Kup Magazyn Gitarzysta

Noko - Noko

Noko

Wykonawca:

Noko

Gatunek:

Hard rock

7 /10

Jestem zdeklarowanym przeciwnikiem wszelkich talent-shows, bo te - tu padnie truizm - nie służą wyszukiwaniu młodych, zdolnych muzyków, a jedynie nabijaniu słupków oglądalności stacjom telewizyjnym.

Chlubnym wyjątkiem wydaje się być "Must Be The Music", w którym wykonawcy prezentują swoją własną twórczość. Jednym z takich zespołów był warszawski kwartet Noko, który właśnie zadebiutował długogrającym wydawnictwem. Ich udział w polsatowskim programie przełożył się na wymierny sukces - duże zainteresowanie ze strony słuchaczy, mediów i wytwórni. Efektem podpisanie kontraktu z Metal Mind Productions. Owocem tej kolaboracji jest album "Noko".

Panowie powołali do życia swój band w 2004 roku na bazie zespołu Noconcerto, który dokonał żywota chwilę wcześniej. Sceniczny debiut miał miejsce w 2008, ale dopiero teraz przyjdzie nam się cieszyć porządnym materiałem.

Zacznijmy od rzeczy istotnych, ale nie najważniejszych. Okładka - no tu szału nie ma. Mam taką prywatną teorię, że w dzisiejszych czasach cover, szczególnie albumu debiutanckiego, musi mieć sławetne, niedookreślone "To Coś", musi przykuwać uwagę i to zarówno na sklepowej półce, jak i wśród treści umieszczanych na stronach internetowych. "Noko" takowego frontu nie posiada - ciemne tło, na nim delikatnie zarysowane (skądinąd naprawdę fajne) logo kapeli. Zauważyć nie sposób, a już przykuć wzrok na dłużej - tym bardziej.

Natomiast do brzmienia nie można się przyczepić - jest adekwatne do ciężkiego, podlanego grunge’em rocka. Mocne, brudne, wyważone, dobrane tak, by żaden z instrumentów nie czuł się pokrzywdzony. Ten krążek sam krzyczy: podkręć swój odtwarzacz na maksa! Lubimy to, my preciousssss.

Wreszcie kwestia najistotniejsza: treść. Ta jest solidna, "amerykańsko" skomponowana, w której wszystko jest na swoim miejscu. Słowa opowiadają o jednostce, o jej emocjach w sposób na tyle prosty, że nawet ludzie ze średnią znajomością języka angielskiego połapią się, o co chodzi podmiotowi lirycznemu (w tej roli wokalista Michał Jaroszewicz).

Muzycznie "Noko" też trzyma poziom, uderza masywnymi riffami i więcej, niż przekonującym wokalem. Mnie pod względem partii gardłowego najbardziej urzekł "See You Around" - te świetne wielogłosy budzą jednoznaczne skojarzenie z Alice In Chains. Podobać się może "Clouds Are Closing In", naładowany wieloma interesującymi zagrywkami gitarzysty Michała Perkowskiego, z ciętym riffem pod zwrotką i przejściem oraz przestrzennym, nośnym refrenem. Bardzo dobry jest też zamykający płytę "Before I Sleep", który został oparty o kontrastujące dźwięki gitary akustycznej i elektrycznej. Plus za dobrą melodię.

Na "Noko" nie ma może totalnych killerów, przebojów, które będą królowały na listach przebojów z jakichś innych powodów, niż tylko głosy znajomych. Niemniej to równa, ciekawa płyta, która - mam nadzieję - będzie preludium do kolejnych, udanych wydawnictw w gatunku, na który ostatnio jakoś nie ma hajpu.

Jurek Gibadło