Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Break The Silence

Break The Silence - Gun

Break The Silence

Wykonawca:

Gun

4 /10

Teoretycznie powinna być to płyta wybuchowa - bo i nazwa z ogniem, i fakt "wielkiego powrotu" w sumie niezłego zespołu też jest nie bez znaczenia. Teoretycznie powinienem poniżej piać z zachwytu. Teoretycznie… Praktyka jest nieco inna.

Jaka? A no taka, że siedzę przed komputerem i ziewam. Podpowiem, że obok mnie stoi kawa, a na zegarze jest 17 - niedługo będzie mecz (bo trwa EURO). Innymi słowy, nie ziewam z powodu aury, ani pory dnia. To "Break The Silence" zespołu Gun mnie usypia.

Powiedzmy sobie, kim Gun są. To zespół jednego hitu, w dodatku nie swojego autorstwa - mowa o "World Up!" (kawałek Cameo) z płyty "Swagger", który w 1994 roku kazał miłośnikom alternatywnego rocka z Wysp zwrócić na nich oko. Ziomkowie z Glasgow należeli do nurtu tych kapel, które gdyby mieszkały w gorącym, Los Angeles pewnie rżnęłyby rock’n’rolla jak Guns N’Roses, ale że przyszło im żyć w deszczowym Zjednoczonym Królestwie…

Rozstali się w 1997, a w 2008 ogłosili reunion. "Wracamy dla siebie" mówili. Przykro mi panowie - tu akurat nie ma się czym chwalić, bowiem - powiedzmy to sobie szczerze - chyba nikt na was nie czeka. Nikt nie czeka na "Break The Silence".

Ale nie to świadczy o przeciętności tej płyty. Przeciętności, bo ten album nie jest jakoś cholernie słaby, po prostu gubi się w tłumie. Zaczyna się żwawym "Butcher Man" - to dobry numer, fajnie brzmi, jest zadziorny, ale posiada taki jeden mały feler - nie ma tu riffu, to tylko takie sobie brzdękanie akordami, które robi wrażenie dzięki mocnemu przesterowi. No i przyjemnemu wokalowi Dante Gizziego (na pierwszy rzut ucha nie dałbym mu tych czterdziestu kilku lat, które ma). Drugi numer "14 Station" to coś a la zżyna z pierwszej płyty Velvet Revolver. Tylko zżyna i w dodatku nie zagrana z taką klasą, jak przez zespół Slasha (przy okazji brak tu solidnej solówki).

Podobnie nie do końca przekonujące są kawałki, którym blisko jest do takich kapel, jak np. Manic Street Preachers - tu przykłady mam dwa: "Lost & Found" i "Running Out Of Time". Nie potrafię w nich odnaleźć tego charakteru, który jest właściwy muzyce przywołanych Walijczyków. Tu kończy się też "fajność" wokalu Dante, który nagle przybiera jojczącej barwy.

Niestety, "Break The Silence" to płyta boleśnie przeciętna. Gun jakiś tam potencjał mają, pomysły raczej też, brzmienie - bez zarzutu. Ale tej muzyce brakuje jaj, a rock bez ikry jest przykry. Dziękuję, dobranoc.

Jurek Gibadło