Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Nag (Tsjuder)

Nag (Tsjuder)

Trudno nie zauważyć, że black metal zaczyna wkraczać na salony, a niekiedy nawet staje się modny, odchodząc jednak od pierwotnych założeń gatunku.

Z drugiej strony, wciąż istnieją zespoły takie, jak norweski Tsjuder, który niezłomnie kultywuje muzyczne kanony czarnego metalu i ortodoksyjne przywiązanie do wizerunku i ideologii, tworzących podwaliny tej stylistyki. O najnowszym albumie formacji "Legion Helvete" rozmawiamy z frontmanem - Nagiem.

Przede wszystkim, gratuluję udanego powrotu na scenę, i to zarówno koncertowego, jak i wydawniczego. Co sprawiło, że zdecydowaliście się na comeback pod szyldem Tsjuder?


Tsjuder przez bardzo długi czas stanowił istotną część naszego życia, dlatego chyba czuliśmy, że czegoś nam brakuje. Poza tym, wydaje mi się, że przez cały ten czas, w którym Tsjuder był w zawieszeniu, w głębi serca wiedzieliśmy, że zespół pewnego dnia powróci na scenę.

Wasza wytwórnia twierdzi, że wracacie silniejsi niż kiedykolwiek wcześniej. Co ty na to?


Jestem tego samego zdania.


Czym właściwie spowodowana była czteroletnia przerwa w waszej działalności?


Początki Tsjuder sięgają 1993 roku. Po tylu latach wspólnego grania, kilka lat przerwy nie jest w gruncie rzeczy niczym nadzwyczajnym. Nie było żadnego szczególnego powodu, dla którego postanowiliśmy przerwać działalność na pewien czas, po prostu potrzebowaliśmy odmiany. W międzyczasie każdy z nas udzielał się w innych projektach, muzycznie nigdy nie przestaliśmy być aktywni. W końcu, w 2009 roku uznaliśmy, że nadszedł właściwy czas, by ponownie wzniecić ogień Tsjuder.


Bez wazeliny, "Legion Helvete" jest jak podmuch świeżej bryzy na skostniałej scenie klasycznego (norweskiego) black metalu. Coraz trudniej trafić na naprawdę wartościową pozycję w tym gatunku. Czy zastanawiasz się czasem nad obecną kondycją tej stylistyki?


Szczerze mówiąc, nie  bardzo. Otaczam się ludźmi, takimi jak ja, z którymi w pełni się identyfikuję. O innych nie mam potrzeby myśleć.


"No fucking compromises!" to credo z bookletu do "Desert Northern Hell". Biorąc pod uwagę wasz wizerunek oraz zawartość "Legion Helvete" nie straciło ono dla Was na znaczeniu?


Nie, zdecydowanie nie!


Czy prawdziwy black metal musi nierozerwalnie wiązać się z satanizmem? Co myślisz o takich zespołach, jak przykładowo Wolves in the Throne Room, który odrzuca blackową ideologię i kieruje swoje granie do słuchaczy niekoniecznie związanych z tradycyjnym black metalem?


Moim zdaniem, Black Metal jest muzyką satanistyczną i to się nigdy nie zmieni! Nigdy nie słyszałem o kapeli, której nazwę właśnie wymieniłeś, ale wydaje się, że coś musi być z nią bardzo nie tak...


Z racji zawodowych obowiązków, mam częsty kontakt z młodymi ludźmi. Dla większości z nich klasyczny black metal to nic więcej jak tylko śmieszna, beznadziejnie wyprodukowana muzyka, grana przez miśki panda. Do kogo skierowana jest muzyka Tsjuder? Tylko do starszych słuchaczy, którzy znają korzenie i ideologię gatunku, czy macie może aspiracje, by przekonać do siebie nowe pokolenia słuchaczy?


Black Metal to granie dla ludzi o szczególnych zainteresowaniach, zdecydowanie nieprzeznaczone dla masowego odbiorcy. Co więcej, ta muzyka wręcz nie powinna być rozumiana przez masy. Naszym targetem są ludzie tacy, jak my, to do nich chcemy dotrzeć. Chodzi nam o tych, oddanych black metalowi i ideologii, która od zawsze się z nim łączy. Nie mamy zamiaru, ani tym bardziej ambicji, by 'zdobywać' jakichkolwiek nowych fanów. To słuchacze powinni samodzielnie odkryć Tsjuder.


