Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Black Traffic

Black Traffic - Skunk Anansie

Black Traffic

Wykonawca:

Skunk Anansie

7 /10

Było to w pięknym roku 1999, kiedy "Bravo" było jeszcze (podrzędną, ale jednak) gazetą popkulturową, a MTV prezentowało ciekawą muzykę.

Na ekranie nagle pojawiła się łysa murzynka, która swoim charakterystycznym wokalem zdobyła serce jedenastolatka, oraz poinformowała go, co to "orgazm". Mój pierwszy kontakt ze Skunk Anansie i ich "Post Orgasmic Chill" wspominam bardzo dobrze, dlatego ucieszyłem się, gdy kapela dwa lata temu wróciła do świata żywych bardzo udanym krążkiem "Wonderlustre". Ten rok przynosi dwie, a właściwie trzy niespodzianki od zespołu dowodzonego przez Skin.

Pierwsza z nich - Skunk Anansie się nie rozpadli! "Wonderlustre" nie było jednorazowym skokiem na kasę, chęcią przypomnienia własnych nazwisk/pseudonimów, by później już w najlepsze rozwijać solowe projekty. Druga to ciągłe poszukiwania - zespół nie zatrzymał się na etapie (skądinąd udanym) w miarę delikatnego, melodyjnego grania, które uświadczyliśmy na poprzedniej płycie. Mogli eksplorować pokłady, które przyniosły im chwałę w 2010 roku, ale zamiast tego wrócili do mocnego, riffowanego grania - choć oczywiście całkowicie nie zarzucili grania ładnych piosenek. Niespodzianka numer trzy - Skin już nie jest łysa.

Powiedzmy sobie otwarcie, że to wyostrzenie brzmienia, jakkolwiek odważne, tak niekoniecznie wpływa na poprawę jakości muzyki Skunk Anansie. Nie zrozumcie mnie źle - "Black Traffic", piąty krążek studyjny grupy - to bardzo solidne dzieło, ale nie (jak chciałaby Skin) najlepsze w historii zespołu. Ja osobiście wolę przywoływane w tej recenzji "Post Orgasmic Chill" czy "Wonderlustre".

Na szczęście na "Black Traffic" nie brakuje dobrych piosenek. Skunk Anansie mocno otwierają krążek, uderzając trzema siarczystymi kopniakami w postaci "I Will Break You" (Skin odkrywa tu nowe możliwości swojego głosu, choć moja koleżanka-logopeda twierdzi, że tak źle emitującej dźwięki wokalistki nigdy nie słyszała ;) ), zdradzającego zainteresowanie elektroniką "Sad Sad Sad" i obdarzonego prawdopodobnie najpotężniejszym riffem na tym krążku "Spit You Out" (plus za niski śpiew we zwrotce). Później Brytyjczykom zdarza się jeszcze przyłożyć do pieca w rozpędzonym "Sticky Fingers In Your Honey" (bardzo fajne unisono głosu i gitary  tylko dodaje temu kawałkowi uroku).

Na drugim biegunie leżą ballady - tych na szczęście też nie brak na "Black Traffic". Zdecydowanie najlepszą jest piękny, delikatny "Drowning", który ciekawie łączy trzy światy: rocka, elektroniki i dźwięków symfonicznych. Poza tym posiada najłatwiejszy do zapamiętania, bardzo melodyjny refren. Brawa! Z pewnością wielu zwolenników zyska przestrzenny, wyzwalający (w warstwie dźwiękowej, bo już tekst nie jest taki optymistyczny) "Our Summer Kills The Sun". Solidną pop rockową balladą (elektroniczna perkusja we zwrotce, wydatny udział gitary akustycznej, bardzo śpiewny refren) jest "Diving Down", który pięknie kołysze na sam koniec albumu.

"Black Traffic"
nie jest szczytowym osiągnięciem formacji, nie ma oczywistych przebojów, ale pokazuje Skunk Anansie jako kapelę poszukującą, mającą wiele świeżych pomysłów na siebie i oryginalną. To właśnie takie zespoły przechodzą do historii.

Jurek Gibadło