Kup Magazyn Gitarzysta

En Vivo! - Iron Maiden

En Vivo!

Wykonawca:

Iron Maiden

Gatunek:

Heavy metal

8 /10

Aby tradycji stało się zadość, korporacja Iron Maiden wypuszcza na rynek kolejną koncertówkę, tym razem dokumentującą tour promujący ostatnie studyjne wydawnictwo grupy, "The Final Frontier".

Posłuchajmy jak prezentuje się dwupłytowa wersja CD "En Vivo!".

Nie wiem jak Wam, ale mnie się 15-sty album Żelaznej Dziewicy podobał - odszedł nieco od utartych schematów melodycznych i zaprezentował jeszcze bardziej progresywne oblicze zespołu. Z tej udanej płyty na "En Vivo!" uświadczymy pięć (a więc połowę) kawałków: koncert rozpoczyna połączone "Satellite 15… The Final Frontier", singlowe, hard rockowe "El Dorado", "Coming Home" - balladę w klasycznym maidenowym stylu oraz rozbudowane "The Talisman" (świetna praca gitary akustycznej oraz chyba najwyższa partia Bruce’a w XXI w.) i "When The Wild Wind Blows" (długaśny, epicki utwór na miarę "Rime of the Ancient Mariner").

Choć podczas trasy promującej "The Final Frontier" Iron Maiden na każdym koncercie prezentowali dokładnie ten sam set, to jednak obecnie rynek południowoamerykański jest dla nich najgorętszy. Stąd decyzja o zarejestrowaniu w całości koncertu ze stolicy Chile, Santiago, który odbył się 10 kwietnia 2011 na miejscowym Estadio Nacional przy udziale 50 000 widzów. To zresztą frekwencyjny standard.

Co wyróżnia "En Vivo!" spośród innych wydawnictw koncertowych Madienów, których mamy na pęczki? Po pierwsze, rzecz oczywista, materiał z nowej płyty. Bruce jest na niej, jak i podczas trasy promującej, wokalnie w najlepszej formie od 10 lat. Wspaniale wyrzuca z siebie wszystkie partie, utrzymuje pewność głosu przez cały koncert, zagaja do publiczności (tradycyjne "scream for me Santiago!") a poza tym - co zobaczycie pewnie w wersji DVD - biega jak szalony po scenie jakby odmłodniał o jakieś 15 lat.

Całość brzmi jak na Iron Maiden przystało, czyli świetnie! Każdy instrument został umieszczony na oddzielnym paśmie, przez co dźwięk jest niesamowicie klarowny, nasycony, selektywny. Dużym plusem jest też solidne "nagłośnienie" szalejącej publiki. Za minus - przewidywałem to jeszcze przez wsadzeniem krążków do odtwarzacza - potraktujmy płasko brzmiącą introdukcję "Satellite 15", ale możemy to zespołowi odpuścić, w końcu odtworzono ją z taśmy.

Oprócz materiału z płyty promowanej, na "En Vivo!" odnajdziemy mnóstwo maidenowej klasyki, która musi zabrzmieć na każdym koncercie - "2 Minutes To Midnight", "The Trooper", "Fear of The Dark", "The Number Of The Beast" czy "Hallowed Be Thy Name". Okej, tym zestawem nie mamy się co podniecać, bo znajdziemy go właściwie na każdej koncertówce Brytyjczyków. Ciekawsze są inne numery: "Blood Brothers", jasne - dostępny już na "Rock In Rio", ale tu nabierający szczególnego znaczenia, bo zadedykowany ofiarom trzęsienia ziemi w Japonii (gdzie zespół miał zagrać, ale ostatecznie przeszkodził mu szalejący żywioł); miło usłyszeć dawno nie granego "The Evil That Man Do" oraz koncertowy standard, ale dawno nie uwieczniany na płycie "Running Free".

Poważnie zastanawiałem się, jaką dać ocenę żeby nie być posądzony o stronniczość (na plus) lub zbytnie zapatrzenie w kieszeń słuchacza, którą Iron Maiden regularnie wypłukują (na minus). Dam 8 ze względu na dobór materiału, bardzo dobre brzmienie, a także osobiste pozytywne doświadczenia z obcowania na żywo z tym materiałem podczas zeszłorocznego Sonisphere. Dobra robota, Panowie!

Jurek Gibadło