Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Love And Other Mysteries

Love And Other Mysteries - Ken Hensley

Love And Other Mysteries

Wykonawca:

Ken Hensley

Gatunek:

Rock

6 /10

67-letni Ken Hensley zadziwia swoją artystyczną aktywnością. "Love And Other Mysteries" jest jego trzecią płytą (w tym drugą solową) wydaną w ostatnim pięcioleciu.

Pierwsze przesłuchanie albumu było jak dla mnie wielkim zaskoczeniem oto bowiem Ken Hensley jakiego wcześniej nie znałem: łagodny, liryczny, nastrojowy, popowy. Wiele wyjaśniają słowa samego artysty: "Po nagraniu "Blood on the Highway" zacząłem pisać piosenki o zwykłych, życiowych sytuacjach. I one przyszły do mnie bardzo łagodnie, stopniowo, a ja po prostu pozwoliłem im się narodzić. Z kolei kiedy weszliśmy do studia, powiedziałem: "Pozwólmy tym piosenkom wyprodukować całą płytę". I tak się stało. Będzie to więc bardzo nie komercyjny, trudny do zidentyfikowania i skategoryzowania album. Po prostu kolekcja piosenek, które wyszły z mojego serca". Nic dodać nic ująć. Już te słowa Hensleya mogłyby wystarczyć za całą recenzję. Zwłaszcza to ostatnie wypowiedziane przez niego zdanie najtrafniej charakteryzuje muzyczną zawartość "Love And Other Mysteries".

Wszystkie dziesięć utworów, które znalazły się na krążku to właśnie piosenki utrzymane w spokojnym tempie, nastrojowe i klimatyczne. Od razu też wypada zaznaczyć, że nie jest to jakaś cienka popowa konfekcja czy beznamiętny plastikowy muzak. Udało się Hensleyowi włożyć w nie sporo emocji i napięcia ozdabiając bogatą i ciekawą instrumentacją. Już pierwszy utwór, "(This) Bleeding Heart", potwierdza powyższe słowa, bo to całkiem udana kompozycja w rozbudowanej aranżacji (Hammond, fortepian, smyczki, slide). Hensleya-wokalistę wspiera uroczy żeński drugi głos. W kolejnym na liście "Romance" możemy podziwiać duet Glenn Hughes i Santra Salkova. No i trzeba przyznać, że Glenn umiał pięknie znaleźć się w takim spokojnym utworze. Wydzierał się jak to on ale kiedy trzeba potrafił swoje wokalne zapędy przyhamować. Kawałek ponownie zachwyca bogata orkiestracja a do tego dochodzi jeszcze świetny, gospelowo brzmiący chórek. Całość pełna jest powagi i epickiej podniosłości.

Duetów wokalnych damsko-męskich na albumie jest zresztą więcej. Co charakterystyczne, wszystkie te wykonania mają swoisty musicalowy charakter. Najweselszym utworem na płycie jest "Walk Away". Leciutki, countrowo brzmiący, który nieco rozświetlił ten muzyczny mroczny nastrój ale i przy okazji złamał dramaturgię albumu. Dość kontrowersyjnie wypada "Respiro Tu Amor" a to dlatego, że po hiszpańsku zaśpiewał go włoski wokalista Roberto Tiranti i z tego powodu miałem pewien problem z identyfikacją języka, w jakim ten ten kawałek wykonano. Dziwne rozwiązanie.

Do współpracy przy realizacji płyty zaprosił Hensley kilku muzyków, z którymi nagrywał "Blood On The Highway" (m.in. Juan Carlos Garcia na perkusji, Antonio Fidel na basie i Ovido Lopez na gitarze). Dodatkowo możemy posłuchać całkiem sporej liczby  wokalistów i wokalistek ze wspomnianym wyżej Glennem Huhgesem na czele. Sam Hensley zaśpiewał w połowie numerów i wypadł zupełnie dobrze.

"Album reprezentuje pozytywny zwrot w moim muzycznym świecie i świetnie jest móc podróżować po nowym, niezbadanym terytorium" tak o "Love And Other Mysteries" mówił Hensley. Jestem za tym, aby artyści wypuszczali się na niezbadane terytoria, bo zawsze przy tej okazji słuchacze mają szansę poznać ich inne oblicze, czasem ciekawe i intrygujące. Nie umniejszając nic muzyce zawartej na krążku wolałbym jednak, aby Ken niezbyt często odwiedzał rejony uwiecznione na recenzowanym albumie. Zdecydowanie wolę go w klimatach znanych z "Blood On The Highway", że o tym co robił pod skrzydłami Uriah Heep nie wspomnę.

Ładna płyta do słuchania wieczorem przy nastrojowym świetle z kieliszkiem ulubionego trunku w dłoni i miłą sercu osobą obok. Ci wszyscy słuchacze, którzy kojarzą Kena Hensleya wyłącznie jako klawiszowca Uriah Heep będą srodze zawiedzeni i wyrzucą krążek z kieszeni odtwarzacza już po kilku minutach. Natomiast ci wszyscy, którzy wezmą sobie do serca cytowane na początku słowa wyjaśnienia, pewnie wysłuchają go do końca. A czy będą zadowoleni? Nie wiem, ja sam mam sporo wątpliwości.

Robert Trusiak