Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Paweł Mazur (Pandemonium)

Paweł Mazur (Pandemonium)

Wszystko wskazuje na to, że Pandemonium wkracza w nowy etap działalności. Najlepszym na to dowodem jest ostatni album zespołu "Misanthrophy", prawdopodobnie najlepszy w karierze formacji. Na ten i inne tematy rozmawiamy z szefem, wokalistą i gitarzystą zespołu - Pawłem Mazurem.

Ten przymiotnik pojawia się często w tekstach was dotyczących: czy Pandemonium jest zespołem legendarnym?


Powinniśmy może zdefiniować pojęcie "kapel legendarnych". Co ono tak dokładnie oznacza i jakie kryteria należy spełnić, aby się takim zespołem stać. W pewnym stopniu mogę chyba zrozumieć opiniotwórców. Dla mnie legendą, niestety już nieżyjącą, jest twórca muzyki absolutnie ponadczasowej, jakim był za życia Quorthon Seth. Trudno mi odnieść się do samego siebie, bez  pewnego dystansu. Dystans każe mi zachować powściągliwość i pozostawić ocenę tej materii innym.


Przy okazji naszej poprzedniej rozmowy stwierdziłeś, że "Promo 2010" to materiał w 100%  chciany, przemyślany, przedyskutowany i zaakceptowany. Żadnych rzeczy na siłę, żadnego olewactwa". To samo można powiedzieć o "Misanthrophy"?


O "Misanthropy" należy powiedzieć zdecydowanie więcej. Sama już jej "muzyczna lektura" nie pozwala wyrażać się o tej płycie inaczej niż z należnym jej szacunkiem. Nawet, gdyby miał się wyrażać tylko poprzez milczącą aprobatę. Czasem słowa są zbędnym komentarzem dla rzeczy oczywistych. "Misanthropy" jest dla mnie materiałem kompletnym, świeżym, nowoczesnym, a zarazem szanującym swe korzenie i nawiązującym do nich na wielu płaszczyznach. Moglibyśmy rozprawiać o tym godzinami, ale uważam, że najlepiej po prostu sięgnąć po to wydawnictwo i, jeśli ktoś jeszcze go nie zna, powinien przekonać się o jego mocy na własnej skórze.


Mam wrażenie, że "Misanthrophy" brzmi jak materiał nagrany przez zespół po przejściach, a jednocześnie w pełni świadomy swojej wartości. Trochę jak podsumowanie waszej kariery...


Każdy album podsumowywał jakiś okres/etap naszej działalności. Jest tak również w przypadku "Misanthropy". Jeśli się okaże, że będzie to faktyczne podsumowanie naszej "kariery", uchylę czoła przed twoim przenikliwym, wizjonerskim widzeniem przyszłości. Na dzień dzisiejszy myślę o następnym materiale, więc może nasza "kariera" potrwa jeszcze "chwilę" (śmiech). Co do brzmienia, to jestem nim w 100 % usatysfakcjonowany. Udało nam się osiągnąć brzmienie inne od wszystkich. Dobre, ciężkie, odpowiednie dla charakteru tej muzyki. Jest wiele składowych tego niepowtarzalnego soundu i naprawdę musieliśmy poświęcić full czasu na wyodrębnienie esencji. Uważam, że zrobiliśmy to doskonale.


Chodziło mi o dotychczasową karierę, nie wróżę wam końca działalności (śmiech). Brzmienie, o którym mówisz, powstało w Viriam Art Studio, z Piotrem Tyszkiewiczem za konsoletą. Być może dzięki temu brzmicie zupełnie inaczej niż inne polskie produkcje?


Dokładnie. Dlatego, że nagrywaliśmy tam, gdzie nagrywaliśmy, właśnie z tym człowiekiem - wypracowaliśmy unikalne brzmienie, z którego jesteśmy absolutnie zadowoleni. Oczywiście, że brzmimy inaczej niż reszta polskich kapel - tak chciałem i tak miało być.


Jak głęboko sięgają twoje myśli, jeśli chodzi o następne wydawnictwo. Ogrywacie już jakieś pomysły?


Powoli zaczynam o tym myśleć. Spokojnie, rozważnie, otaczam się doborowym towarzystwem i zbieram informacje co, jak, w jaki sposób, a może tak, a może inaczej. Nic na pałę. Chcę nagrać równie dobry materiał jak "Misanthropy", a może nawet lepszy. Muszę być w związku z tym bardzo ostrożny i, naturalnie, twórczy.


Czy jesteś zadowolony z reakcji fanów i mediów na ten krążek? Czy z łatką, o której wspomniałem w pierwszym pytaniu, łatwiej liczyć na pobłażliwość czy wręcz przeciwnie?


Nie sądzę, żeby ludzie nam pobłażali. Wcześniejsze produkcje pokazywały, że gdy coś komuś leżało na wątrobie, to po prostu o tym pisał, mówił.  Były to jak najbardziej szczere i uczciwe opinie, które przyjmowałem na klatę takimi, jakimi były. Reakcje na "Misanthropy" są bardzo, ale to bardzo pozytywne, na pewno w przeważającej mierze. Nie dopatruję się tutaj żadnego podwójnego dna. Czuję, że są to szczere opinie wygenerowane po zagłębieniu się i wsłuchaniu w nowy materiał.


No dobrze, istnieje jednak tendencja do dodawania punktów za zasługi dla sceny, staż, kultowy status i inne takie...


Dla mnie kultową kapelą jest Bathory i Celtic Frost. Reszta to wyśmienite bandy, ale nieco poza formułą kultowości. Podobno Pandemonium też jest kapelą kultową. No cóż, może kiedyś postawią nam pomnik, jak już zmieni się wreszcie ten "czarny porządek". A zmieni się na pewno - to tylko kwestia czasu.


Opinie na temat "Misanthrophy" są w większości bardzo pozytywne, ale zdarza się (zwłaszcza na stronach zachodnich portali), że wasza propozycja nie znalazła uznania. Z czego to, twoim zdaniem, wynika?
 

Szanując wszystkich wykonawców i ich prawo do wyrażania swych muzycznych emocji, nawet jeśli nie podoba mi się ich muzyka, staram się tego w sposób ostentacyjnie druzgocący nie manifestować. Ja również nie gustuję we wszystkich gatunkach muzycznych i rozumiem kogoś, kto otrzymał "Misanthrophy" do recenzji, a akurat jest zwolennikiem sieczki, blastów i wirtuozerskich popisów. Zdaję sobie sprawę, że nie wszystkim podoba się Pandemonium. Znam ludzi, którzy nienawidzą Behemoth, Vader, Hate... A przecież to rewelacyjne kapele, pod każdym względem doskonałe. Dogodzisz ludziom? Nie. Przecież człowiek jest tylko człowiekiem...


Dla mnie to najlepszy album od czasu "Devilri", do którego mam spory sentyment. Nieczęsto zdarza się, by ten najlepszy materiał przychodził po tylu latach funkcjonowania zespołu. Co było czynnikiem decydującym? Większa determinacja, optymalny, ograny skład, brak ciśnienia, a może po prostu niespodziewany atak weny? (śmiech)


Uważam, że proces twórczy jest tyle fascynujący, co (niekiedy) nieprzewidywalny. Można grać oczywiście matematykę, ale jak już kiedyś powiedziałem, nie tędy droga, jeśli o mnie chodzi. Uważam, że w moim życiu, szczególnie teraz, od kilku lat wstecz nawet, pojawiła się pozytywna aura i konstruktywna siła. Wszystko to poparte jest oczywiście materialnymi działaniami, zabiegami promocyjnymi i po prostu ciężką pracą. Ale bez impulsu z kosmosu nie byłoby niczego (śmiech)


Proces rejestracji "Misanthrophy" był dość mocno rozciągnięty w czasie. Mógłbyś przybliżyć przyczyny takiego stanu rzeczy?


Założenie od samego początku było takie, że nie robimy sraki i nie tworzymy sztucznych ciśnień. Założyliśmy sobie pewien przedział czasowy, w którym powinniśmy się wyrobić i tego się trzymaliśmy. Wydawało nam się, że mamy czasu aż nadto. W praniu okazało się, że z racji ogromu rzeczy, które zawarliśmy na śladach, przebiórka i odpowiednie zbilansowanie wszystkiego przekroczy założony deadline. Należało starannie, ze spokojem doprowadzić miksy do szczęśliwego końca. Kończenie na siłę i na szybko okazałoby się na pewno błędem.


Androniki Skoula nadała kawałkom, w których zaśpiewała, ciekawego klimatu. Jak doszło do tej współpracy?


Z Androniki zeswatał nas niejaki Artur Urbanek. Pomysł wydał mi się przedni i natychmiast skontaktowałem się z nią i zaczęliśmy ustalać szczegóły współpracy.  Androniki również zapałała chęcią udziału w tym przedsięwzięciu, więc  należało już tylko powołać je do życia i urzeczywistnić. Efekty tych zabiegów słychać wyraźnie w "Stones Are Eternal" oraz tytułowym "Misanthropy". To chyba najlepsze numery z płyty - w swojej kategorii oczywiście (śmiech)


Zatem nie planowaliście od początku kobiecych wokali na płycie, tylko skorzystaliście z okazji? Rozumiem, że pracowaliście przez Internet? Dobrze, że oparliście się pokusie, o ile w ogóle taka się pojawiła, jej większego udziału na płycie. Wyszło podobnie, jak w przypadku Satyricon i Anji Garbarek - z umiarem.


Nigdy nie jest tak, że masz od razu poukładane wszystkie klocki od A do Z. Pomysł udziału Androniki pojawił się w trakcie nagrań, ale w bardzo odpowiednim momencie. Mieliśmy już nagrane bębny i gitary oraz napisane słowa. To wystarczyło, by wysłać jej te ścieżki właśnie przez internet i zacząć współpracę i szlifowanie, dogadywanie szczegółów. Zgadzam się z tobą, że wyważyliśmy proporcje bardzo dobrze - z umiarem (śmiech)


Mam wrażenie, że po wcześniejszych, elektronicznych eksperymentach, tym razem z sampli i podobnych rozwiązań korzystaliście nadzwyczaj oszczędnie. Taki był zamiar?


Najważniejsza jest równowaga i umiar. Trzeźwe spojrzenie i wyobraźnia. Nauczyłem się tego z czasem. Uważam, że nie najgorzej udało nam się to wszystko poskładać do kupy i na koniec zaprezentować. "Misanthropy" nie kipi przesadą i przerostem formy nad treścią. Moim zdaniem, jest optymalnie zbilansowanym materiałem.


No właśnie, ta równowaga wyraźnie zwraca uwagę od samego początku. To niecodzienne, zwłaszcza dziś, gdy większość metalowych zespołów stawia na plastikową produkcję i próbuje upchnąć w kawałkach wszystko, co tylko przyjdzie im do głowy. Jesteście oldchoolowi i bardzo dobrze.


Jesteśmy - fakt. Z tym się rodzisz. Żadne akademie wirtuozów ci tego nie dadzą. Kosmos obdarza cię tym darem. Potem szlifujesz diamenty, idąc krętymi ścieżkami.


To oczywiste, że weterani, choćby z ciekawości, sprawdzą "Misanthropy". Myślisz, że album ma szansę trafić do młodszych fanów, którym wytwórnie serwują dziś nieco inne dźwięki?


Album już trafił i wciąż trafia do młodszego pokolenia. Muza jest ponadczasowa, więc pseudofilozoficzny komentarz jest tu zbędny. Ludzie są cały czas tacy sami, albo bardzo podobni do siebie. Tylko czasy się zmieniają, a i też nie do końca. Jeśli muzyka jest odpowiednio skonstruowana, to będzie wieczna jak STONES ARE ETERNAL...


Album, odważnie, kończy się tekstem w języku polskim. Wyszło bardzo dobrze, skąd ten pomysł?


Od jakiegoś czasu świtała mi w głowie taka myśl, żeby zamknąć album polskim akcentem. Takim, a nie innym kawałkiem. Pompatycznym, metafizycznym, refleksyjnym. Wszystkim podoba się taki finał. "Misanthropy" ukazało się w całej swojej krasie, aurze doskonałości.


Opowiedz o swoim sprzęcie, gitarach, efektach, wzmacniaczach, etc.


Gram na CORCIE z aktywnymi EMG. Na chwilę obecną myślę jaki nowy, lepszy sprzęt sobie sprawić.


W jaki sposób dzielicie się partiami gitary z Markiem?


Wymiana MP3 przez internet partii gitarowych, maile, rozmowy bądź spotkania na próbach i dyskusje po świt.


Jak zaczęła się twoja przygoda z gitarą i dlaczego wybrałeś właśnie ten instrument?


Zawsze chciałem grać na gitarze i "śpiewać" w kapeli metalowej. Nie spodziewałem się, że będę tak długo wyrażał swoje opinie. Widocznie cały czas mam tu jeszcze coś do powiedzenia.


Co dalej z Pandemonium? Gracie na żywo tu i tam, czy macie jakieś poważniejsze plany koncertowe?


A co to znaczy poważniejsze? Każdy koncert jest tak samo ważny i poważny. Ten mały i ten większy też (śmiech). Wydaliśmy płytę, więc siłą rzeczy musimy ją ogrywać jak najwięcej i gdzie tylko się da.


Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko życzyć wam powodzenia!!


Dziękuję za poświęcony mi czas. Ja również życzę ci powodzenia w krzewieniu wartości wyższych (śmiech)


Szymon Kubicki
Małgorzata Napiórkowska-Kubicka

GALERIA
Wild World Bastille

Przy okazji słuchania drugiej płyty Bastille doszedłem do wniosku, że chyba nigdy nie zrozumiem zwyczajów zakupowych współczesnych fanów muzyki....Gramy dalej

7 /10
Ostatnia rodzina - muzyka z filmu Różni Wykonawcy

"Ostatnia rodzina" to jeden z najgłośniejszych filmów ostatnich miesięcy, który trafi do kin pod koniec września. Z kolei dwa tygodnie temu premierę...Gramy dalej

7 /10
Soilwork ocena 8
Death Resonance
Gatunek: Melodic death metal
In Flames ocena 7
Sounds From the Heart of Gothenburg
Gatunek: Melodic death metal
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie