Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Crippled Black Phoenix

Crippled Black Phoenix

Coraz popularniejsi w naszym kraju Brytyjczycy z Crippled Black Phoenix właśnie wydali nową płytę, a w marcu znów zawitają do Polski. Między innymi o "(Mankind) The Crafty Ape" i o kolejnej wizycie nad Wisłą rozmawiałem z Justinem Greavesem i Karlem Dematą.

Witajcie. Na początek chciałem Was zapytać czy wierzycie w koniec świata, który ma rzekomo nastąpić 21 grudnia 2012?


Nieee… Lepiej niech się wtedy nie kończy, jeszcze nie rozwaliliśmy całego przemysłu od środka.


Co?


Pytam, ponieważ nazywacie swoją muzykę "soundtrackiem dla końca świata". Jak moglibyście ją opisać?


Szczerze mówiąc to nie my ją tak nazwaliśmy, sądzę, że zrobił to jakiś dziennikarz. My wrzuciliśmy to do zespołowej biografii, by zapchać miejsce na stronie. Ja opisuję naszą muzykę jako "zamęt, z powiewem makabry".


Oba stwierdzenia mogą pasować, ale to robi się trochę nudne - widzieć te wszystkie opisy i tagi, które ludzie przypinają do naszej muzyki. Zdaje się, że muszą wymyślić coś krótszego, bardziej ogólnego, bo te opisy generalnie są pozbawione jakiegokolwiek znaczenia.


"Kaleki czarny feniks" jest bardzo żywotny (macie już 8 lat!). Kiedy pierwszy raz poczuliście, że CBP stało się regularnym zespołem, a nie tylko ulotną grupą?


Nigdy nie byliśmy efemerydą, ponieważ nigdy nie chcieliśmy przestać tworzyć. Ale zgaduję, że chodzi o te kilka(naście) zmian w składzie. Crippled Black Phoenix nie było zespołem, kiedy nagrywaliśmy pierwszy album. Sprawa bycia "bandem" zaczęła się, gdy wystartowaliśmy z koncertami. Ale nawet wtedy byliśmy grupą osób, które specjalnie się nie spinały na grę jako zespół, albo miały wypełniony terminarz swoimi sprawami, więc przez kilka pierwszych lat ciężko nas było nazywać "bandem". Na poważnie staliśmy się grupą w drugiej połowie 2008, kiedy dołączył do nas Karl, choć od tamtej pory mieliśmy sporo zmian personalnych. Ostatnio doszedłem do zastanawiającego wniosku, że może CBP nie jest "regularnym" zespołem, że po prostu powinniśmy robić swoje z tymi ludźmi, których mamy… Obecnie skład jest w miarę stały, a każdy członek ma podobne podejście do grania w Crippled Black Phoenix i naszej muzyki. Szkoda, że wcześniej nie mieliśmy takiej sytuacji, ale to w tym momencie nieważne - my zawsze patrzymy przed siebie, nie analizujemy przeszłości.


Powiedzmy to w ten sposób: bardzo chcemy funkcjonować jak "normalny" zespół, ale niezależne od nas okoliczności sprawiają, że dzieje się inaczej. Już sam fakt, że jest nas siedmioro na scenie, czy generalnie w trasie, powoduje dwa razy więcej możliwych problemów, które możemy napotkać.


Moim zdaniem Wasze nowe wydawnictwo, "(Mankind) The Crafty Ape" jest najlepszym, najbardziej dopracowanym w Waszym dorobku. Jak powstawał materiał na ten album?


Z grubsza proces powstawania płyty wyglądał podobnie do poprzednich, z wyjątkiem kilku demówek, nad którymi pracowaliśmy z Karlem przed wejściem do studia nagraniowego. Nigdy wcześniej nie pracowałem w ten sposób, zamiast tego przygotowywałem sobie wszystko w głowie. Ale tak naprawdę, to nie była wielka zmiana w procesie twórczym: napisałem trochę muzyki, złączyłem ją z tematami i tytułami piosenek, które wcześniej zebrałem, dopracowałem kilka rzeczy, wymieszałem i… tadam! Ciasteczka wyskoczyły, mój kot nimi oberwał.


