Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Fragments

Fragments - Shattered Destiny

Fragments

Wykonawca:

Shattered Destiny

Gatunek:

Power metal

6 /10

Amerykańsko-ukraińsko-rosyjski kwartet w ramach wszechstronnej, unikatowej metalowej mieszanki? W taki oto sposób reklamuje się Shattered Destiny, a więc zespół, który w 2012 roku zadebiutował EP-ką pt. "Fragments".

Na cały materiał składają się w sumie cztery utwory, które rozciągnęły się na niecałe 23 minuty muzyki. Poza stałym składem Shattered Destiny w osobach Leny H. (bas), Romana G. (gitara prowadząca), Stevena S. (gitara rytmiczny) i enigmatycznie brzmiącego JJ (instrumenty klawiszowe, wokal) na krążku swoje partie zarejestrowali skądinąd znani Mark Zonder (perkusja) oraz szwedzki zaciąg wspierająco-wokalny w składzie Joacim Cans, Johan Aremyr i Pontus Norgren. Zresztą też i w szwedzkim Rouge Studios płyta została nagrana, grafikę do niej stworzył Niklas Sundin, a masteringiem zajął się Jens Bogren. Nawiązując do czasów minionych można rzec, iż oto powstał produkt muzyczny prawdziwej internacjonalistycznej przyjaźni! Pod tym względem "Fragments" to rzeczywiście wszechstronna i unikatowa mieszanka.

Natomiast nieco inaczej prezentuje się sama muzyka, bo po starciu z premierowym dziełem Shattered Destiny odniosłem wrażenie, że kapela wcale prochu nie wymyśliła. Album jest zróżnicowany, bo można tu usłyszeć klasyczny heavy metal, sporo z thrash metalowego brudu i szybkości, patetyczne fragmenty power metalowe, czy ładne akustyczne uniesienia. Fajnie brzmią gitary Romana G., szczególnie jeśli chodzi o solówki, a także perkusja Marka Zondera, co zresztą nie jest żadnym zaskoczeniem. Pomimo, że wokal JJ brzmi fragmentami jakby był wyjęty z magla to nie sposób odmówić mu siły i szczerości. Ponadto szwedzcy weterani death i power metalu popracowali też nad dobrym brzmieniem płyty, ale ostatecznie czegoś mi w nutach "Fragments" zabrakło. Ten krótki materiał raczej nie zachęcił mnie do ponownego odsłuchu, a już na pewno nie w perspektywie krótkiego czasu.

Momentami z tego mini-albumu uderza schematyczność, jak w niemal całym utworze "Oblivion", szczególnie jeśli chodzi o riffy. Te zostały tu i ówdzie podane w konwencji "copy con". Niestety w tę pułapkę kilkukrotnie wpadł też JJ, który niczym Blaze Bayley w czasach Iron Maiden, zaciął się na dwóch lub trzech wersach. Summa summarum, zespół w jakiś sposób zaznaczył swoją obecność. Być może sprawne lobby, zapewnione przez muzyków, którzy go wspierają, umożliwi Shattered Destiny przedostanie się do szerszej publiczności. Mam nadzieję, że za tym pójdzie również rzeczywiście unikatowa muzyka.

Konrad Sebastian Morawski