Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Phantom Antichrist

Phantom Antichrist - Kreator

Phantom Antichrist

Wykonawca:

Kreator

9 /10

Dzieło Wesa Benscotera zdobiące okładkę nowego albumu Kreatora wywołało u mnie uśmiech, bowiem ów tytułowy fantom antychrysta do złudzenia przypomina mi mojego licealnego nauczyciela od historii. Żarty się jednak skończyły gdy przyszło mi się zmierzyć z samą zawartością albumu.

Trzeba bowiem zdecydowanie stwierdzić iż trzynasty studyjny krążek niemieckiej legendy to esencja współczesnego europejskiego thrash metalu. W dziesięciu premierowych kompozycjach zawartych na "Phantom Antichrist" pojawiło się wszystko, co w stylu Kreatora najlepsze i czym zespół dotąd inspirował młodszych wykonawców gatunku. Wszakże trzy kwadranse tego materiału zioną spod rozpędzonych riffów wściekłością i ciężarem, aczkolwiek w tym niemieckim tornado nie zabrakło też fragmentów zdradzających niebanalny talent kompozycyjny Milanda Petrozzy i jego świty. Zresztą o to chyba w thrash metalu chodzi, aby nie skupiać się wyłącznie na statycznym, nazwijmy to dyplomatycznie: zasuwaniu na instrumentach, bo też czasem trzeba zaoferować rozsądne urozmaicenie. Tego Kreatorowi nie brakuje.

Niechaj potwierdzeniem tych słów będą liczne zmiany tempa, krótkie akustyczne wtrącenia i od groma innych drobiazgów (np. różne wymiary wsparcia wokalnego) w takich utworach jak "From Flood into Fire", "The Few, the Proud, the Broken", "Your Heaven, My Hell" czy "Until Our Paths Cross Again", które świadczą o tym, że Kreator nie poszedł na łatwiznę, jak to się czasem w przeszłości zdarzało. Nie wspominam nawet o klimatycznym otwarciu krążka pod postacią "Mars Mantra". Dla równowagi znalazła się tu również grupa sprawdzonych killerów, które mają w sobie tyle mocy iż mogłyby roztrzaskać w pył cały Reichstag z Reichsratem włącznie. W tej dosadniejszej części "Phantom Antichrist" na kolana rzuca obszerny zestaw riffów i solówek gitarowych Petrozzy i Yli-Sirniö w kombinacji z potężną perkusją Christiana Gieslera. Temu ostatniemu dodatkowo zawdzięczam świetne otwarcie w "Civilisation Collapse" oraz wiele innych, tak grupowych, jak i autonomicznych partii. W dwóch nie do końca pięknych słowach: absolutna miazga!

Album ma ponadto wyraźny walor koncertowy. Nie trzeba daleko sięgać wyobraźnią by dostrzec tych wszystkich metalowych maniaków, którzy za Petrozzą będą krzyczeć: "We are Legion! We are Legion United in Hate!" albo opętańczo intonować: "Victory Will Come! Victory Will Come! Victory Will Come and Only Death Will Triumph!". Dodając do całości fakt, że nad produkcją krążka czuwał Jens Borgen, człowiek odpowiedzialny m.in. za genialny "After" Ihsahna z 2010 roku, to obraz poukładanego i bezkompromisowego materiału układa się w głowie bez konieczności specjalnych rekomendacji. Muzycy Kreatora raz jeszcze zaznaczyli swoje miejsce na metalowym piedestale.

Powinniście się zatem przygotować, że kupując "Phantom Antichrist" kupujecie też bilet na brutalny, thrashowy rollercoaster, którego tempo wytrzymają tylko najwytrwalsi.

Konrad Sebastian Morawski