Kup Magazyn Gitarzysta

Harakiri - Serj Tankian

Harakiri

Wykonawca:

Serj Tankian

Gatunek:

Rock

6 /10

"Bo do tanga trzeba dwojga" - tako rzecze wielki przebój Budki Suflera i ma w sobie sporo racji. Fakty mówią same za siebie - większość muzyków potrzebuje wspólnika, by pisać naprawdę dobre piosenki. Np. Serj Tankian musi mieć obok siebie Darona Malakiana i vice versa.

Nasz ulubiony Ormianin z Los Angeles wydał niedawno trzecią solową płytę. Kolejną niezłą, ale bez szans w starciu z dokonaniami System Of A Down. Serj oczywiście jak zwykle robi wrażenie: jako artysta z cyklu Do-It-Yourself jest autorem muzyki, tekstów, aranży, produkuje "Harakiri", gra na niemal wszystkich instrumentach (oprócz perkusji). Słowem, jest człowiekiem-orkiestrą i za to należy mu się wielki szacunek.

Bo "Harakiri" brzmi świetnie, współcześnie, gdzie trzeba - mocno, gdzie indziej - łagodnie. Jest pięknie zaaranżowane - każdy instrument znajduje tu dla siebie słuszne miejsce, odpowiednio pulsuje; podobać się mogą wielopartyjne linie melodyczne, zabawa dynamiką. Słowem - każdy techniczny aspekt tego krążka jest na najwyższym poziomie.

Gorzej jest z samą treścią, nośnością piosenek, wartością artystyczną. "Harakiri" kręci się dziarsko w odtwarzaczu i tylko w niewielu miejscach zmusza do kliknięcia "repeat" na danym kawałku. Tankianowi najzwyczajniej w świecie brakuje bardzo dobrych piosenek. Moją uwagę przykuło co najwyżej kilka utworów.

Na ten przykład "Uneducated Democracy", po pierwsze dlatego, że w swym naiwnym (i paradoksalnie nie do końca wyedukowanym) lewactwie Serjowi zdarza się tu przemycić przesłanie zgoła słuszne: bez dobrej oświaty nie ma demokracji. Muzycznie też jest to kawałek z najwyższej półki - uderza z punkową energią i ostrym brzmieniem. Tego w Tankianie - soliście mi brakowało. Podoba mi się mocne, Systemowe "Figure It Out", szczególnie za nośny riff główny i podwójną stopę w mostkach, która udowadnia, że w kwestii metalu Serj nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Nie skończył też z etnicznymi zabawami - te są obecne w "Ching Chime" w postaci użycia charakterystycznej skali. Przemyca króciutką jazzową zagrywkę "Occupied Tears", dorzuca elektronikę i beatboxing w "Deafening Silence".

Pozostałe kawałki nie mają w sobie jaja, a wyprowadzane przez Tankiana kopniaki skutecznie omijają mój zadek. Dlatego proszę Cię, mój kudłaty Przyjacielu - zobacz, że Daron i reszta chłopaków z SOAD ładnie machają do Ciebie rączkami, byś był łaskaw wraz z nimi pokazać, co znaczy metalowa jazda rodem z Los Angeles. Jesteś gotowy? Bąąąądź, ładnie proszęęęęę!

Jurek Gibadło