Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / White Tones

White Tones - Minerals

White Tones

Wykonawca:

Minerals

8 /10

"Najgorętszy debiut roku!" - tak pieją o pierwszej płycie Minerals niektóre media.

Stawianie sprawy w ten sposób, gdy za oknami "rozsiewa zioła maj" jest dość głupie, tym bardziej, że "White Tones" piątki warszawiaków ciężko nazwać rozpalającym. To raczej muzyka melancholijna, na termometrze dobijająca do temperatur uznawanych za ciepłe.

Ale powiedzmy to sobie od razu - mamy do czynienia z debiutem, jak na polskie warunki, nieprzeciętnym. Ba, gdybym dostał tą płytę do odsłuchu i udał, że nie wiem co to internet, sądziłbym, że mam do czynienia z Brytyjczykami! Ileż tu charakterystycznego dla grup ze Zjednoczonego Królestwa brzmienia i nośności, ile dusznego klimatu i podlanej deszczem zadumy. Oraz pięknych melodii.

Właściwie łatka, którą dopinam do tej recenzji, "rock alternatywny", jest tu mocno naciągana, bo Mineralsów nie tak łatwo upakować. Z jednej strony znajdziemy tu odniesienia do gitarowej twórczości Radiohead z lat 90. czy - co po spojrzeniu na wspomniane obok oksfordzkie inspiracje wydaje się oczywiste - do rodzimego Myslovitz, z drugiej zaś do łagodności spod znaku Anathemy (muzycy może będą zdziwieni tym porównaniem, ale akurat w okolicy wala mi się album "Weather Systems" i stąd moje skojarzenie ;)).

Mocnych stron krążek "White Tones" ma wiele, począwszy od pełnego, ciepłego (ale nie gorącego, wbijcie to sobie do głowy kochani promotorzy!) brzmienia, poprzez klasowe wykonawstwo - mówię wprost: uwielbiam spokojny wokal Filipa Pokłosiewicza - skończywszy na konkretnych, nośnych (nie powiem przebojowych, bo mi to słowo do omawianego materiału nie pasuje) kompozycjach. Jeśli album zaczyna się od zaśpiewów "ooooo" w coldplayowym stylu ("01010110"), to wiadomo, że ta płyta przyciągnie kanały słuchowe na dłużej. Potwierdza to właściwie każdy kolejny (z 12) numer: a to prowadzony przez wyraźną partię sekcji i gitarowe pasaże "Discount" (jeśli dorzucimy do tego specyficzne wjazdy na falset, skojarzenia z Radiogłowymi nasuną się same), a to mocny, przestrzenny "Is This Love" (koledzy z Mysłowic miło przytakują głowami), to znów na poły akustyczny "Hearts & The Sea" (The National na tapecie?), jazzujący (głównie ze względu na partię trąbki) "Back Track", czy - trochę niebezpiecznie - zbliżający się do "Wicked Game" Chrisa Isaaka "Thin Times".

Dobry, klimatyczny debiut, znamionujący spore możliwości Minerals. Jeśli ci kolesie nie przebiją się do szerszej świadomości, choćby fanów muzycznej alternatywy, to ja się wyprowadzam z tego smutnego kraju.

Jurek Gibadło