Z kotem już wszystko w porządku. Tak, mieliśmy trochę więcej czasu, by przygotować się do nagrań, wydrzeć z zebranego materiału to co najważniejsze i skupić się na tym - dzięki temu proces nagrywania i produkcji był dokładniejszy. Pierwszy raz mieliśmy czas, by bardziej zagłębić się w detale podczas nagrywania - to było świetne doświadczenie!


Zgaduję, że główną inspiracją dla tekstów na nowej płycie, jest sytuacja gospodarcza świata. Czy kryzys dotknął Was bezpośrednio?


To nie tylko gospodarczy aspekt kryzysu nas dotyka, choć oczywiście w znacznym stopniu wpływa na nasze osobiste życie. Tak więc rzecz jasna to jest źródło inspiracji, szczególnie, gdy w gospodarce dzieje się źle, ale to by było nieodpowiednie z naszej strony skupiać się tylko na ekonomii, wolimy raczej mówić o wielu innych aspektach bycia człowiekiem w czasach ciągłej walki i zmiany. W najcięższych czasach powstaje najmocniejsza sztuka.


Tworzymy muzykę i to jest to, na czym powinniśmy się przede wszystkim skupić. Sprawy dotyczące gospodarki, społeczeństwa czy polityki mogą wpływać na muzykę (i słowa), ale nie są jej bezpośrednim wyznacznikiem, skądinąd muzyka nie jest odpowiednim medium do przekazywania tego typu wiadomości. Kryzys, do którego nawiązujesz, ma wpływ na wszystkich - jeżeli nie, to znaczy że jesteś jednym z tych, którzy czerpią korzyści z zaistniałej sytuacji… Ale to raczej normalne, że nastroje społeczne wpływają na muzykę.


Mottem "(Mankind)" jest zdanie: "Use your anger to creatively destroy your oppressors". Czy uważacie, że w dzisiejszych czasach sztuka może wywołać “bunt" w społeczeństwach?


Nie, nie sądzę, to ciągle leży w gestii ludzi i tylko siła jednostek może przynieść zmianę. Nie usprawiedliwiamy buntu, jedynie wierzymy w możliwość zmiany na lepsze, ale czasami wymaga ona bardzo przekonującej taktyki, która musi wypływać z serca, z całej populacji, a nie tylko od muzyków, czy ogólnie artystów. Ludzie mogą czerpać inspirację ze sztuki i użyć ją jako element walki, ale nie sądzę by ta sama w sobie mogła wszcząć coś tak wielkiego. Jesteśmy tylko grupą muzyków, którzy mogą coś skomentować i pokazać naszą wierność ideałom. Muszę powiedzieć, że sztuka, media są potężnym narzędziem i nie powinny pozostawać nieużywane. Motto obrazuje nasze marzenie: ludzi będących w stanie zmienić bieg rzeczy czy też pokonać prześladowców bez uciekania się do wojen czy terroryzmu. To, niestety, nie jest możliwe, ale możemy mieć nadzieję.


Nie chciałbym używać słowa "bunt", ale.. rewolucja, albo lepiej - ewolucja. To nie leży w naszej gestii mówić ludziom co powinni robić, jak myśleć i, tak jak muzyka sama w sobie, te kwestie powinny być otwarte na interpretację. Jak dla mnie w motto płyty należy zwrócić uwagę szczególnie na słowo "creatively". Prześladowcą może być ktokolwiek/cokolwiek, może to być twój umysł, ludzka natura w sposób jaki ukształtowała się w naszych czasach. Tak czy owak, motto może nieść pozytywne przesłanie.


Moim zdaniem Wasza nowa muzyka jest mocno zainspirowana progresywnym rockiem z przełomu lat 60. i 70. Słyszę tu wpływy np. "Meddle" Pink Floyd. Zgodzicie się ze mną?


Moim zdaniem ta muzyka jest inspirowana przez stoicki spokój.


Nigdy nie narzucamy sobie idei w jaki sposób dana piosenka powinna brzmieć po zakończeniu procesu nagrywania, cały czas staramy się utrzymać otwartość umysłu i podążać za instynktem. Zgodnie z tym podejściem nie czujemy wstydu, jeśli jakieś wpływy wyraźnie się uwypuklają w poszczególnych piosenkach. Są zespoły, które ukształtowały nasz gust muzyczny i wrażliwość w czasach kiedy byliśmy młodzi - to byłoby "autodestrukcyjne", gdybyśmy chcieli ukryć nasze muzyczne gusta.


