikacji.


Czy po latach czujesz, że podejmujesz teraz lepsze wybory?


Owszem, takie na miarę nowych czasów, kiedy to dyskusja z ludźmi jest ważniejsza i często przynosi lepszy rezultat niż zwykłe odcięcie się i nienawiść. Ale niestety są też tacy ludzie, którzy chcą z tobą dyskutować tylko dla samej dyskusji i udowodnienia, że wiedzą lepiej. Inna sytuacja jest teraz na Facebooku. W tej chwili, kiedy ludzie się nie kryją za swoim pseudonimem, to dwa razy pomyślą, zanim coś napiszą.


To właśnie powiedział mi Piotr Rogucki. Przecież kilka miesięcy temu forum Comy zostało zamknięte dokładnie z tej samej przyczyny, z której zamknięto forum Sweet Noise.


No właśnie, nie robią już z siebie idiotów i nie atakują tak wulgarnie. Czasami nie ma tak naprawdę problemów z rozbiciem rodzin, które są zgrane, a co tu dopiero mówić o rozbiciu ludzi, którzy gromadzą się dokoła wspólnego bandu. Wydaje mi się jednak, że fani My Riot w pewien sposób wyrastają z ludzi, którzy słuchali Sweet Noise, i wielu z nich wie, dlaczego są w tym miejscu i dlaczego chcą w tej chwili mnie słuchać. Są dużo bardziej odporni na gości, którzy mówią, że słuchanie takiej muzy to obciach. Jeśli ci się nie podoba, to znikaj, nie pisz, nie słuchaj, idź stąd i nie rób tego, co robisz. Ja chcę tu być i jestem tu z własnego wyboru.


"The Triptic" był już mocno eksperymentalny i daleko odszedł od tego, co było na początku zespołu. Czemu tworzysz nową markę? Dlaczego nie pociągnąłeś tego pod szyldem Sweet Noise, a jakoś tak przewrotnie nazywasz teraz płytę "sweet_noise". To jakaś forma kontynuacji czy przytyk do przeszłości?


Nie, nie jest to przytyk. Jest to forma kontynuacji i przejścia. Jest to też forma zaznaczenia, jak dla mnie było to ważne. Swego czasu cały Sweet Noise musiałem sobie bardzo mocno wywalczyć i nigdy nie było to po drodze branży muzycznej, z którą z racji - wydaje mi się - pochodzenia, ale również abstynencji, było mi nie po drodze. Kiedy ludzie zaczynają ci podawać rękę, proponować jakieś kontrakty i koncerty, a ty jesteś osobą, która nie pije, to trzeba być bardzo mocnym, żeby to kontynuować. Teraz jest już może trochę inaczej, ale kiedyś nie byłem jakąś wyniesioną na piedestał nadzieją polskiej muzyki rockowej czy alternatywnej. Wszystko tak naprawdę wywalczyłem z każdą płytą i jestem z tego dumny. Znam grono ludzi, którzy podzielają to uczucie, ale nie powiedziałbym, że szeroko pojęta polska scena muzyczna, dziennikarska czy opiniotwórcza w tym kraju jest zadowolona z czegoś takiego jak Sweet Noise. Zawsze funkcjonowało to tak, że jak już to polubisz i powiesz, że jest fajne, to za chwilę wyskoczy jakiś Peja. No i psiamać, co ja teraz powiem na imprezie? Słucham Sweet Noise, a oni nagrywają z Peją? Glaca to chyba jakiś dresiarz i nie jest metalem. Jak już się to uspokoi, to pojawia się Górniak. Mnie to bawi i pod tym względem czuję się bardziej jak Dali czy Picasso, niż tak naprawdę muzyk rockowy.

