Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Featuring Mato Nanji

Featuring Mato Nanji - Indigenous

Featuring Mato Nanji

Wykonawca:

Indigenous

Gatunek:

Blues rock

8 /10

Zespół Indigenous rozpoczynając działalność pod koniec lat 90-tych był rodzinnym przedsięwzięciem tworzonym przez pochodzące z plemienia Nakota rodzeństwo Mato, Pte, Wanbdi Nanji oraz ich kuzyna Horse.

Debiutowali w 1998 roku świetnym albumem "Things We Do", a tytułowy utwór z tego krążka stał się prawdziwym hitem. Po wydanej w 2006 roku płycie "Chasing the Sun" Mato rozstał się z rodzeństwem. Pomimo tego stylistyka grupy się nie zmieniła bowiem to właśnie on był i jest mózgiem zespołu. Fakt ten został zresztą wyraźnie zaznaczony takim a nie innym zapisem nazwy wykonawcy i tytułu na okładce najnowszej płyty - Indigenous featuring Mato Nanji.

Otwarcie albumu, czyli "Free Yourself, Free Your Mind" wywołuje na mojej twarzy szeroki uśmiech zadowolenia - Indigenous taki jak lubię, czyli żwawe tempo, wyrazista gitara, z lekka "leniwy" wokal Mato, wyraźnie słyszalne dodatkowe instrumenty perkusyjne (konga!). Dodatkowym smaczkiem jest z pewnością gościnny udział Jonnyego Langa, który zaśpiewał i zagrał na gitarze. No i Jeff Martin na perkusji z niezwykle mocarnymi uderzeniami w bębny. Oj jak ja lubię takie granie! Dalej jest równie udanie. "Everywhere I Go" to świetny numer, bardzo melodyjny, rozkołysany, leciutki. Po prostu pięknie się go słucha. W następnym na liście, czyli "Jelousy" jest mocniej, szybciej. Utwór zbudowany jest w zabójczym formacie zwrotka - refren - gitarowa solówka - zwrotka - refren - gitarowa solówka. Nawiasem mówiąc, gdyby tylko lekko zmienić aranż wyszedłby z tego całkiem zgrabny southern rock.

W "Someone Like You" ponownie swój udział w sposób wyjątkowy zaznaczył grający na kongach American Horse. "I Was Wrong To Leave You" przynosi uspokojenie, ponieważ to typowy slow blues. Pięknie tu słychać Hammonda. Instrument ten udziela się również i w innych utworach, ale jest dość skutecznie zagłuszany przez nawałnicę gitar i sekcji rytmicznej. Spokojnie jest tylko przez chwilę, bo następny utwór, "No Matter What It Takes", grzeje z motoryką przypominającą "Crossroads" w wykonaniu legendarnego tria Cream. "Storm" to zgodnie z tytułem prawdziwa burza - konga, solo na basie, dzika gitara (coś w stylu Steviego Ray Voughana), perkusyjna nawałnica. Dzika, rozpędzona rzecz po której wypada trochę zwolnić. I tak w istocie jest, gdyż w "Find My Way" jest zdecydowanie spokojniej. Kolejna udana kompozycja, trochę piosenkowa (chociaż pod koniec nabiera rozpędu), ale bardzo w stylu Indigenous. A zaraz potem świetne ogniste shuffle "All Those Lies". Z kolei "Wake Up" to spokojniutka ballada, która brzmi jak typowa kompozycja Mato - taki swoisty znak rozpoznawczy. Perkusista Jeff Martin jakby nie zauważył zmiany klimatu, bo dalej wali w bębny jak opętany. W kolejnym utworze, czyli "By My Side" wszystko wraca do właściwego, czytaj żwawego tempa. Album zamyka niezwykle dynamiczny i mocarny bluesior "When Tomorrow Comes" z piękną solówką Mato.

Każdy kto zna Indigenous z ich poprzednich wydawnictw na najnowszej płycie znajdzie całkiem sporo tego, za co lubi, ewentualnie nie cierpi zespołu (w zależności od opcji). Ale jest też sporo nowego, bowiem nie brakuje utworów zdecydowanie mocnych, głośnych, dynamicznych z wyraźnym rockowym pazurem (choćby "Storm" czy "Jelousy"). Budowa kompozycji też uległa pewnej zmianie - partie instrumentalne są w stosunku do tych wokalnych znacznie wydłużone, a i liczba i długość gitarowych solówek została wyraźnie zwiększona. Przy okazji zatracony został piosenkowy charakter utworów. Czy jest to trwała zmiana stylu zespołu? Odpowiedź na to pytanie przyniosą kolejne płyty.

Całość materiału skomponował Mato do spółki ze swoją żona Leah z małym wyjątkiem, bo w "Someone Like You" państwu Nanji małej pomocy udzielił Mike Varney, zresztą producent płyty.   

Chciałoby się retorycznie zapytać kto dzisiaj wydaje płyty trwające ponad siedemdziesiąt minut i co najważniejsze nie nudzące słuchacza przez tak długi czas? Mato Nanji z kolegami ta sztuka udała się znakomicie. Prawdziwie męskie, gitarowe granie.

Robert Trusiak