"Release The Clowns", ze swoim stonerowym drivem, jest prawdopodobnie Waszym najcięższym jak dotąd kawałkiem. Brzmi rewelacyjnie! Czy CBP byłoby skłonne nagrać heavy metalową płytę? (śmiech)


Co, sugerujesz, że nie jesteśmy zespołem heavy metalowym? Cholera… Mówiąc poważnie, nie sądzę, byśmy kiedyś nagrali heavy metalowy album, robiłem taką muzykę ze starymi bandami, nawet mi się to podobało. Ale myślę, że jesteśmy "heavy" w innym sensie - bycie "ciężkim" to nie tylko feeling czy riffy, nie tylko brzmienie gitar czy przestrajanie ich w dół. Hmm, może następny album zabrzmi jak Accept albo Manowar… Czas pokaże.


Właśnie miałem atak…


Jedną z piosenek na nowym albumie jest "The Brain/Poznan". W jaki sposób Poznań Was zainspirował?


Podczas mojej pierwszej wizyty w Poznaniu doświadczyłem pewnych problemów, które skończyły się aresztowaniem mnie przez policję i wzięciem przez nich łapówki - to był bardzo zły czas dla mnie i pozostawił złe wrażenia z tego miasta na wiele lat. Kiedy więc z CBP graliśmy swój pierwszy koncert w Poznaniu, spędziliśmy tu mnóstwo wspaniałych chwil z cudownymi ludźmi, z którymi od tego czasu jesteśmy przyjaciółmi, moje demony odeszły, a jako zespół staliśmy się bardzo przywiązani do tego miejsca i uznaliśmy, że powinniśmy okazać mu swoją wdzięczność.


W marcu kolejny raz pojawicie się w Polsce - to Wasza czwarta wizyta w naszym kraju w przeciągu ostatnich kilkunastu miesięcy. Jak wspominacie poprzednie? Czy polska publiczność wyróżnia się na tle innych?


Nasi zwolennicy w Polsce są dla nas oczywiście wyjątkowi, zawsze mamy tu doskonałe warunki i pozytywną atmosferę. Może się mylę, ale miejscowi ludzie wydają się mieć bardziej otwarte umysły i koncentrować się na tym co robimy, niż to ma miejsce w innych krajach; jesteśmy tu traktowani bardzo serdecznie. Naprawdę chcemy grać w Polsce tak dużo, jak tylko można, ponieważ doświadczamy tu mnóstwa pozytywnych odczuć, co jest korzystne także dla nas samych.


Myślę, że jest u Was ta specyficzna chemia. Czujemy się w Polsce jak w domu. Mamy szczęście, że możemy pracować tu z grupą wspaniałych ludzi. Mamy u nich dług wdzięczności.


Mieliście okazję poznać Polskę nieco lepiej podczas poprzednich wizyt?


Mieliśmy okazję skosztować polskich potraw z mięsa. Chcielibyśmy poznać ich więcej…


Mieliśmy kilka godzin dla siebie w Poznaniu i spędziliśmy mile czas na mieście. Warszawy jak dotąd nie zwiedziliśmy, natomiast Kraków już tak - to piękne miasto! Dużo pozytywnych wibracji i dobrych przyjaciół.


Czego możemy się spodziewać po zbliżających się występach (nie licząc piosenek z nowej płyty)?


Spodziewajcie się wyskoków, wykopów, tańczących naleśników, walczących niedźwiedzi… może nawet walki nago (gra słów Bear/bare - przyp. Jurek)! Tym razem zagramy naprawdę długie sety, wypełnione dużą liczbą nowych kawałków, ale również starszych piosenek, jak i takich, których jeszcze u Was nie graliśmy, albo graliśmy dawno temu. Chcemy zrobić coś innego, może uda się sprawa z dodatkowym instrumentarium w Warszawie… To jeszcze nic pewnego, ale szukamy wszelkich możliwości, by zaproponować coś specjalnego.


Przede wszystkim mamy zamiar skupić się na kawałkach z "(Mankind)" i zobaczyć, jak sprawdzają się na żywo. Wiele z nowych utworów ma złożone aranżacje i jest to dla nas duże wyzwanie, by przekazać tak intensywnie, jak na płycie.