Ludzie boją się ze mną zakolegować, bo nie wiadomo, czy za chwilę nie będą się na przykład wstydzić, że się ze mną kolegują, bo im to już nie będzie po drodze. Z jednej strony jest to zabawne, ale z drugiej na pewno też ciężkie, więc ten tytuł ma tak naprawdę zaznaczyć moją dumę ze Sweet Noise. Teraz przenoszę to w nowy wymiar, a nowa marka łączy się z tym, że Sweet Noise był dla mnie za dużym bandem, żebym z nim eksperymentował na innych polach niż muzyka. To jest dla mnie po prostu tak ważna rzecz, że to, co zrobię, ma tam zupełnie inną wagę. Pracuję z ludźmi, których bardzo lubię, ale Sweet Noise chcę robić z innym charakterem i inną filozofią. To jest trochę tak jak z każdym dużym bandem. Nagle za twoimi plecami rośnie jakiś potwór i stale cię pilnuje. Kiedy działałem z Justinem w Los Angeles pod szyldem M.T.Void, widziałem, jak z radością wchodził do studia gotowy na cokolwiek, co się tam stanie. Wszystko, co tworzyliśmy, było superfajne i bez presji. Dlatego też chciałem zrobić coś zupełnie innego, gdzie będę mógł sobie pozwolić na pewną nonszalancję. Każdy, kto przy tym pracował, miał być zadowolony, i tak właśnie się stało.


Co sądzisz o pomyśle wydawania płyt za darmo? Zrobili to Nine Inch Nails czy chociażby Dope Stars Inc.


Mamy w tej chwili EP-kę "L.A.-3City" składającą się z utworów, które nie weszły na płytę. Były przygotowaniem koncepcyjnym i kompozycyjnym do tego, co potem nastąpiło, ale z takich czy innych powodów nie zostały przekształcone i nie znalazły się na albumie. Te utwory to inwestycja czasu, myśli, kompozycji i pisania tekstów, które zostały zrobione i zmasterowane przez nas. Ale kiedy wchodzi w grę album, wynajęcie studia, zrobienie okładki, masteringu, całego konceptu, a ty uważasz, że to jest rzecz, za którą ludzie, jeśli chcą być w jego posiadaniu, to muszą zapłacić - w takiej sytuacji należy to sprzedawać. Jeżeli są to natomiast rzeczy, które z różnych powodów jako artysta uważasz za prezent, to masz do tego prawo. Jest to pewnego rodzaju łączność i nawiązanie innego układu. Nagle następuje inne przełożenie. Coraz mniej kryjemy się za wielką wytwórnią, a bardziej jest to opcja na zasadzie: chcę być z tobą bliżej. Już od tego nie uciekniemy, że internet w jakiś sposób nas wszystkich zbliżył.

Nawiązanie tego typu nici porozumienia z ludźmi jednym pasuje, innym zaś nie. Na przykład Tool w ogóle czegoś takiego nie kultywuje. Nie ma tam jakiejkolwiek interakcji. Wszystko jest daleko i na dystans, a Trent z kolei postanowił zrobić właśnie taki ruch sieciowy. Jedni jakoś bardziej żyją w internecie, inni mniej, ale już na przykład Maynard jako solista dużo bardziej jest na "tak". Mimo wszystko sądzę, że jeśli nie jesteś jakimś multimilionerem, to nie wiem, kto miałby ci to wszystko robić, bo finalnie jest to zawsze inwestycja. Myślę, że dla każdego jest to bardzo osobista sprawa. Nie uważam, aby ten, kto daje coś za darmo, psuł przyzwyczajenia i rynek, ale musi w tym być jakiś balans. Pewnie jak zabrniesz za daleko i rozdasz za darmo trzy pełnokrwiste albumy, to czwartego już nie sprzedasz. Jest to wąska granica.


Za jakiś czas zaczynają się koncerty. Z tego, co wiem, masz już konkretną ekipę. Co tam będzie grane? W setliście pojawią się utwory Sweet Noise czy tylko materiał My Riot?


Będziemy na pewno grali kawałki Sweet Noise.


Będzie to coś bardziej w klimacie "Czas Ludzi Cienia" czy "The Triptic"?


Mniej "The Triptic", a bardziej "Czas Ludzi Cienia" i wybrane utwory z przeszłości, jak na przykład "Godność". Sądzę, że pojawi się również "Dzisiaj mnie kochasz, jutro nienawidzisz" i może "Skurwiel". Ostatnio rozmawialiśmy też o "Give It All Away". Będziemy to robili w My Riotowej formie. W tej chwili mamy już pierwszy kawałek zrobiony na tę nutę i to jest właśnie "Godność". Brzmi rewelacyjnie, bo nagle okazało się, że ten riff zupełnie się nie zestarzał i w nowej formie, podpartej dubstepową elektroniką, jest megaciosem, więc na pewno będzie to jakieś urozmaicenie. Bardzo szybko chciałbym również ruszyć z robieniem nowego My Riot i może jakiegoś DJ setu, gdzie z Hackerem będziemy tylko i wyłącznie grać elektroniczną stronę.


