Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Życie O.S.T.

Życie O.S.T. - Listopad

Życie O.S.T.

Wykonawca:

Listopad

Gatunek:

Hard rock

6 /10

W recenzji płyty "Kręgi w czasie zatoczone" deklarowałem, że z niecierpliwością czekam na drugi album zespołu Listopad, który już wtedy powstawał. Doczekałem się. Tym razem mnie nie porwali.

Nie chodzi o to, że grają gorzej. Ba, band pięknie dostosował się do mojej sugestii (puszczam oko, moje zdanie chyba było tu najmniej ważne), żeby poprawić produkcję wokalu, by ten nie brzmiał jak nagrywany w kartonowym pudle. Poprawili. "Życie O.S.T." brzmi lepiej, pełniej, może nie tak surowo (w pozytywnym tego słowa znaczeniu), jak debiut za to - uważam - dojrzalej.

Mniej dojrzałe są liryki. Może inaczej - nie tyle niedojrzałe, co nudne. Na "Kręgach w czasie zatoczonych" jakoś mi to specjalnie nie przeszkadzało, ale postarzałem się o kilka miesięcy i kolejny wysyp tekstów o tym, że "zgubiłem sensu klucz", "jestem zupełnie sam", "jeszcze więcej goryczy w każdym z nas" oraz "nie pamiętam dróg", ale jednak "wiele jest we mnie sił, by trwać", a także "tyle w sobie mam wiary w ludzi i ten świat" mnie drażni. Tego typu liryki traktuję trochę jak głos ludu smoleńskiego - niech sobie będą, niech obracają się w tym zamkniętym kręgu porównań, "zachodzących słońc" itp. Ale, niestety, jestem tzw. lemingiem (jak określił ludzi takich jak ja jeden z dziennikarzy "pisma autorów niepokornych") i te gadki mnie najzwyczajniej nudzą. Szkoda.

Tym większa, że jak już pisałem, "Życie O.S.T." brzmieniowo jest lepsze od debiutu, naładowane jest podobną dawką energii, może nieco bardziej jednostajną, ale przez to spójniejszą. Nawet okładka mi się bardziej podoba, choć to akurat sprawa drugorzędna.

Jest tu parę perełek, do których - mimo wspomnianych wyżej wad - chętnie będę wracał. Z pewnością takim numerem jest pogodny "Jeszcze więcej", który zyskuje magii dzięki fajnej partii akustyka we wstępie i ciętym, tłumionym motywom gitary elektrycznej. Pięknie się tu sprawdza charakterystyczny głos Marka Środzińskiego. Koleś niby ma niskie "strojenie", ale nie przeszkadza mu ono wchodzić na wyższe rejestry. Bardzo podoba mi się numer "Ludzie krętych drugich", który ma w sobie energię southernowego hard rocka spod znaku kapel typu Black Stone Cherry - jest żwawo, mocno, przekonująco. Albo ciężkie, stonerowe granie w "Nigdy nie było" - paluszki liżą się same! Wróćmy do początku albumu - arabskie skale w introdukcji i przejściach "Nemo Est Casu Bonus", szybkie nu metalowe strzały w głównym riffie "D.O.M.", albo oryginalne bicie perkusji w refrenie "Wszyscy Śnięci". Są smaczki, są plusy dla "Życia".

Na pierwszej płycie, która mi się bardzo podobała, Listopadowi udało się zakryć niedostatki liryczne dobrymi liniami wokalnymi i świetną muzyką. Jednak na "Życie  O.S.T." ta sztuczka się nie powiodła i post comowa pretensjonalność słowa wylazła z zakamarków. Panowie! Toż to nawet Piotrek Rogucki przyznał, że jego liryki pisane 6 i więcej lat temu są ni mniej, ni więcej, tylko szczeniackie. Polecam zebrać się na podobne refleksje. Szkoda talentu i dobrej muzyki.

Jurek Gibadło