Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Under Flaming Winter Skies - Live in Tampere

Under Flaming Winter Skies - Live in Tampere - Stratovarius

Under Flaming Winter Skies - Live in Tampere

Wykonawca:

Stratovarius

Gatunek:

Power metal

7 /10

19 listopada 2011 roku, podczas koncertu w fińskim Tampere, perkusista Jörg Michael oficjalnie pożegnał się z fanami Stratovarius.

Jego przemowa nastąpiła pomiędzy wielkim hitem zespołu "Darkest Hours" oraz coverem Deep Purple "Burn", które dodały dodatkowej wymowy w pożegnaniu niemieckiego drummera. Jestem przekonany, że tylko i wyłącznie z powodu tego wydarzenia zostanie zapamiętane nowe koncertowe wydawnictwo fińskiej legendy power metalu zatytułowane "Under Flaming Winter Skies - Live in Tampere". Oto bowiem skończyła się pewna epoka, w której wspominany perkusista aktywnie uczestniczył. W sumie ze Stratovarius nagrał dziewięć studyjnych albumów i choć w warstwie kompozycyjnej nie miał zbyt wiele do powiedzenia, to trwale wpisał się w klimat tego zespołu. Młyn historii miele powoli, ale nieustannie. Miejsce Michaela zajął Rolf Pilve, a ostatnie ślady obecności Niemca w Stratovarius zostały zaznaczone podczas trasy koncertowej o wymownej nazwie The Jörg Michael Farewell Tour. Dobrze się stało, że jej wycinek został zarejestrowany w Tampere, bowiem koncert ewidentnie należał do udanych.

Albumy koncertowe mają to do siebie, przynajmniej w moim przekonaniu, że powinny uruchamiać nowy wymiar utworów znanych ze studio. Tak jest również w przypadku Stratovarius. Przynajmniej w pewnej mierze, bowiem legendarne "Hunting High And Low" zostało tu rozciągnięte w nieprzyzwoicie przyjemny sposób, do ostatniego singla zespołu "Under Flaming Skies" gitarzysta Matias Kupiainen dołożył co nieco riffów, a i "Darkest Hours" zostało odświeżone o kilka nowych pomysłów. Dla równowagi grupa nieco urwała z klasycznej wersji "I Walk to My Own Song", a i "The Kiss of Judas", w moim przekonaniu, lepiej brzmiał w studyjnej wersji znanej z "Visions". Skoro już tę nazwę wymieniłem, to zwolennicy Stratovarius nie powinni spodziewać się cudów po epickim (nie lubię tego słowa, ale taki jest w istocie "Visions") utworze tytułowym z albumu wydanego w 1997 roku, który został zagrany w skądinąd znanej konwencji. W sumie zostało tu zaprezentowanych siedemnaście utworów, a cały materiał dodatkowo urozmaiciły liczne partie solowe instrumentalistów: krótkie gitarowe popisy Kupiainena, wyborny bas Lauri Porry, kilka klawiszowych sztuczek Jensa Johanssona oraz oczywiście solówka perkusyjna bohatera wieczoru wkomponowana w "Black Diamond". Materiał, pomimo kilku nie do końca zagranych "na świeżo" kawałków, nie powinien przejść bez echa wśród power metalowej rzeszy fanów. Tym bardziej, że koncertowe wydawnictwa Stratovarius należą do rzadkości.

Szkoda, że zespół konsekwentnie odżegnuje się od prezentowania twórczości z trzech pierwszych albumów. Składa się na to kilka przyczyn, a w tym konkretnym przypadku również fakt, że w okresie "Fright Night", "Twilight Time" i "Dreamspace" Michaela nie było w składzie formacji. Wydaje mi się również, że ten koncertowy materiał mógłby brzmieć lepiej, gdyby Timo Kotipelto ograniczył niepotrzebne gadulstwo, ale trzeba mu oddać, że w ten sposób rozruszał fińską publiczność, która przecież do najbardziej żywiołowych nie należy. Warto też dodać, że osoby, które nie będą miały dość samych płyt CD z zapisem gigu będą mogły sięgnąć po materiał video wydany na DVD i Blu-ray. Muszę jednak ostrzec, że muzycy Stratovarius zdążyli się już nieco zestarzeć, także fanki mogą poczuć się zawiedzione, a i wizualna oprawa występu też raczej nie zapada w pamięć.

Za to w pamięci pozostanie przemowa Jörga Michaela i jego pożegnanie ze Stratovarius. Dobrze się stało, że to wydarzenie zostało zapisane dla potomnych. Obowiązkowy zakup dla miłośników Stratovarius i zwolenników power metalowych dźwięków.

Konrad Sebastian Morawski