Na Facebooku pojawiła się informacja, że jest nowy konkurs na remiks utworu "Sen". Czy szukasz kolejnego współpracownika? (śmiech).


Tak, szukam już teraz nie jednego, ale wielu (śmiech).


A imię ich Legion?


Absolutnie tak i bardzo dobrze, że jest ten wywiad. Czekam na beaty i chcę pracować z ekipą nawet dziesięciu ludzi, którzy będą ze mną robić muzę w Polsce. Mam poważny głód pracowania nad wieloma rzeczami. Czuję, że mam po prostu tyle energii, iż akurat w tym kraju szczególnie mógłbym robić dużo rzeczy. Jeśli trafi się nam wspaniały wokalista czy gitarzysta, to równie dobrze droga z tego remiksu może prowadzić do składu Sweet Noise. Jest to taka moja próba sprawdzenia, co się dzieje. Chciałbym posłuchać zdolnych ludzi, a poza tym wierzę w coś takiego, że energia, która przychodzi do nas, w jakiś sposób powinna być przekazywana dalej. Uważam, że to, co Hacker doświadczył, wygrywając kiedyś konkurs, a także i to, jak wszedł w ten świat, fajnie by było komuś tak naprawdę przekazać i sprawić, żeby to się powtórzyło. W tej chwili chcę budować grupy ludzi, których łączy jakiś poziom wrażliwości czy podobne spojrzenie na sprawy bez żadnych ciśnień i ideologii.

Jarek Chilkiewicz (gitara)


Twoja przygoda ze Sweet Noise zaczęła się od "The Triptic". Czym różniło się to doświadczenie od My Riot?


Moje kontakty z Glacą rzeczywiście zaczęły się od tej płyty. Praca różniła się tym, iż tam miałem dwa dni na nagranie wszystkich gitar do - o ile dobrze pamiętam - jedenastu numerów. Moja rola ograniczała się jednak do odegrania. Nie brałem udziału w komponowaniu. Tak naprawdę, to głównie właśnie to różniło te dwa doświadczenia. Pamiętam, że przy "The Triptic" panował straszny pośpiech, jako że mieliśmy tylko dwa dni na wykonanie całego materiału. Tutaj natomiast mogliśmy nie tylko komponować partie gitar, ale i poświęcić im trochę więcej czasu, co jest dla mnie niezmiernie istotne. W My Riot są to nasze pomysły, więc różnica jest zasadnicza.


Na jakim wiośle grasz obecnie? Czy jest to ten sam instrument, który masz od lat?


Tak, jestem wiernym fanem Gibsona i mam zacny model Les Paul Custom Shop z 1974 roku. Czasami dostaję robotę tylko dlatego, że mam taki, a nie inny instrument. W mojej stajni są obecnie trzy dyżurne gitary. W domu co prawda mam ich więcej, ale aktywnie korzystam ze wspomnianego Les Paula i Schectera Custom Shop, który też jest bardzo wyjątkową gitarą. Został zrobiony jeszcze przez Amerykanów i kupiłem go od mojego przyjaciela za pół ceny. Robi spore wrażenie w branży. Ostatnio gram też na akustyku Taylora. Poruszam się głównie w tych trzech modelach.


Przygotowujecie się powoli do koncertów z My Riot. Rozumiem, że cała otoczka wraz z kostiumami obowiązuje od początku do końca...


Wszystko jest wymyślone tak naprawdę właśnie po to. Ciężko jest mi jednak to sobie czasami wyobrazić, bo już na sesji zdjęciowej do teledysku myślałem, że wywinę orła. Niestety mój kostium nie przepuszcza za dużo powietrza, więc najlepszą opcją jest chyba stanie w tym na golasa (śmiech).


Czujesz, że to wpłynie na Twoją kondycję? (śmiech).


Myślę, że kondycję mam jeszcze nie najgorszą, więc jakoś dam radę (śmiech). W pełni zaufałem Glacy. Razem z Sylwią uknuli dla każdego z nas jakąś postać. Zaakceptowałem to i powiem nawet, że sam image robi spore wrażenie wśród moich znajomych. Trochę było przy tym śmiechu, ale jest to dla mnie poważna akcja. Bardzo lubię, jak zespół jest kompletny i prowadzi się go od początku do końca. Wiadomo, że niektórym może się to nie podobać, ale dla mnie jest w porządku i w stu procentach się temu oddaję.


