Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Robert Chmielewski (Asymmetry Festival)

Robert Chmielewski (Asymmetry Festival)

Kolejny raz, w związku z festiwalem Asymmetry, gości w Gitarzyście organizator całego przedsięwzięcia Robert Chmielewski. Było o czym rozmawiać, bo Asymmetry 4.0, które odbędzie się między 3 a 5 maja, to nowe miejsce, nowa koncepcja i nowe wyzwania.

Lubisz wyzwania, prawda? Szczególnie te z kategorii "odważnych, niełatwych i wysokich".


Wyzwania konstytuują Firlej. Zajmujemy się sztuką, żywą muzyką. Firlej to nie muzeum, a nawet jeżeli tak jest… staramy pokazywać się te nasze "eksponaty" w niecodziennym świetle. Artyści, którzy występują na naszej scenie często są tak głęboko zakorzenieni w historii muzyki, że zastanawiam się, czy jakiekolwiek szufladkowanie tego za pomocą haseł "awangarda", "off" czy "alternatywa" ma jakikolwiek sens. Terminologia to kwestia mody, a tak naprawdę wszystko wzięło się z jednego wspólnego, rockowego kociołka. Dzisiejszy świat to różnorodność, to przełamywanie barier, więc jeżeli musimy już być muzeum, to niech to nie będzie muzeum zapleśniałych dźwięków.


Pytam dlatego, bo po czterech latach od powołania do życia szalenie niełatwego repertuarowo festiwalu Asymmetry, zadecydowałeś się na przeniesienie go z Firleja do Browaru Mieszczańskiego. To zuchwałe posunięcie.


Wyjście z Firleja było kwestią czasu. Asymmetry ma swoje ambicje i żeby móc je realizować, musimy tej efemerydzie dostarczać takiej pożywki, żeby nas nie połknęła. Co roku podczas festiwalu organizujemy pewnego rodzaju wyjście w miasto. Jest to kabina odsłuchowa w centrum wrocławskiego rynku, są to koncerty odbywające się w niecodziennych miejscach, Katedrze św. Marii Magdaleny, czy przy wrocławskiej fontannie. W tym roku wyjdziemy z Firleja w szyku bojowym. Przyszłoroczną gwiazdą Asymmetry będzie Browar Mieszczański.


Ale nie kusiła Cię perspektywa sytuacji, że jako organizator kolejnej edycji festiwalu będziesz mógł dumnie powiedzieć "przez trzy dni miałem pełny klub, ludzie walili oknami i kominami". To wygodne i pewnie łatwiejsze. Czego chcieć więcej.


W Firleju wszystko jest dużo prostsze, jesteśmy u siebie i jesteśmy na miejscu. Najgorsze co mogło się tutaj stać to to, że ktoś nie wejdzie na koncert. Tego właśnie chce uniknąć, bo dobry pasterz pójdzie właśnie za tą jedną owieczką, która nie weszła na koncert. (śmiech)


Asymmetry zawsze odbywał się podczas długiego weekendu majowego, dzięki czemu wrocławski festiwal jest niejako wydarzeniem otwierającym letni sezon koncertowy. Tak zwana majówka posiada jakieś specjalne cechy, czy po prostu nie chcecie pokrywać się z innymi terminami letnich festiwali?


Wymyśliliśmy tę datę, by łatwo było do nas przyjechać polskiej publiczności. Z czasem okazało się, że jest to nasza świecka tradycja. Ciekawym faktem jest jednak, że odwiedza nas liczna grupa fanów z zagranicy, która de facto tego majowego weekendu nie ma.


Skoro jesteśmy już przy innych festiwalach. Jako organizator Asymmetry śledzisz pewnie podobne wydarzenia w kraju i za granicą. Dostrzegłeś coś na innych festiwalach, czego nie ma jeszcze Asymmetry, a mieć powinno?


Są to wydarzenia duże, plenerowe. Rządzą się innymi prawami. Nasz festiwal jest wydarzeniem koncepcyjnym, Asymmetry stanowi pewną formę małego laboratorium. Druga sprawa, że nie jestem typowym festiwalowiczem. Nie mam modnych, gumowych butów. Nie spotkałem więc takiego czegoś, co uznałbym za niezbędne do zaszczepienia na Asymmetry. Eklektyczność naszego festiwalu wyczerpuje formułę.


Asymmetry jest materią żywą, ciągle rozwijającą się i wzrastającą… czy założyłeś sobie jakiś docelowy pułap rozkwitu festiwalu? Punkt przełamania, po którym powiesz "mój festiwal widziałem właśnie taki".


Wiesz co… nie. Nie ma takiego pułapu. Jeżeli jednak kiedyś coś takiego się pojawi, prawdopodobnie ja będę pierwszym, który przebije ten sufit. Asymmetry jest zjawiskiem szalenie plastycznym, dzięki czemu zmiany są czymś naturalnym.


Publiczność Asymmetry to w dużej części obcokrajowcy. Na korytarzach Firleja słychać było język włoski, niemiecki, angielski… jak udało się Wam przekonać słuchacza z zachodu, który w swoim kraju ma mnóstwo festiwali, by mimo to zdecydował się na przyjazd do Wrocławia?


