Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Borgofondo

Borgofondo - Doctor Cyclops

Borgofondo

Wykonawca:

Doctor Cyclops

7 /10

Cóż za miła niespodzianka. Doctor Cyclops przywędrował do mnie w paczce z płytą Samsara Blues Experiment, z karteczką zachęcającą do odsłuchu i ewentualnego napisania kilku słów. Szkoda, że tak wartościowe bonusy nie trafiają się często.

"Borgofondo" to debiutancki krążek włoskiego trio, który z logo niemieckiej wytwórni World in Sound trafił na rynek w maju. Label ów jest mocno nakierowany na dźwięki, zanurzone w latach '70, nic więc dziwnego, że Doctor Cyclops świetnie się w ich katalogu odnalazł. Podobne retro granie wciąż zyskuje na popularności i zwraca uwagę słuchaczy, wcześniej zupełnie niezainteresowanych podobnymi dźwiękami. Problem polega na tym, że wzorce dla powstających jak grzyby po deszczu formacji, bezkrytycznie zapatrzonych w muzyczną przeszłość, ciągle są te same (bo przecież nie może być inaczej). Prowadzi to do ciągłego powielania tych samych schematów kompozycji, brzmienia, instrumentarium, a nawet samego wyglądu muzyków czy oprawy graficznej wydawnictw. Trudno dociec, kto na kim się wzoruje i od kogo pożycza. W tej kipiącej, choć trochę już zatęchłej, szufladzie szansę mają tylko ci, którzy zaproponują nieco bardziej twórczą reinterpretację klasyki. Mówiąc bez ogródek, wygrają tylko najlepsi kopiści. Ta sztuka powiodła się m.in. Doktorowi.

Oczywiście, Doctor Cyclops brakuje jeszcze trochę do współczesnych vintage'owych gwiazd w rodzaju Witchcraft czy Graveyard, ale "Borgofondo" to bardzo solidny debiut. Właściwie trudno powiedzieć, dlaczego odsłuch tego albumu to czysta przyjemność, w końcu Włosi nie oferują niczego szczególnie odkrywczego, choć trzeba przyznać, że bardzo umiejętnie czerpią zarówno ze spuścizny pomnikowych klasyków z Black Sabbath, a nawet Jefferson Airplane, oraz całej rzeszy mniej znanych kapel z epoki w rodzaju Sir Lord Baltimore, jak i współczesnych formacji typu Witchcraft czy Blood Ceremony.

Może się wydawać, że te porównania są trochę od czapy, ale zwłaszcza pierwsza część "Borgofondo" jest bardzo urozmaicona. Wystarczy przyjrzeć się choćby "Cyclop's Claim", rozciągającemu się od sabbathowego ciężaru rodem z Birmingham do klimatu flower power, prosto z zachodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Kolejny "Giants of The Mountain" mógłby spokojnie znaleźć się na płycie Blood Ceremony, gdyby tylko podmienić wokal. A o to byłoby dość prosto, bo tak się jakoś złożyło, że gościnnie w tym kawałku wystąpiła niepowtarzalna... Alia O'Brien z tej kanadyjskiej formacji. Alia jednak nie śpiewa, tylko gra świetne solo na flecie, jeszcze bardziej zbliżając ten utwór do twórczości swego macierzystego bandu. Na tym jednak nie koniec ciekawostek, bowiem numer kończy się zupełnie niespodziewanym, szalonym, jazzującym wejściem trąbki i saksofonu. W pozostałych kawałkach także trudno o nudę.

Najważniejsze, że żaden z trzech podstawowych ogniw Doctor Cyclops nie odstaje od reszty. Zwraca uwagę doskonale nagłośniony i bardzo autonomiczny, odpowiednio dudniący bas Francesco Filippiniego, który wraz z bębnami Alessandro Dallery tworzy bardzo mocny podkład rytmiczny pod tłuste brzmienie gitary Christiana Draghi. Przy okazji, Draghi popisuje się również świetnym wokalem, który doskonale pasuje do konwencji zespołu, dzięki czemu wiele jego partii to prawdziwa ozdoba albumu. "Borgofondo" to gratka dla miłośników ciężkiego retro rocka. Warto sprawdzić ten krążek.

Szymon Kubicki