Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / By A Thread - Live in London 2011

By A Thread - Live in London 2011 - Devin Townsend Project

By A Thread - Live in London 2011

Wykonawca:

Devin Townsend Project

7 /10

Nie chce uchodzić za enfant terrible recenzenckiego półświatka, ale wydawnictwa typu "By A Thread" wydają mi się przysłowiowym marketingowym strzałem w kolano.

Cztery płyty DVD plus dodatkowe pięć CD to rzecz tyleż godna podziwu, co wymagająca potężnych środków finansowych od potencjalnego nabywcy.

Nie warto jednak wylewać żalów na Devina Townsenda - wszak każdy artysta marzy, by jego opus magnum doczekało się równie imponującej oprawy. Roger Waters ma "The Wall", Marillion szczyci się "Brave" a Townsend postawił na swoją kwadrologię w postaci "Ki", "Addicted", "Deconstruction" i "Ghost". Właśnie te płyty zostały zagrane na żywo w Londynie - przez cztery kolejne dni kanadyjski artysta wraz ze swymi muzykami koncertował, każdy album to jeden dzień, a każdy dzień to jedno DVD. Łącznie prawie siedem godzin materiału wideo z występów. Na płytach CD natomiast zawarto każdy krążek z kwadrologii w wersji live oraz dodatkowe utwory (również na żywo). W mojej opinii o wiele lepszym pomysłem byłoby zawrzeć w boxie podstawowe, studyjne wersje albumów zamiast koncertówek, które powielają tylko wykonania z DVD.

Odnosząc się natomiast do samych występów z Londynu, to przyznaję - muzyka robi o wiele większe wrażenie niż studyjne pierwowzory, jest jakby intensywniejsza, ma w sobie więcej mocy. Przypomnijmy, że każda z czterech studyjnych płyt Devin Townsend Project reprezentowała inny styl muzyczny: "Ki" to atmosferyczny art-rock w stylu starych mistrzów z Pink Floyd czy pierwszych krążków Porcupine Tree z domieszką oniryki, bluesa i ambientu; "Addicted" stylistycznie osadzona jest w świecie progresywnego industrial metalu z dużą dozą rozwiązań awangardowych; "Deconstruction" natomiast nazwać można extreme-symphonic progresywno metalową operą, z chórkami i growlingiem przeplatającym się ze śpiewem operowym właśnie; na zakończenie "Ghost" - eksperymentalny z lekka new age'owy rock progresywny pomieszany z ambientem, muzyka niezwykle przestrzenna i wyciszona. Townsend i świta wszystkie te swoje dziwactwa zagrali z wirtuozerskim zacięciem, perfekcyjnie - z życiem.

Fakt, gra świateł oraz sama scena nie są specjalnie imponujące - można powiedzieć nawet, że muzycy gnieżdżą się na paru metrach kwadratowych z całym swym sprzętem, ale w tym przypadku chodzi raczej o samą muzykę niż nieprzeciętne widowisko wizualne. Udało się jednak wytworzyć artystom klimat, który mnie osobiście wciągnął, mimo, że nigdy nie byłem fanem twórczości Townsenda. Utwory, które nie robiły na mnie wrażenia w swoich wersjach studyjnych, podczas koncertu uzyskały nowe oblicze. Oniryczne "Cost" zachwyca, zresztą jak większa część DVD "Ki", "Addicted!" i "Bend It Like Bender!" ujawniają prawdziwego kopa dopiero na "By A Thread" (gościnnie na "Addicted" DVD zaśpiewała Anneke van Giersbergen z The Gathering). Niestety wciąż niezrozumiały pozostaje dla mnie "Deconstruction" - zbyt chaotyczny, za mało melodyjny, a za bardzo wykrzyczany, przekombinowany kompozycyjnie. Świetnym zakończeniem ten bombowej mieszanki stylistycznej jest oniryczne "Ghost" DVD. Miło również, że Townsend podczas wszystkich czterech koncertów utrzymuje świetny kontakt z publicznością.

Koncertowe wydawnictwo Devina Townsenda to na pewno rzecz godna uwagi, ale raczej tylko dla zdeklarowanych fanów twórczości kanadyjskiego artysty. Rzecz z gatunku kolekcjonerskich. Jest to kawał porządnej, w większości przemyślanej muzyki, szkoda tylko, że zagranej na tak małej scenie i bez rozmachu wizualnego. Jeśli natomiast nie jest się wielkim wielbicielem Devin Townsend Project radzę odpuścić.

Grzegorz Bryk