Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Neolithic

Neolithic - Neolithic

Neolithic

Wykonawca:

Neolithic

Gatunek:

Hard rock

7 /10

I stało się - biały kruk, czy raczej niebiesko czerwony (biorąc pod uwagę okładkę), zmienił się w kruka czarnego (razem z coverem).

Ten wypatrywany przez fanów materiał Neolithic, który piętnaście lat temu miał premierę na kaseciakach, wreszcie trafia na srebrny krążek.

Zacznijmy od zmian. Te generalnie są dwie, wypowiem się o jednej, bo ją jestem w stanie dostrzec. Przeobraziły się okładka i booklet - teraz są ciemne, klimatyczne, a nie pstre jak w oryginale. W środku książeczki, oprócz tekstów (wraz z tłumaczeniami), uświadczymy zdjęcia członków zespołu "z okresu".

Drugą odmianą w stosunku do oryginału, jest brzmienie. Jak tłumaczy Piotr Wtulich, lider zmarłego sześć lat temu zespołu, samo przerzucenie materiału z taśmy na kompakt mijałoby się z celem, bo sound upakowany na kasecie jest zazwyczaj, delikatnie mówiąc, słaby. W tym wypadku - bez bicia się przyznaję - nie mam pojęcia jaki, gdyż nie słyszałem tamtego materiału w oryginale. Tu brzmi programowo ciężko, czysto, choć - bądź co bądź - znać, że ktoś majstrował tu przy brzmieniu. Posłuchajcie leżących obok siebie "1970 Avenue" i "Night Insane City" - ścieżki zostały tu "wyczyszczone" ze zdecydowanie innym natężeniem staranności. Pewnie z premedytacją. Mnie to przeszkadza.

Jeśli chodzi o materiał, to wychodząc od doomowych czy wręcz gotyckich klimatów z jakich słynął zespół z Mławy we wczesnych latach swojej działalności (tu objawiających się w mrocznym "Nowhen, Nowhere"), przechodzi do siarczystego hard rocka (np. "Night Insane City"), mieniącego się dobrym riffem i odpowiednio wyryczanym lub zaśpiewanym tekstem w języku Szekspira. Taką nutę uświadczymy w twórczości Black River, powstałego na szczątkach Neolithic.

Na wokalu się skupmy - ryja darł na tej płycie Maciek Taff. Łezka się w oku kręci, gdy słucha się jego głosu, szczególni, gdy weźmie się pod uwagę, iż Taff już raczej nie zaśpiewa (choroba gardła). Już wtedy potrafił krzyknąć, ryknąć (schodząc nawet do rejonów groblowych), ale też przekonująco melodyjnie użyć swojego aparatu gębowego (jak w "1970 Avenue") - później już nigdzie tak nie śpiewał.

EPka "Neolithic" to solidna dawka mrocznego hard rocka, która wreszcie doczekała się godnego wydania. Dla fanów polskiego gitarowego grania z lat 90. to pozycja obowiązkowa.

Jurek Gibadło