Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Impact Is Imminent

Impact Is Imminent - Cyclophonia

Impact Is Imminent

Wykonawca:

Cyclophonia

Gatunek:

Power metal

3 /10

Wśród ortodoksyjnych słuchaczy metalu z Krainy Fiordów power metal nie cieszy się wielką popularnością, ale okazuje się, że w niejakim Sorvik powstał zespół pod nazwą Cyclophonia, który właśnie pomiędzy heavy i power metalem umiejscowił swój debiutancki krążek "Impact Is Imminent".

Grupa w sześcioosobowym składzie: Andreas Angell (wokal), Kai Joar Kristensen (wokal), Kristian Kvile Hanssen (bas), Nikolai Ursin (perkusja), Havar Robertsen (gitara) i Oystein Kvile Hanssen (gitara) niczego nowego nie wymyśliła, a wręcz można odnieść wrażenie, że "Impact Is Imminent" to krążek nudny i oklepany. W ośmiu utworach, które się na nim znalazły w całości spodobał mi się jedynie urozmaicony "The Hero". To właśnie tutaj formacja zaproponowała kilka efektownych zmian tempa oraz dość nieschematyczną konstrukcję kawałka. Pozostałe numery Cyclophonii utknęły gdzieś w zwrotkowym schemacie wykańczanym niemalże kopiami jednej i tej samej solówki gitarowej. Ponadto we wspominanym "The Hero" norweskim muzykom udało się umiejętnie połączyć heavy i power metalową stylistykę. W pozostałych numerach przeważa stylistyczny bałagan, który ostatecznie doprowadza słuchacza do konsternacji. Utwory zawarte na "Impact Is Imminent" nie mają nic wspólnego z umiejętnym łączeniem gatunków, a przeważa tu raczej zlepek przypadkowych pomysłów.

Premierowe dzieło zespołu jest obszernymi fragmentami bardzo melodyjne. Pod tym względem można mówić o różnorodności tego materiału. Tym bardziej, że licznym melodiom towarzyszy czasem właściwa power metalowi pompatyczność, a czasem quasi agresywne partie gitar i perkusji. Dość powiedzieć, że te pierwsze, jak i drugie patenty skutecznie zamaskowały indolencję twórczą Norwegów. A mogło być jeszcze lepiej, szkoda bowiem, że w na "Impact Is Imminent" zabrakło takich charakterystycznych perkusyjno-gitarowych galopad jak w "The Mirror" i wspomnianym wcześniej "The Hero". Pomimo wyraźnego bałaganu krążek mogłyby uratować indywidualne umiejętności muzyków. Mówię oczywiście o instrumentalistach, bowiem czarę goryczy przelał wokalny dwugłos Kristensena i Angella. Panowie wymęczyli mnie niemiłosiernie. O ile jestem w stanie wybaczyć licznie nierówności czy nietrafione linie wokalne do poszczególnych fragmentów płyty, o tyle nie wybaczę naiwnych, słabych i pozbawionych mocy głosów.

Chwile spędzone z "Impact Is Imminent", to chwile bezpowrotnie stracone. Na szczęście krążek trwa jedynie 35 minut. Parafrazując byłego prezydenta: 'Panowie nie idźcie tą drogą!'

Konrad Sebastian Morawski