W Waszym profilu na MySpace wyliczacie pięć "Błędnych koncepcji" dotyczących Crippled Black Phoenix. Widzę, że - mówiąc delikatnie - drażni Was np. przypinanie Wam łatki zespołu post rockowego…


Bo, przede wszystkim, nie jesteśmy kapelą post rockową. Jest całe mnóstwo błędnych podejść do CBP, które trzymają się nas po dziś dzień, co czasami naprawdę nas frustruje, ale myślę, że ludzie i tak będą uważać co chcą, bez względu na to jaka jest prawda. Pewnego dnia prawda wyjdzie na jaw, cokolwiek nią jest - sądzę, że nawet my tego nie wiemy. Odrobina tajemnicy jest dobra dla zespołu, ponieważ nie wierzę w całkowitą otwartość i personalne związki z "fanami". Sądzę, że w końcu prawdziwe informacje zostaną "ujawnione", ludzie zasługują na prawdziwe informacje; no, może nie na wszystkie.


Jak wspominałem wcześniej, zauważalną jest tendencja do tworzenia opisów i nadawania tagów, które tylko ograniczają, a czasami są po prostu błędne.


Muzyka CBP jest raczej smutna, melancholijna, podczas gdy Wy sami zdajecie się być wesołymi facetami z dużym poczuciem humoru. Tak więc - dlaczego wybraliście ten rodzaj muzyki?


To zależy kogo nazywasz wesołym, szczęśliwym. Nie wybieramy rodzaju muzyki, jesteśmy z nią związani tajną umową sporządzoną przez tego sukinsyna Richarda Greysona (postać z utworu CBP "Ballad of Richard Greyson" - przyp. Jurek), to on kontroluje nasze umysły. Mówiąc poważnie, jest w naszej muzyce mnóstwo smutku, więcej niż kilka lat temu, ale gdy myślę o tym, co przeżyłem w tym czasie, jest ona dla mnie rodzajem terapii, pozwala przyjąć sprawy na klatę. Gdy gramy na żywo nie sądzę, by bombardowanie publiczności nieszczęściem było czymś odpowiednim, w sumie to dobry humor jest dobrym sposobem na radzenie sobie ze złymi rzeczami. Jesteśmy po prostu zwykłymi wesołymi ludźmi.


Powtórzę to co wcześniej - nie piszemy muzyki intencjonalnie smutnej i melancholijnej, ona po prostu w ten sposób się rozwija. Zgoda, melancholia jest u nas zauważalna, jest częścią "kręgosłupa" zespołu, jest odzwierciedleniem, jak postrzegamy pewne kwestie ale i jaka muzyka nas pociąga. Gramy muzykę, którą sami lubimy słuchać.


Justin, z tego co wiem dorastałeś otoczony przez muzykę, Twój ojciec miał sklep z płytami. Kto był wtedy Twoim ulubionym artystą? Jak to jest teraz?


Tak, to prawda. Kiedy miałem 9-10 lat słuchałem dużo Adam & The Ants, co skłoniło mnie do zainteresowania się grą na perkusji. Tak więc byłem wtedy zakręcony na punkcie punku, thrashu, hardcore itd. Słuchałem też klasycznych brytyjskich zespołów rockowych, głównie dzięki ojcu. To spowodowało, że już wtedy byłem otwarty na inne gatunki i z czasem przestałem dbać o tworzenie najmocniejszej muzyki. Zacząłem przypominać sobie te wspaniałe dźwięki, które dane mi było słyszeć przez całe życie. Obecnie słucham zbyt dużo różnej muzyki, by ją tu wymienić, ale szczególnie lubię takie kapele jak NoMeansNo, Munly & the Lupercalians, Arbouretum, Firewater, jak również klasyczne Jane, Atomic Rooster, King Crimson, Warhorse, Stackwaddy itd.


Dzięki za Wasze odpowiedzi. Pozdrawiam!


Pozdro!


Jurek Gibadło

GALERIA
Popestar Ghost

Jako jeden z nielicznych w redakcji naszego magazynu uparcie bronię Ghost.

Gramy dalej

9 /10
Breaking Habits Meller Gołyźniak Duda

Wreszcie doczekaliśmy się polskiej supergrupy z prawdziwego zdarzenia. Nie jakiejś tam odpustowej zgrai muzykantów do kieliszka, ale ekipy złożonej...Gramy dalej

8 /10
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
When The Smoke Clears
Gatunek: Hardcore
Shklo ocena 7
Shklo Music
Gatunek: Alternatywa
Zobacz wszystkie