Tomek Jurek, człowiek budujący ze mną Asymmetry odpowiedziałby na to pytanie po prostu - "mamy tańsze piwo". Ja jednak myślę, że jest to co innego. Wydaje mi się, że chodzi tutaj wyłącznie o repertuar. Rzeczywistość zachodniej Europy to rzeczywistość rynku nasyconego, a jednocześnie poszukującego. To jest czymś bardzo trendy.


Organizacja festiwalu to karkołomna praca. Kiedy zaczęliście przygotowania do tegorocznej edycji?


Pod względem koncepcyjnym zaczęliśmy jeszcze przed rozpoczęciem poprzedniej edycji. Czwarta edycja zaczęła kiełkować około kwietnia 2011 roku. Sprawy nabrały rozmachu około lipca, kiedy nakreśliliśmy plan działań. Wtedy też rozpoczęliśmy intensywną pracę. Aktualnie jesteśmy na etapie ogłaszania line’upu.


W listopadzie ogłosiliście dużą część line-upu wzbudzając dyskusyjną burzę na forach internetowych… planujecie zaskoczyć festiwalowiczów czymś jeszcze?


Oczywiście, przewidujemy blisko 40 wykonawców, których podzielimy na trzy różne sceny rozmieszczone w Browarze. Podzielimy wszystko na dwie strefy. Strefę z wejściówkami za kilkanaście złotych, oraz strefę właściwą - z karnetami. Chcemy tym sposobem zachęcić Wrocławian do uczestniczenia w naszym wydarzeniu. Wrocławianie są syci, syci pod względem menu artystycznego, jakie serwuje im miasto. W tym mieście dzieje się kilkanaście ciekawych imprez kulturalnych każdego weekendu.

Dźwięki, które tam zaprezentujemy na pewno nie goszczą często w murach Browaru. Dużą scenę postawimy w pomieszczeniu leżakowni, obok scenę średnią oraz scenę klubową. W klubie każdego dnia zaprezentujemy zupełnie inny gatunek muzyczny. Będzie rap, nazwijmy go intelektualnym, elektronika, dosyć powykręcana i zdawać by się mogło, nie do tańca, choć to sprawdzimy na żywo. Tam wystąpią też wrocławskie składy, które tworzą mikroklimat tego miasta, oraz ich koledzy z całej Europy.
 

Dobór artystów do line-up’u z roku na rok musi być dla Was coraz trudniejszy… wielu już wystąpiło na Asymmetry, a słuchacze dzięki Internetowi stają się coraz bardziej wykształceni muzycznie, przez co i wymagający…


Słuchacz jest szalenie wymagający. My też zrobiliśmy się wybredni, a wychowując naszych widzów, pozwalamy im zaskoczyć nas samych. Nasza publiczność jest mocno zindywidualizowana. Te kilkaset osób musi być zadowolona z każdego dnia festiwalu, na tym polega  efekt naszej pracy. Nie wiem co jest trudne, a co jest łatwe. Wiem co jest ciekawe, a co już nie nęci bo grane od lat w każdej taksówce. Czy nasz lineup to trudna muza? Raczej nie. Choć juwenalia to to nie są.


Zapowiadacie przyszłoroczną edycję festiwalu pod enigmatycznym tytułem Asymmetry "The Game". Możesz powiedzieć coś więcej na temat tej gry? Z kim i w co zagracie?


Już słychać kto gra! Po pierwsze, organizatorzy grają ze swoim wyobrażeniem o organizacji festiwalu. The Game oznacza pewną zabawę intelektualną. Chcemy zrobić festiwal inny niż dotąd, inny niż znamy. Artyści zagrają inaczej, zaskoczą ponad to, czego możemy od nich oczekiwać. Kolejny element tej układanki to widzowie, którzy zostaną zaproszeni do pewnej gry miejskiej. Pokażemy im miasto, pokażemy im ducha Asymmetry. Na dodatek, każdy może wygrać… czy będzie to torba gadżetów, śniadanie ze swoim ulubionym artystą, czy koncert unplugged dla 15 osób oraz kilka innych niespodzianek, które jesteśmy w stanie wygenerować. Czwartą siłą, którą chcemy zaprosić do tej zabawy mają być dziennikarze, których chcemy zachęcić do współpracy. Sami nie wiemy, dokąd doprowadzi nas ta sieć powiązań i o to nam właśnie chodzi.


Na koniec muszę zapytać o frapujący mnie temat. Jesteś aktorem, dziennikarzem, wrocławskim aktywistą, dyrektorem Firleja… po co Ci jeszcze ten festiwal?


Ten festiwal jest czymś naturalnym, bo wszystkie moje zawody były związane z pewną formą kreacji, nie inaczej jest z Asymmetry. Osobiście w pełni realizuję się w Firleju, a festiwal jest po prostu dzieckiem tego ośrodka. Asymmetry jest grą, Asymmetry jest dziełem sztuki.


Krzysztof Żyła

Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie