Ciekawe pytanie. Według mnie granica jest bardzo subtelna. Z jednej strony wszystko to, co robię artystycznie wynika z głębokiej potrzeby wyrażenia siebie, własnych przemyśleń, opowiedzenia swojej historii, więc w pewnym sensie podaję się ludziom na talerzu z podpisem "spróbujcie, to kawałek mnie, jeśli nie smakuje - nic nie szkodzi." Jeszcze przed wydaniem płyty obiecałam sobie, że będę sobą, że nie będę śpiewać o czymś w co głęboko nie wierzę, że na etapie produkcji będę wierna intuicji, że nie przepuszczę dźwięku, którego nie jestem pewna, itd. Zrobiłam to dla siebie. Jeśli ludziom podoba się to, co robię - świetnie, że możemy być w tym razem. Jeśli nie - pace & love. A mówię o tym wszystkim dlatego, że dla mnie poczucie bycia na swoim terenie, ze swoją muzyką, w całkowitej zgodzie z ze sobą, bez szukania poklasku daje artyście autorytet, fundament do budowania własnego, mikroświata i ukazania go innym.