Korzystacie jednak z takich narzędzi jak facebook, zakładam więc, że mimo wszystko chcecie, by wasza muzyka miała jak najszerszy zasięg.


Zgadza się. Pojawiamy się na facebook'u, myspace, reverbnation i w innych podobnych 'miejscach' w sieci. Żadnym z tych profilów nie zarządza jednak Tsjuder, ale gość spoza zespołu, który wyszedł z taką inicjatywą. Wcześniej pojawiało się mnóstwo fałszywych, czy przynajmniej nieoficjalnych stron na fb czy myspace, dotyczących zespołu, dlatego uznaliśmy, że lepiej w jakiś sposób nad tym zapanować, utworzyć oficjalne profile, i dzięki temu uniknąć niepotrzebnych nikomu nieporozumień.  Mam świadomość, że krążą po sieci emaile, których autorami mają być rzekomo członkowie zespołu, co wcale nam się nie podoba, ale niewiele możemy zrobić...


Większość liryków na "Legion Helvete" została napisana w języku norweskim i powstała w początkach waszej działalności. Na tej płaszczyźnie to powrót do niemal demówkowych czasów. Chcieliście w ten sposób podkreślić związek ze swymi korzeniami; pokazać, że wciąż kroczycie właściwą drogą?


Było tak: znalazłem folder ze starymi tekstami i kawałkami, które powstały w latach 1993-1996. Zdecydowaliśmy, że na nowej płycie wykorzystamy tylko te liryki (te, które ostatecznie wybraliśmy,  zostały napisane dokładnie między 1993 a 1995), ponieważ wciąż, mimo upływu czasu, są niezwykle autentyczne. To stary stuff, napisany, jak słusznie zauważyłeś, w pierwszych latach istnienia zespołu. Tak, można powiedzieć, że chcieliśmy w ten sposób podkreślić związek z naszymi blackowymi korzeniami. Poza tym, co tu kryć, możliwość skorzystania z gotowych liryków była dla nas dość wygodnym rozwiązaniem.


Jednocześnie jednak "Legion Helvete" brzmi bardziej dojrzale niż wcześniejsze wydawnictwa Tsjuder. Nie pędzicie już tak do przodu, jak chociażby na "Desert Northern Hell". Czy to zamierzona zmiana?


Nie, w przypadku Tsjuder nic nigdy nie jest z góry zamierzone. Postępujemy zgodnie z tym, co czujemy, to co robimy, dzieje się naturalnie, bez planu. Myślę, że “Legion Helvete" jest czymś na kształt kontynuacji “Desert Nothern Hell'. Moim zdaniem, każdy z tych albumów jest dość dojrzałym tworem, a zarazem całkiem różnorodnym, jeśli chodzi o utwory i zawarte tam riffy.


W takich kawałkach, jak "The Daemon Throne" słyszę riffy, które przywodzą mi nieco na myśl Immortal.


Moim zdaniem, wpływy Immortal są obecne w większości naszych kawałków. Immortal, obok kilku innych nazw, od początku stanowił dla Tsjuder niewyczerpane źródło inspiracji.


Miałem przyjemność widzieć wasz koncert na Hellfest 2011 i muszę przyznać, że muzyka Tsjuder doskonale sprawdza się na żywo. Bierzecie po uwagę ten sceniczny aspekt przy komponowaniu materiału?


Szczerze mówiąc, zupełnie o to nie dbamy. Jedyne, co robimy przed występem, to opracowujemy setlistę w ten sposób, że dobieramy do niej utwory, które naszym zdaniem najlepiej będą ze sobą współgrać. Mamy też kilka kawałków, co do których jesteśmy pewni, że nie sprawdziłyby się w wersji live (a w każdym razie na pewno nie w wykonaniu tylko z jedną gitarą). Tak czy owak, od czasu do czasu gramy na żywo także te kawałki, które do setlisty trafiają rzadko. Przykładem niech będzie choćby 'Morbid Lust', który jak dotąd zagraliśmy na koncercie tylko jeden raz (Sadness, rok 2005).


Wiele blackmetalowych kapel, które widziałem na żywo (wliczając w to naprawdę duże nazwy) niejednokrotnie nie potrafiło oddać na scenie energii i wartości swoich studyjnych wydawnictw. Wam udaje się to bez problemu. W mojej ocenie, dzieje się tak między innymi dlatego, że w swoje kompozycje wplatacie sporo niemal rockowych patentów, a przy tym nie komplikujecie ich nadmiernie. Zgodzisz się?


Tak, masz rację. To przede wszystkim zasługa AntiChristiana. To on, dzięki określonemu stylowi gry na perkusji, wprowadził do muzyki Tsjuder charakterystyczne rockowe elementy. Moim zdaniem, Tsjuder to świetny zespół koncertowy z kilku względów. Przede wszystkim, gramy muzykę, która bardzo dobrze sprawdza się odgrywana na żywo. Poza tym, wciąż, po tylu latach, wszyscy razem potrafimy zagrać naprawdę mocno. To, plus niewyczerpane pokłady energii, która drzemie w każdym z nas, sprawia, że Tsjuder za każdym razem daje niezapomniane show.


Zgodnie z bookletem, autorem Waszej muzyki jest cały zespół. Jak w praktyce wygląda podział pracy w Tsjuder?


Za riffy odpowiadam ja oraz Draugluin. Wspólnie tworzymy na ich podstawie bazy poszczególnych utworów, ale przekształcają się one w pełnowartościowe kawałki dopiero wówczas, kiedy AntiChristian dorzuci do nich swoje partie perkusji. Zwykle, przy okazji dodawania ścieżek bębnów, zmieniamy jeszcze to i owo, koniec końców wychodzi więc na to, że każdy z nas ma swój istotny udział w tworzeniu całego materiału.


Dotychczasowe wydawnictwa opatrywaliście zazwyczaj własnymi wizerunkami. Tym razem zdecydowaliście się na inny koncept okładki. Był ku temu jakiś szczególny powód?


Tym razem również pierwotnie planowaliśmy ponownie użyć zwykłego zdjęcia, tak jak miało to miejsce przy “Demonic Possession" czy “Desert Northern Hell", ale ostatecznie zmieniliśmy zdanie. Demon (diabeł) z okładki został zaprojektowany z udziałem Tsjuder. To rodzaj demonicznej wersji symbolicznej norweskiej korony. Uważam, że znakomicie komponuje się z całym artworkiem płyty.


Wracacie po dłuższej przerwie, ale znów w barwach Season of Mist. Rozważaliście inne możliwości czy od razu postanowiliście kontynuować współpracę z Francuzami?


Nie, nigdy nie braliśmy pod uwagę współpracy z jakąkolwiek inną wytwórnią poza Season of Mist.


Na koniec, powiedz kilka słów na temat sprzętu, jakiego używacie? Na Hellfest widziałem, że Draugluin gra na Jacksonie, Ty natomiast miałeś wtedy basówkę ESP Ltd.


Draugluin używa Jacksona RR1 oraz starego Gibsona SG. Jeśli o mnie chodzi, od ponad 11 lat grałem na ESP Ltd F-204s, dlatego niedawno przerzuciłem się na ESP TA-500. Poza tym, mam kilka innych gitar, między innymi ESP V-250, ESP EC-1000 i BC Rich Bich NJ series. Co do efektów, jesteśmy tak prymitywni, jak to tylko możliwe. Boss Metal Zone to jedyna rzecz, której potrzebujemy!


Plany na najbliższą przyszłość?


Zagrać wszystkie koncerty, zaplanowane pomiędzy marcem a czerwcem 2012, a później wziąć się za pracę nad nową płytą Tsjuder!


Dzięki za rozmowę i powodzenia!


To ja dziękuję!


Szymon Kubicki
Małgorzata Napiórkowska-Kubicka

Zdjęcia: Małgorzata Napiórkowska-Kubicka

GALERIA
Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie