Kup Magazyn Gitarzysta

Blue - Cassie Taylor

Blue

Wykonawca:

Cassie Taylor

Gatunek:

Pop rock

6 /10

Stare ludowe porzekadło "niedaleko pada jabłko od jabłoni" doskonale pasuje do Cassie Taylor. Jej ojciec, Otis, to uznana postać w światku bluesa.

Niezwykle oryginalny z niego muzyk z bardzo świeżym spojrzeniem na ten gatunek. Cassie wielokrotnie towarzyszyła ojcu podczas jego koncertów oraz wspomagała go na płytach, można więc rzec, że dorastała otoczona muzyką. Już bez ojca miała okazję pokazać się europejskiej publiczności (również polskiej) podczas serii koncertów pod wspólnym tytułem "Blues Caravan". Jest to pomysł Thomasa Rufa szefa wytwórni Ruf Records - grupa (najczęściej trzech) muzyków o już znanych nazwiskach, ale jeszcze nie gwiazd pierwszej wielkości, wsparta sekcją rytmiczną, objeżdża z koncertami różne miejsca w całej Europie. W 2011 doszedł pomysłowy ale i oczywisty podtytuł "Girls With Guitars" gdzie obok Samanthy Fish i Dani Wilde zaprezentowała się właśnie Cassie Taylor. Współpraca tych trzech pań zaowocowała zresztą wydaniem albumu.

"Blue" to płytowy debiut "Daughter of a Bluesman" jak sama siebie często nazywa. Cassie jest autorką wszystkich dziesięciu kompozycji, śpiewa, gra na basie i fortepianie. Pomimo takich rodzinnych "obciążeń" Cassie Taylor nagrała krążek zupełnie nie mieszczący się w szufladce z napisem "blues". To oczywiście nic złego. Album zamyka się w niecałych 33 minutach czyli bardzo, bardzo skromnie. Wszystkie kompozycje to po prostu piosenki trwające w większości 3-4 minuty, prawie bez solówek, bardzo oszczędnie zinstrumentalizowane. Moim zdaniem utwory są zdecydowanie za krótkie, po prostu za szybko się kończą czasem sprawiając wrażenie niedokończonych. Cassie Taylor w nagraniu materiału pomagali Jeremy Colson (perkusja), James Rooster (gitara), a wśród gości specjalnych znaleźli się m.in. Steve Marriner (harmonijka) i Eric Gales (gitara).

Muszę przyznać, że recenzję "Blue" napisałem w dwóch bardzo różnych wersjach. Jedna korespondowała z tytułem dziewiątego utworu w trackliście czyli "Disappointment", bo takie właśnie miałem odczucie po jej wysłuchaniu. Druga była zdecydowanie bardziej przychylna. Długo myślałem, którą z nich wybrać. Ostatecznie powstał trzeci tekst będący kompilacją dwóch wcześniejszych. Skąd takie rozterki? Zanim płyta trafiła w moje ręce miałem okazję poznać album "Girls With Guitars", który był pełen, może i niezbyt wyszukanego, ale miłego dla ucha blues-rockowego grania a Cassie na tle pozostałych koleżanek zaangażowanych w ten projekt wypadła całkiem obiecująco. Jeszcze lepiej, jako dynamiczna, wręcz drapieżna, rasowa bluesowa wokalistka zaprezentowała się na najnowszej płycie zespołu The Bluesmasters "Volume Two" grającego klasyczny, mocny, współczesny blues-rock. Spodziewałem się, że na swoim solowym albumie nawiąże Cassie do takich właśnie klimatów. Tak się jednak nie stało. To co proponuje to raczej bardzo "dziewczyński" rock czy nawet pop-rock lekko zabarwiony bluesem i soulem. Wszystko to, co wyżej napisałem spowodowało u mnie być może pewien rodzaj rozczarowania wynikający z faktu, że nie dostałem tego, czego się spodziewałem. Ale to już tylko wyłącznie moja wina. W bezwarunkowym polubieniu tego krążka nie pomaga mi też produkcja - przesadnie mocarny werbel, mało wyraziste gitary. Generalnie lubię takie zdecydowanie brzmiące bębny ale akurat na "Blue", w konfrontacji z takim a nie innym wokalem Cassie Taylor, wypadło to co najmniej kontrowersyjnie. Plany muzyczne niefortunnie poustawiane - zdecydowanie za słabo słychać gitary a za mocno werbel. Oczywiście są to moje prywatne odczucia a każdy słuchacz i tak będzie miał własne.

Dość tych dywagacji, pora wrócić do muzyki. Generalnie rzecz ujmując zdecydowanie najciekawiej wypadają ballady i to chyba ze względu na warunki głosowe Cassie. Delikatny, cieplutki, dziewczęcy głos wyjątkowo dobrze pasuje do właśnie takich utworów. Na płycie jest ich zresztą całkiem sporo. Z tej grupy na pierwszym miejscu warto wymienić "Black Coffee" z Hammondem pobrzmiewającym w tle i uroczym soulowym żeńskim chórkiem. Inne udane utwory utrzymane w takim klimacie to "Bought Borrowed Stolen" czy może tylko trochę dynamiczniejszy "Haunted". Najbardziej przebojowym kawałkiem jest z pewnością "Memphis". To bardzo miła dla ucha żwawa rockowa piosenka, w której gitary brzmią czystym, naturalnym dźwiękiem. W bluesującym "Spoken For" delikatnym, akustycznym brzmieniem odzywa się harmonijka. "Make Me Cry" w zamyśle miał być pewnie żwawym rock-bluesowym utworem, w którym perkusja a zwłaszcza werbel, dziarsko wali, bas dudni sympatycznie, tylko gitarowe riffy zupełnie nie pasują do takiego podkładu, są jakieś takie mizerne, nieśmiałe i zupełnie bez charakteru. No i wokal Cassie niespecjalnie komponuje się z takimi klimatami. Na płycie udziela się w sumie aż czterech gitarzystów w tym i niezwykle ekspresyjny Eric Gales ale nie mogę napisać, że akurat ten instrument jest bogato reprezentowany.

Cassie Taylor to jeszcze bardzo młoda osoba, stojąca w zasadzie u progu kariery. Pewnie ciągle jeszcze szuka własnego muzycznego oblicza. A może to, co prezentuje na debiucie odzwierciedla jej prawdziwe zainteresowania, może jest odskocznią od tego wszystkiego, co do tej pory, głównie jako gość innych projektów, zrobiła? Trudno zgadnąć. Pewnie kolejne krążki jej autorstwa przyniosą odpowiedź.

Robert Trusiak