Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Deathstars

Deathstars

Na warszawskim koncercie Deathstars namówiliśmy na wywiad gitarzystę Erica "Cat Casino" Backmäna i basistę Jonasa "Skinny Disco" Kangura.

Na początku porozmawiajmy o Waszym zespole, jaka jest geneza powstania Deathstars?


Zespół został stworzony z kilku różnych szwedzkich formacji, a mianowicie Sword Master i Dissection, grających black i thrash metal. Nightmare (gitarzysta) oraz Bone (perkusista) z Dissection postanowili iść w stronę industrial metalu, później dołączył do nich Whiplasher (wokalista) z formacji SwordMaster. Chcieli stworzyć coś nowego... Tworząc thrash metal zawsze kierujesz się tą samą zasadą "im więcej riffów w jednym utworze tym lepiej". Tym razem chcieli zrobić coś zupełnie innego. Pisać ekscentryczne teksty oraz ciężkie gitarowe brzmienie urozmaicić o partie zagrane na pianinie i keyboardzie.


Jaka była główna idea za którą podążaliście odkąd postanowiliście tworzyć muzykę? Mieliście może jakieś swoje osobiste inspiracje?


Myślę, że to jakiś rodzaj...mentalnej choroby (śmiech). Bycie muzykiem powoduje, że masz to coś w sobie, co pozwala ci się uzewnętrznić, aby wyrazić siebie samego w zupełnie inny sposób. Jest w tobie wbudowany jakiś wewnętrzny ekshibicjonizm, który sprawia, że chcesz to pokazać inaczej niż zazwyczaj się to robi. Myślę, że wiele zapytanych przez ciebie zespołów odpowiedziałoby, że tworzenie muzyki to po prostu jedna z dróg, która pomaga Ci uleczyć twoją duszę. Tworzysz muzykę i po prostu lepiej się czujesz. To świetna wymówka, żeby odepchnąć od siebie codzienne problemy.


Czy Wasze doświadczenia z poprzednich zespołów wniosły wiele do Waszej obecnej twórczości?


W życiu każdej osoby, wszystko to, co wydarzyło się w przeszłości kreuje to kim jesteś teraz. Wszystko, co zdążyłeś zrobić kiedyś dopełnia to, co aktualnie robisz, więc oczywiście nasze dotychczasowe dokonania z SwordMaster i Dissection mają w tym odwzorowanie.


Od kiedy po raz pierwszy posłuchałam Waszych kawałków, obejrzałam teledysk i poznałam Wasze ekstrawaganckie teksty, zastanawiam się, skąd wziął się pomysł na taką, a nie inną kreacje zespołu?


Więc... główną rzeczą którą robimy to przekazywanie ludziom, którzy nas słuchają, całego naszego obrazu. Każdy poszczególny krok jest dla nas bardzo ważny, zatem najpierw komponujemy muzykę, następnie piszemy tekst, ale jesteśmy naprawdę bardzo grymaśni, gdyż potem znowu wywalamy 90% z tego co ułożyliśmy wcześniej. Najważniejszy jest dla nas oczywiście proces nagrywania kawałków. Staramy się, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik i zawsze pragniemy uzyskać w końcowym efekcie mieszankę doskonałą. Kiedy przychodzi czas na nagranie videoclipu i mamy już zrobiony album, nie chcemy po prostu odwalić fuszerki. Nie idziemy na łatwiznę i nie mówimy sobie "zróbmy ten clip tanio i szybko". Grając na żywo chcemy pokazać publiczności to jacy jesteśmy naprawdę. Tak jak powiedziałem wcześniej, chcemy dać z siebie wszystko, aby w dobry sposób ukazać nasz cały wizerunek.


Cyber totalitarny styl na pewno trafia do wielu słuchaczy, w połączeniu z cekinami, obfitym makijażem i mroczną aurą wszystko tworzy specyficzną mieszankę pełną kontrastów tak bardzo charakterystyczną dla Waszego zespołu...


Nieee, my nie wiemy nawet co to jest cyber. Zdecydowanie nie jesteśmy niczym przypominającym styl cyber. Myślę, że ludzie którzy są na naszym show po raz pierwszy mogą być trochę zaskoczeni, że nie jesteśmy w żaden sposób goth ani industrial, ani tym bardziej cyber. Jesteśmy zespołem rockowym. Cyber to słowo którego nie rozumiemy, zdecydowanie nie wiąże się ono ze słowem Deathstars. Uważamy się za rock'n'rollowy zespół. Wyrastaliśmy w końcu na takich zespołach jak Kiss.


Wiele osób widząc po raz pierwszy Deathstars, porównuje was np. do Marilyn Manson ze względu na wizerunek sceniczny. Jak się do tego odnosicie?


Absolutnie nie porównujemy się z kimkolwiek. To jest właśnie powód, dla którego powstało Deathstars. Staraliśmy się skupić bardziej na tym czego my chcemy. Jeżeli spojrzysz w teksty naszych piosenek to zobaczysz, że wszystko jest właśnie o nas. Tak naprawdę, staramy się nie myśleć o innych rzeczach.


Porównując wasze dwa albumy "Termination Bliss'' z 2003 r. oraz "Night Electric Night" z 2009 można wyczuć subtelną różnicę w brzmieniu oraz tekstach utworów. Czy był jakiś konkretny powód tych zmian?


Tak, twoje życie ciągle się zmienia... Dajmy na to, że urodziłaś się w 1988 roku i w 2000 roku miałaś wspaniały rok, a 2005 okazał się całkiem popieprzony. W takim wypadku to oczywiste, że jeżeli pisałaś teksty w 2000 i potem w 2005 zobaczysz, że całkowicie różnią się od siebie.


Jak w skrócie opisalibyście szwedzką scenę rockowo-metalową?


Szczerze? Nie wiem. Rozumiem, że wychodzisz z założenia, że w Skandynawii jest dużo takich zespołów. Wszyscy dorastają w bardzo zimnym klimacie, cały czas jest ciemno i ponuro, więc co można robić? Wszyscy grają ciężką muzę.


Podobno wszyscy się tam dobrze ze sobą znacie?


Oczywiście, jesteśmy bardzo małym krajem i nie ma w tym nic dziwnego. Jeżeli jesteś w rockowym biznesie to normalne. Może nie jesteśmy dla siebie rodziną, ale wszyscy dobrze się znamy. W Sztokholmie jest około 1 miliona ludzi z czego 200 to muzycy.


Wasze brzmienie jest bardzo innowacyjne w porównaniu z innymi skandynawskimi zespołami thrash i black metalowymi. Dużo eksperymentujecie z brzmieniami elektronicznymi. Czy zakładając Deathstars nie obawialiście się fali krytyki ze strony fanów ciężkich klimatów?


Szczerze mówiąc, nie zastanawialiśmy się nad tym wcześniej. Po prostu robimy to, co chcemy. Zawsze staramy się robić coś innego i eksperymentować, żeby nie utknąć w jednym puncie. Oczywiście nasza twórczość przez cały czas się zmienia...


W Waszych utworach słychać bardzo dużo elektroniki. Czy na kolejnym albumie Deathstars będzie ich jeszcze więcej, czy też wrócicie do korzeni, czyli rocka i metalu?


To nie jest coś, co planujemy przed wejściem do studia. Kiedy piszemy kawałek możemy myśleć w następujący sposób: "ten utwór będzie hitem!" Kiedy wchodzimy do studia i nagrywamy około 15 piosenek, inną sprawą jest to, że następnego dnia mogą się  nam one już nie  podobać. To wszystko się zmienia przez cały czas. Nie planujemy tego, co powinniśmy robić... Po prostu zawsze zakładamy: "na tym albumie określamy się tak i tak", ale do końca i tak nigdy nic nie wiadomo...


Ostatnio wiele zespołów łączy ciężkie metalowe riffy z mainstreamowymi gatunkami. Świetnym przykładem tego może być współpraca Korna ze Skrillexem. Co myślicie na ten temat?


Uważam, że świetne jest używać niektórych tego typu dźwięków, ale powinno się to robić w swój własny określony sposób. Lubię Skrillexa - to świetny facet, robi dobrą muzykę. Dubstep jest naprawdę cool, ale my nie zamierzamy robić takiej muzyki. To mogę zagwarantować. No chyba, że Skrilex przyjdzie do nas i zaproponuje nam jakąś owocną współpracę, wtedy możemy się nad tym zastanowić... (śmiech)


Wracając do Waszej ostatniej trasy koncertowej z Rammsteinem. Jak wspominacie swoje ostatnie koncerty z Polski?


Pamiętam chyba więcej z after party niż z samego show, ale polski tłum był jak zwykle wspaniały.


Wybiegnijmy teraz trochę w przyszłość... Czy moglibyście zdradzić nad czym obecnie pracujecie?


Nie! (śmiech) Wracamy do domu i będziemy pracować nad kolejnymi kawałkami, które może pojawią się w nadchodzącym albumie.


Czy chcielibyście jeszcze coś na koniec przekazać czytelnikom Magazynu Gitarzysta?


Tak, rzućcie wszystko i zacznijcie tworzyć rocka!!!

Karolina Gołębiewska

Sounds From the Heart of Gothenburg In Flames

Dobór utworów pożegnalnego DVD In Flames z Danielem Svenssonem za zestawem perkusyjnym jest mocno dyskusyjny.

Gramy dalej

7 /10
Bad Vibrations A Day To Remember

Amerykanie zbyt długo kazali czekać na swój nowy album.

Gramy dalej

8 /10
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Big Jesus ocena 5
Oneiric
Gatunek: Alternative rock
Divine Touch
Gatunek: Melodic death metal
Zobacz wszystkie