Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Diabli nadali

Diabli nadali - Cree

Diabli nadali

Wykonawca:

Cree

Gatunek:

Rock

9 /10

Wszystkie znaki na niebie i ziemi od jakiegoś czasu wskazywały na taki obrót spraw. "Młodszy brat" Dżemu, czyli Cree, przez lata do niego niemiłosiernie porównywany i z nim zestawiany ze względu na syna Ryśka Riedla, Sebastiana, powoli przejmuje po nim artystyczną schedę.

Jedna z tych kapel zaczyna tracić swoją wyrazistość, druga natomiast wchodzi w większe buty z gracją i bez powoływania się na poprzednika. Do tej pory symptomy tego można było usłyszeć na koncertach, ale jest i dowód namacalny. To szósty album w dorobku Cree, zatytułowany "Diabli nadali".

"Diabli nadali" jest chyba pierwszą płytą grupy, na której okładce pojawia się wytłuszczone nazwisko Sebastiana Riedla. Nie ma się co jednak tym ekscytować, bowiem zmiana wynika zapewne z niezwykle popularnych ostatnimi czasy zabiegów PR. Podział sił w zespole ciągle jest natomiast taki sam, a z każdym rokiem ma się nawet wrażenie, jakby instrumenty w Cree coraz lepiej ze sobą współgrały, tworząc charakterystyczną całość. Na najnowszym krążku to brzmienie jest jeszcze mocniejsze i drapieżniejsze.

W utworze "Cały nasz świat" i w kilku innych słychać echa południowo-amerykańskiego grania w najlepszym wydaniu, a więc jest sporo blues-rocka  i country. Z kolei "Południe i ty" jest rasowym rock'n rollem utrzymanym również w konwencji southern rocka. W przejmujących, wolnych kawałkach w rodzaju "Po spowiedzi" i "Wszystkie winy" szczególnie daje o sobie znać fenomenalna charyzma oraz ogromny talent interpretacyjny Sebastiana Riedla. Ciekawostkę na albumie stanowi "Po spowiedzi" zaśpiewany w duecie z Piotrem Kupichą, kolegą Sebastiana z dawnych lat. Nie należy też zapominać o "Texas blues" - chyba jedynym w dorobku formacji numerze utrzymanym w tradycji transowego bluesa, dodatkowo wzbogaconym o świetne zagrywki jednego z czołowym polskich harmonijkarzy, Michała Kielaka.

Grupa Cree przez lata wypracowała sobie nienaganny styl gry i trudno stwierdzić, czy jest to jej najlepsza płyta. Do jej zalet z pewnością należy zaliczyć duże zróżnicowanie kompozycji, częste zmiany dynamiki, znakomitą grę instrumentalną oraz wyśmienity głos lidera. W kontraście z tym ostatnim nie rażą nierzadko trywialne teksty utworów, choć akurat te napisane przez legendarnego Kazimierza Galasia pozostają bez zarzutów. Nie zmienia to jednak faktu, że polecenie płyty "Diabli nadali" wydaje się w tym momencie obowiązkiem, wykonanym z czystym sumieniem i nade wszystko - ogromną przyjemnością.

Kuba Chmiel