Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Keep Your Heads Down

Keep Your Heads Down - Flapjack

Keep Your Heads Down

Wykonawca:

Flapjack

Gatunek:

Rock

10 /10

Po piętnastu latach doczekaliśmy się wreszcie kolejnego albumu Flapjacka. Tyle czasu trzymać fanów w napięciu... No, nieładnie.

O zbliżającym się krążku czytałem w pewnym muzycznym magazynie już przeszło rok temu. Należę bowiem do tej grupy osób, która rzeczywiście z wielkimi emocjami wyczekiwała nowego dzieła reprezentantów rodzimej, choć nie polskojęzycznej, sceny rapcore'owej. Emocje o tyle większe, że każda dotychczasowa płyta różniła się od poprzedniczki. Flapjack przyzwyczaił fanów do wędrówek w różne klimaty. Od thrashowo - rapcoreowego "Ruthless Kick", przez rasowy rapcore na "Fairplay", po wchodzące w psychodelię "Juicy Planet Earth". Co tym razem nam zgotowali? Czy piętnaście lat czekania przyniesie rozczarowanie? Tego typu obawy towarzyszyły mi, gdy po raz pierwszy trzymałem w rękach egzemplarz "Keep Your Heads Down".

Pierwszy kawałek, adekwatnie zresztą do swego tytułu, nie pozwala usiedzieć na czterech literach. "Stand Up", choć zaczyna się niezbyt dynamicznie, zapowiada bardzo ciekawe brzmienie albumu. W przerwach między partiami riffów słychać delikatnie jakąś industrialną elektronikę. Kawałek zaczyna bujać wraz z tekstem a refren miesza trochę w warstwie rytmicznej. Do niekończącej się imprezy zaprasza wszystkich drugi utwór. Przynajmniej możemy się domyślać jaki był powód tak długiego milczenia muzyków. "Party Never Ends" jest nieco psychodelicznie rozmyty. Towarzyszące niezbyt wyraźnemu flow gitary wzbogacone o delikatny przester budują specyficzny, senny klimat. Wybudza z niego refren, a całość nawiązuje brzmieniem do "Juicy Planet Earth". Lirycznie kompozycja  ma w sobie wiele mocy, autoprezentacji i niesamowitej pewności siebie. Guzik mówi coś w stylu: "Cholernie się za wami stęskniliśmy, więc mamy tu coś naprawdę mocnego". No, no... Pozostaje sprawdzić, czy nie są to puste słowa.

Naprawdę mocny jest "In A Structure". Za każdym razem, gdy odpalam płytkę, coraz dłużej zatrzymuję się przy tym kawałku. Jest on w pewnym sensie mainstreamowy, choć tekst piętnuje komercyjne zagrywki. Chwytliwy refren sprawia, że spokojnie można go zapodać na niemal każdej imprezie pod warunkiem, że wszyscy będą mięli już nieco w bani. Trochę połamana perkusja świetnie miesza się z niejednostajnym, choć rytmicznym kostkowaniem. W to wszystko znakomicie wplątuje się flow tworząc utwór nieco pogmatwany, a zarazem bardzo przyjemny. Kiedy wrażenie dysharmonii między warstwą rytmiczną a wokalną narasta do maksimum, wchodzi wspomniany już, bardzo trafiony refren. Niejednoznaczne "pull up, pull up" szybko wbija się w pamięć i długo tam pozostaje. Do tego świetny riff, wykorzystany również w bridgeu. Tam z kolei wzbogacony jest o krótką, ale bardzo rocknrollową solówkę. Kilka pierwszych dźwięków sola jest w tej samej tonacji co riff, natomiast pozostałe takty rozchodzą się sprawiając wrażenie bardzo udanej improwizacji. Cały numer ma w sobie wiele świeżości, nowej energii i dynamiki. Dla mnie osobiście jest godnym reprezentantem "Keep Your Heads Down".

Flapjack na tym albumie oczywiście nie pozbył się charakterystycznego dla siebie stylu. Mamy tu mieszankę wszystkiego, czym do tej pory raczył on swych fanów. Z ostatnim krążkiem kojarzy mi się na przykład "Black Leather Couch", czy chociażby wspomniany "Party Never Ends". W "Black Leather Couch", oprócz brzmienia, w dużym stopniu za moje skojarzenie z "Juicy Planet Earth" odpowiada wokal. Z kolei "The Ballad Of Frankie Post" swym szybkim tempem i hardcoreowym brzmieniem nawiązuje do jeszcze wcześniejszej twórczości formacji. Podobnie jest z "Nombere:Dio", lecz tu pojawia się kolejna innowacja. Otóż Guzik postanowił popisać się jako poliglota. Kawałek jest w języku hiszpańskim, a wraz z pędzącą hardcoreową muzą i nieoszczędzającym gardła wokalem brzmi naprawdę dziko.

Jak widać, Flapjack nie boi się wkraczać w nowe, nieprzemierzone jeszcze obszary i to nie tylko w warstwie muzycznej. Skupmy się jednak na niej. Gdyby ktoś puścił mi "Quicksand", przedostatni utwór na płycie, nigdy nie powiedziałbym że jest on autorstwa Flapjacka. Numer bardzo spokojny, idący trochę z nurtem tego, co obecnie w muzyce rockowej da się usłyszeć. Tytułowe ruchome piaski otaczają słuchacza w postaci rozpływających się gitar i sennego wokalu od pierwszych sekund. Kawałek brzmieniowo i lirycznie dość psychodeliczny, opatrzony bujającym z boku na bok refrenem. Do tekst, bardzo alegoryczny i dający duże pole do indywidualnej interpretacji. "Quicksand" to moim zdaniem dobry przykład na to, że zespół wciąż tworzy coś nowego i nie stoi w jednym miejscu. Oczywiście kapela zdołała już nas do tego przyzwyczaić. Bardzo dobrze, że pozostaje w tym konsekwentna i za każdym razem raczy swych fanów czymś nowym. Obok "Quicksand" do grupy "nowych utworów" zdecydowanie zalicza się stonowany, balladowy i refleksyjny "Dead End". Nowych elementów doszukiwać się można również w "Reborn". To ostatnia kompozycja i dodatkowo udziela się w niej zmarły przed czterema laty Olass. Tytuł więc, podobnie jak tekst, nie pozostaje przypadkowy.

Jeśli chodzi o tekst, który rzeczywiście wywarł na mnie duże wrażenie, to zdecydowanie są nim słowa do "False Flag Operation". Słuchając tej kompozycji ostatecznie zrezygnowałem ze skierowania pod adresem Flapjacka i "Keep Your Heads Down" jedynego zarzutu, który rodził się w mojej głowie. Chodzi o moje zdanie na temat polskich zespołów tworzących po angielsku. "False Flag Operation" przedstawia ciekawy punkt spojrzenia na politykę Stanów Zjednoczonych. Promuje do tego pewną teorię między innymi na temat zamachu z 11 września 2001 roku, który, tak czy inaczej, dotyczy nie tylko USA. Nie chcę tu wchodzić w szczegóły, natomiast faktem jest, że w tym wypadku język angielski jest oczywiście bardziej adekwatny i niesie się głośniejszym echem.

Podobnie jest w przypadku pozostałych tekstów Flapjacka. Wraz z muzyką na prawdziwie światowym poziomie tworzą one zespół, który z wielu względów wręcz nie powinien ograniczać się do zawężonego odbiorcy, a do tego sprowadzałoby się tworzenie w języku polskim. Ponadto rodzaj rapu, jaki prezentuje Guzik, siedzi bardzo głęboko we współczesnej kulturze amerykańskiej, jeśli nawet nie jest jej ikoną. W tej sytuacji pozostaje mi stwierdzić, że "Keep Your Heads Down" jest materiałem, do którego nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń. To kontynuacja wypracowanego przez lata stylu, nie pozbawiająca go szeregu zaskakujących innowacji. Z pewnością zdobędzie on wielu odbiorców, nie tylko wśród fanów Flapjacka.

Łukasz Haciuk