Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Death Sentence / DDP 4 Life

Death Sentence / DDP 4 Life - Dublin Death Patrol

Death Sentence / DDP 4 Life

Wykonawca:

Dublin Death Patrol

8 /10

Dublin Death Patrol to rodzinno-towarzyskie przedsięwzięcie dwóch wielkich wokalistów thrashmetalowej sceny - Chucka Billy z Testament i Steve "Zetro" Souzy, jedynego prawowitego gardłowego Exodus.

Zespół powstał w 2006 r., a rok później nakładem niewielkiej Godfodder Records ukazał się pierwszy album "DDP 4 Life". Trzon kapeli, wtedy i dzisiaj uzupełniał, prócz wspomnianych wokalistów, między innymi także brat Chucka - gitarzysta Andy Billy, ale na debiucie pojawili się również kolejni bracia frontmanów: Eddie Billy i John Souza. Wydawało się wówczas, że będzie to raczej jednorazowe przedsięwzięcie najsławniejszego z rodziny Billych, tym bardziej, że przerwa wydawnicza w obozie Testament po premierze "The Gathering" wciąż się przedłużała. Do tego "DDP 4 Life" okazała się na tyle przeciętna, że mogła rozczarować przede wszystkim fanów coraz bardziej spragnionych nowej porcji muzyki macierzystego bandu Chucka.

Tymczasem, po pięciu latach, pod koniec sierpnia tego roku, na rynku pojawił się, tym razem w barwach większej Mascot Records, kolejny krążek sygnowany logo Dublin Death Patrol, zatytułowany "Death Sentence" i zarejestrowany w niemal identycznym składzie (choć już bez udziału gości). W tym samym czasie Mascot wznowiła też debiut Amerykanów, ozdabiając go zmienioną okładką. To dobra okazja, by przyjrzeć się bliżej obydwu albumom Dublin Death Patrol.

Death Sentence


Trochę obawiałem się pierwszego odsłuchu "Death Sentence", ale okazało się, że niepotrzebnie. Upływ czasu (a może również rezygnacja z zapraszania gości) doskonale wpłynął na Dublin Death Patrol, bo to krążek zdecydowanie i pod każdym względem lepszy od debiutu. Materiał jest bardziej zwarty, mocniejszy i dynamiczniejszy niż często gubiący tempo "DDP 4 Life". Upraszczając, ta płyta to ekstrakt z tego, co najlepsze w Testament i Exodus, i nie chodzi mi tylko o jedyne i niepowtarzalne głosy obydwu bossów recenzowanego projektu. Wokalny duet Billy - Souza to po prostu mistrzostwo świata i nie widzę na horyzoncie nikogo, kto mógłby zrobić to lepiej od nich. Chuck Billy prezentuje cały wachlarz swych umiejętności, ku mojej uciesze często sięgając po growling, a skrzeczący Souza doskonale go uzupełnia. Panowie dzielą się różnymi partiami tekstu, czasem wymieniają się nawet po kilku wersach (np. w "Dehumanize" czy "Broken") i w jakiejkolwiek konfiguracji by nie zaśpiewali, zawsze wychodzi to świetnie.

Wokaliści to bez wątpienia największy atut "Death Sentence", ale niczego nie można zarzucić również warstwie instrumentalnej i kompozycyjnej. To po prostu rasowy amerykański thrash, w którym, jak już wspomniałem, pobrzmiewają echa Testament i - w mniejszym stopniu - klasycznego Exodus (np. "My Riot"). Nie ma tu, rzecz jasna, miejsca na wirtuozerię Skolnicka, melodyjne refreny, czy ballady. Kompozycje są zdecydowanie prostsze i krótsze, a przy tym zróżnicowane i, choć nie brakuje solówek, nic nie osłabia ich siły przekazu. Na przykład "Dehumanizer" to świetna oldschoolowa thrashowa torpeda, której chyba nie można spodziewać się po obecnym obliczu Testament. Niewielka domieszka punka, słyszalna na debiucie, tu jest mniej wyraźna, choć wybór covera wieńczącego płytę - w postaci bardzo dobrze odegranego Butcher Baby autorstwa Plasmatics - nie jest zapewne przypadkowy. Pozostając przy cudzesach - "DDP 4 Life" zawierał aż trzy takie kompozycje; zdecydowane postawienie na własną twórczość to kolejny atut recenzowanego krążka.  