Jaki styl gry tak naprawdę preferujesz na co dzień? Czy to, co robisz w My Riot, jest dokładnie tym, w czym czujesz się najlepiej?


Dostałem propozycję od Glacy, żeby pisać te gitary, więc nie mógłbym powiedzieć, że nie jest to mój styl. Osobiście uważam się za bardzo oldskulowego gitarzystę. Zabierając się za tę płytę z Glacą, zanim powstały jeszcze jakiekolwiek dźwięki, stworzyliśmy dwie postaci. Jedna miała być właśnie oldskulowym wymiataczem, który zasuwa bez przestrajania. Drugą natomiast jest Zwierzak, który gra na barytonówce. W pełni się pod tym podpisuję tak w jednym, jak i w drugim przypadku. W końcu to ja nagrywałem obie gitary na płycie. Pisząc je, cały czas sugerowałem się tym, że będzie nas dwóch i że mamy być różni. Osobiście jestem fanem Judas Priest i najbardziej lubię właśnie takie brzemienia. My Riot jest to tak naprawdę sprzężenie elektroniki z oldskulowymi gitarami i odrobiną nowoczesności. Świat idzie do przodu i nie unikniemy przecież nowych wpływów. Kocham takie granie, jakie uprawiali Randy Rhoads czy Glenn Tipton, ale nie przeszkadza mi to tworzyć nowych rzeczy.


Czym zatem jest dla Ciebie projekt My Riot?


Dość trudne pytanie. Na co dzień jestem gitarzystą w zespole Bracia, w którym czuję się równie dobrze, ale My Riot to trochę inna bajka. Dla mnie przede wszystkim było to wyzwaniem, bo po raz pierwszy dostałem możliwość zrobienia na płycie dokładnie tego, co chciałem. Mam nadzieję, że sprostałem temu zadaniu. Chłopakom się podoba, więc jest to dla mnie już i tak spory sukces.


Co najbardziej cenisz sobie w byciu muzykiem?


Chyba niezależność i to, że jestem w stanie wyżyć z tego, co kocham robić. Jestem pewnie trochę szczęściarzem, że spotkał mnie taki los i mogę z mojej pasji wyżywić całą rodzinę. Całkiem nieźle sobie radzę od jakichś 15 lat i mogę się nadal realizować. Często stawiam sobie różne zadania. Zakładam na przykład, że muszę danego dnia wyknuć jakiś numer, bo coś się w moim życiu wydarzyło. Często potem te numery lądują gdzieś w koszu, ale jest to właśnie moja reakcja na otoczenie.


Czy My Riot ma szanse w naszej polskiej rzeczywistości tak naprawdę zaistnieć i coś zmienić?


Myślę, że zdecydowanie tak. Jestem o tym głęboko przekonany. Teksty Glacy są tu połączone z dość nowoczesną muzyką, która dla mnie z kolei jest również korzenna z uwagi na to, iż mogłem zrobić to, co lubię, i zagrać tak, jak chciałem. Gdyby ta muza była pozbawiona elektroniki i całego podkładu, to mogłaby się szybko stać archaiczna. Teraz jednak brzmi współcześnie i ma bardzo realne szanse w starciu ze współczesnym słuchaczem.


M. Kubicki
zdjęcia: Mateusz Kosman

GALERIA
Wild World Bastille

Przy okazji słuchania drugiej płyty Bastille doszedłem do wniosku, że chyba nigdy nie zrozumiem zwyczajów zakupowych współczesnych fanów muzyki....Gramy dalej

7 /10
Ostatnia rodzina - muzyka z filmu Różni Wykonawcy

"Ostatnia rodzina" to jeden z najgłośniejszych filmów ostatnich miesięcy, który trafi do kin pod koniec września. Z kolei dwa tygodnie temu premierę...Gramy dalej

7 /10
Soilwork ocena 8
Death Resonance
Gatunek: Melodic death metal
In Flames ocena 7
Sounds From the Heart of Gothenburg
Gatunek: Melodic death metal
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie