Autorowi najpewniej wysiadła synchronizacja ścieżek w programie i z miksu wyszedł klops, czyli nieziemskie bzdury. Należy zawsze od początku do końca posłuchać finalnego nagrania, najlepiej kilka razy z rzędu, zanim przedstawi się je szerszemu audytorium. Jeśli to, co słyszymy, jest jednak efektem zamierzonego działania, to doradzę twórcy, by nie tracił czasu na zabawę w nagrywanie utworów ani udawanie solówek. Lepiej skupić się na akompaniamencie ogniskowym. Być może te parę akordów podłożonych do śpiewu przy płomieniach (w lecie, nad jeziorem) wystarczy, by czerpać radość z ujmującego hobby, jakim jest trącanie strun gitary. Zyskają na tym wszyscy, a najbardziej słuchacze.