Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Endorphins

Endorphins - Desdemona

Endorphins

Wykonawca:

Desdemona

9 /10

Zacznę inaczej niż większość recenzentów, którzy mieli do czynienia z "Endorphins". Otóż kilkanaście sekund otwarcia tego albumu przypomniało mi jeden z najdoskonalszych krążków jakie słyszałem.

Chodzi o "Disconnected" Fates Warning, aczkolwiek polska Desdemona to zupełnie inna bajka.

Tyle, że nawiązanie do legendy amerykańskiego prog i heavy metalu wcale nie jest bezzasadne. Wszakże kilka lat temu coś się w Desdeomnie popsuło, tak jak swego czasu popsuło się w Fates Warning. Zespół zrobił się zupełnie bezpłodny jeśli chodzi o oryginalną twórczość, a jego szeregi opuszczali kolejni muzycy, w tym przede wszystkim utalentowana wokalista Agata Pawłowicz. Jednakże pod dowództwem, nomen omen, Krzysztofa Chorążego Desdemona przetrwała trudne czasy, z których urodził się pierwszy album od wydanego w 2004 roku "Version 3.0". Nad nagraniami, poza wspominanym gitarzystą, czuwali skądinąd znany klawiszowiec Robert Pląskowski, a także niejako nowi na pokładzie basista Szymon Świerczyński (od 2005 r.) oraz Agnieszka Leśna (od 2008 r.). Jaka jest zatem Desdemona AD 2012?

Smaczna. Pomimo, że już nie w barwach Metal Mind Records, a mniejszego Danse Macabre Records to zespołowi w żadnym razie nie przeszkodził szyld pod jakim się znalazł. Czwarty studyjny album grupy, jakkolwiek by to nie zabrzmiało, rozwala poziomem energii, która się na nim znalazła. "Endorphins" jest dynamiczny, skoczny i kuszący. Chorąży i Pląskowski oszaleli, bowiem krążek został oparty na świetnych partiach klawiszowo-gitarowych. Jeśli kiedyś o tym zespole mówiono, że gra gothic rock/metal to dzisiaj można mu zarzucić tylko i wyłącznie industrial. Nowoczesny, wcale nieuporządkowany, charakterny. Zachwycają tu liczne, obszernie rozdysponowane partie elektroniczne. Rządzi cała masa dźwiękowych teł romansująca z mainstreamową elektroniką, które niczym świdrem rozwiercił gitarą Chorąży. Rolę cichego bohatera, jak to zwykle bywa w przypadku basistów, należy przypisać Świerczyńskiemu będącemu tutaj człowiekiem od brudnej roboty. Wszak dzięki niemu, a także realizatorom nagrań album brzmi czyściutko. Niemniej w tym krążku jest coś, co może zespół narazić na oskarżenie o płynięcie z falą, ponieważ materiał zawarty na "Endorphins" rzeczywiście "wchodzi" od razu, ale jednocześnie doszedłem do wniosku, że daj nam Boże na polskim rynku więcej płyt, które wcale nie pchają się do radio, a wytwarzają niezwykły klimat. Tego Desdemonie odmówić nie można.

Nie ukrywam, że raczej nie przypadły mi do gustu sporadyczne męskie, właściwie bełkotliwe wsparcia wokalne, aczkolwiek długo o nich nie myślałem, bowiem z miejsca zakochałem się w głosie Agnieszki Leśnej. Skąd wy ją wzięliście panowie? Kapitalna barwa! Skłonna do śpiewu, wrzasku, licznych subtelności, a także wybornych wokaliz ("Poison" czy "Devil’s Game"). Nie słyszałem Leśnej na żywo, nie wiem czy na deskach brzmi tak samo jak po studyjnej obróbce, ale jej głos to bez wątpienia jeden z największych atutów "Endorphins".

Sprawdźcie nowy album Desdemony. Jeśli nie dla wciągającego industrialu made in Poland, to właśnie dla Agnieszki Leśnej. W obu przypadkach nie będzie to czas stracony, bowiem "Endorphins" to jeden z tych krązków, który nie powinien przejść bez echa.

Konrad Sebastian Morawski