Podejrzewam, że "Death Sentence" przepadnie gdzieś w nawale metalowych premier, nieustannie zalewających rynek, tym bardziej, że siły promocyjnej Mascot nie da się porównać z fonograficznym gigantem stojącym za Testament i Exodus. Tymczasem - wiem, że dla niektórych zabrzmi to jak herezja - "Death Sentence" jest po prostu bardziej bezpretensjonalnym, wyluzowanym i świeższym materiałem, aniżeli "Dark Roots of Earth" (o Exodus nie wspominam, bo nie toleruję obecnego oblicza tego bandu, z Robem Dukesem za mikrofonem). Nie słychać tu cienia presji, której bez wątpienia poddana jest macierzysta formacja Chucka Billy. Dublin Death Patrol niczego nie musi udowadniać.

DDP 4 Life


Przyznam, że od premiery "DDP 4 Life" sześć lat temu, nie wracałem do tego wydawnictwa (taki już smutny los wielu albumów w dobie podaży przewyższającej popyt), ale po jego wznowienie sięgnąłem bardzo chętnie, ciekaw, jak spisuje się po latach. Okazuje się, że nienajgorzej, choć wciąż brak mu wyrazistości. Wprawdzie Amerykanie rozpoczynają z prawdziwym animuszem - thrashowy "R.I.P." z testamentowymi harmoniami wokalnymi Billy'ego w połowie niespodziewanie przekształca się w niemal hardcore'owy pocisk, a tempo to utrzymuje kolejny, jeden z najlepszych na płycie "Unnatural Causes", jednak od następnego "Mentally Unstable" jest już mniej ciekawie.

Właściwie, niby wszystko jest na swoim miejscu, za mikrofonem stoją odpowiedni ludzie, solówki (za niektóre z nich odpowiada gościnnie Phil Demmel z Machine Head) błyszczą, ale samym kompozycjom, często utrzymanym w średnich tempach, chwilami brak iskry ("Pigs in the Hollow"), zwłaszcza, gdy są na siłę urozmaicane bardziej melodyjnymi fragmentami (nieudany, najsłabszy na płycie "DDP 4 Life"). Jasnym momentem albumu jest z pewnością drapieżny, thrashowy "Sid Vicious", w którym szczególnie dobrze sprawdził się duet obu wokalistów, niezły jest również maidenowski "Trail of the Executioner", ale na drugim biegunie mamy z kolei przeciętną balladę "Devil in Disguise".

Nie rozumiem sensu umieszczania na "DDP 4 Life" aż trzech coverów. Choć kawałki Motorhead, Thin Lizzy i UFO zostały odegrane bardzo dobrze (zwłaszcza dwa pierwsze), to jednak nie wnoszą do całości zbyt wiele nowego, tym bardziej, że wybór padł na bardzo znane i osłuchane przeboje wymienionych zespołów. Kończący krążek "Corruption" to krótki masywny utwór, obudowany sporą dawką indiańskich zaśpiewów, dzięki którym trwa przeszło 12 minut. Ot, ciekawostka.  

"DDP 4 Life" to niezła płyta i muszę przyznać, że dziś podoba mi się bardziej, niż kiedyś. Nie udało się Amerykanom uniknąć kilku słabszych momentów, zabrakło nieco spójności i być może dlatego album nie zdołał wyraźniej zaznaczyć swej obecności na rynku. "Death Sentence" pokazał, jednak, że Dublin Death Patrol ma potencjał, co nie powinno przecież dziwić, jeśli wziąć pod uwagę nazwiska muzyków zaangażowanych w projekt. Polecam obydwa materiały, ze wskazaniem na "Death Sentence".

Szymon Kubicki